Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Mariusz Wlazły: Mecz zostaje w hali

Mariusz Wlazły: Mecz zostaje w hali

Przybył mi jeden medal, ale za to jaki! Srebro mistrzostw świata to mój życiowy sukces. Brzmi banalnie, ale kiedy o nim pomyślę, serce mi się raduje - mówi etatowy atakujący reprezentacji Polski, Mariusz Wlazły.

A jak pan ocenia swoje indywidualne postępy sportowe. Czy na tak wysokim poziomie można jeszcze coś ulepszyć w swojej grze?

Mariusz Wlazły: – Pewien poziom umiejętności już osiągnąłem i mogę tylko je doskonalić, ale trudno już nauczyć się czegoś nowego. Najbardziej muszę pracować nad blokiem i grą w obronie. To dwa elementy trudne dla atakujących. My jesteśmy od zbijania i zagrywania. Chciałbym jednak poszerzyć swoje siatkarskie kompetencje i dawać drużynie punkty blokiem nie z przypadku, ale dzięki udoskonalonym umiejętnościom. W obronie też jest sporo do zrobienia. Wiele piłek można podbić, ale jeśli się wie, jak należy się ustawić.



W Bełchatowie drżą, że wkrótce będzie pan popisywał się zbiciami i asami serwisowymi przed włoskimi kibicami w tamtejszej Serie A.

Mariusz Wlazły: – Nie wypowiadam się na temat przyszłości i ewentualnego transferu zagranicznego. Na to przyjdzie czas. Dziś jeszcze naprawdę nie wiem, czy i kiedy będę grał we Włoszech. Cel jest bliższy – zdobyć z BOT Skrą kolejne mistrzostwo Polski.

Nominacja do tytułu najlepszego siatkarza mistrzostw świata była dla pana nobilitacją. Wydawało się, że jest pan nią zaszokowany.

Mariusz Wlazły: – Tak było w istocie. Jak wyczytali moje nazwisko, doznałem szoku. Wiedziałem jednak, że nie wygram, bo byłem w towarzystwie wielkich gwiazd – Brazylijczyka Giby i Bułgara Mateja Kazijskiego. Przeciw Matejowi grałem jeszcze w juniorach. Występując w lidze rosyjskiej, zrobił w ostatnim czasie ogromne postępy w grze.

Czy Giba jest, pana zdaniem, rzeczywiście najlepszym siatkarzem świata?

Mariusz Wlazły: – Nie potrafię powiedzieć, czy jest najlepszy. Nie mam swojego wzorca, idola, w którego byłbym zapatrzony i którego chciałbym naśladować. Obserwuję wielu czołowych atakujących świata i od każdego chciałbym coś przejąć, ale nie chcę nikogo skopiować. Każdy z nas gra inaczej, każdy powinien grać inaczej, bo to właśnie sprawia, że siatkówka jest taka ciekawa. Gdyby każdy grał podobnie, byłoby nudno.

A co chciałby pan przejąć od Giby?

Mariusz Wlazły: – Jest niesamowicie waleczny. W trudnych sytuacjach potrafi wyprowadzić zespół z dołka. Przegrane – wydawać by się mogło – mecze przeradzają się nagle w zwycięstwa. To kwestia charakteru, nie da się tego wyuczyć. Jeśli chodzi o umiejętności siatkarskie, to trzeba podkreślić, że bije z szybkich piłek. Imponujące, ale można się tego wyuczyć.

Co takiego tkwi w grze Brazylijczyków, że uczynili finał z wami jednostronnym?

Mariusz Wlazły: – Brazylijczycy grają niesamowicie szybko, na wariata. Na pięć piłek pomylą się dwa razy, ale pozostałe trzy skończą. Ta ich szybka gra jest dla innych niepojęta – to chyba najlepsze słowo. Grają tak szybko, że zaskakują każdego przeciwnika. Bardzo trudno się bronić przy takiej ich grze. Znacznie łatwiej gra się z wyższymi, ale wolniejszymi drużynami.

Nikt chyba nie ma wątpliwości, że to Raul Lozano odmienił naszą reprezentację. Cóż takiego uczynił Mały Rycerz z Argentyny, że zadziwiliście świat?

Mariusz Wlazły: – Wbrew obiegowym opiniom zmienił niewiele, ale chyba to, co istotne. W niektórych sytuacjach meczowych nie wiedzieliśmy, jak się zachować, a teraz wiemy. Lozano ukierunkował nas na to, co najważniejsze. Patrzymy na grę trochę inaczej. To nie jest jednak tak, że przyjechał gość z zagranicy i nauczył nas grać w siatkówkę. My już przed nim umieliśmy. Prawdą jest jednak, że medalowych efektów tej gry nie było.

Dla reprezentacji Polski jest to rok mistrzostw Europy. Jedziecie do jaskini nie tyle lwa, co rosyjskiego niedźwiedzia, który jeszcze wyje z bólu po ciosie, jaki mu zadaliście na mistrzostwach świata w Japonii.

Mariusz Wlazły: – Nie możemy się doczekać tego rewanżu. Obiecuję, że będzie twarda walka. Po mistrzostwach świata jesteśmy inną drużyną niż przed nimi. Nabraliśmy wiary w siebie, pewności w grze. Jesteśmy bardziej odporni na stres. Nie załamują nas pojedyncze niepowodzenia w grze. Na mistrzostwach Europy na pewno będzie ciekawie.

To jednak również rok Pucharu Świata, z którego można będzie bezpośrednio zakwalifikować się na olimpiadę.

Mariusz Wlazły: – Staramy się zachować chłodne głowy. Wielu kibiców już wiesza nam na szyi olimpijskie medale, a ja mówię zawsze w takich sytuacjach: najpierw zakwalifikujmy się do Pekinu 2008. Droga jest jeszcze daleka, choć oczywiście marzymy o tym, żeby już w tym roku zapewnić sobie przepustki do turnieju olimpijskiego. Srebro z Japonii zobowiązuje, zwłaszcza że Puchar Świata będzie rozgrywany również w japońskich halach, które okazały się dla nas tak szczęśliwe.

*Wiecej w Dzienniku Łódźkim
Z Mariuszem Wlazłym rozmawiał Marek Kondraciuk

źródło: Dziennik Łódzki

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga, reprezentacja Polski mężczyzn

Więcej artykułów z dnia :
2007-02-06

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved