Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > ligi zagraniczne > Łukasz Żygadło: Siatkówka – moje życie

Łukasz Żygadło: Siatkówka – moje życie

Miłośnicy siatkówki w Kaliningradzie obserwujący pierwszy mecz swoich ulubieńców przed własną publicznością, w którym Dynamo Jantar grało z imiennikami z Kazania, zapewne zwrócili uwagą na świetną grę zawodnika z nr. 9 na koszulce.

Gdyby siatkarzom przyznawano nagrody za sympatię kibiców, to z pewnością otrzymałby ją właśnie polski rozgrywający Łukasz Żygadło – czytamy na łamach „Kaliningradzkiej Prawdy”.

I to nie tylko dlatego, że ten dwumetrowy siatkarz przyciąga tak zwaną „słabą płeć” swoją urodą i wdziękiem, ale przede wszystkim, ponieważ przykuł uwagę miejscowych swoją mądrą i niezawodną postawą na boisku. Łukasz, jak pisze „Prawda” raz po raz posyłał swoim partnerom wyborne piłki, i mogli oni z powodzeniem grać ze swoimi sławnymi rywalami, jak równy z równym. Poproszony o rozmowę z dziennikarzem „Kaliningradzkiej Prawdy” bez najmniejszego problemu przystał na pierwszy, odpowiadający mu termin – widać od razu europejską szkołę obcowania z prasą – pisze Siemion Kusznierow, autor wywiadu z Łukaszem Żygadło. – Kiedy tylko się przywitaliśmy, zapytał w jakim języku będziemy rozmawiać – polskim, angielskim czy rosyjskim. Ponieważ żaden z korespondentów »Prawdy« nie włada obcymi językami, pozostał nam tylko rosyjski – dodaje pełen uznania dla polskiego poligloty Kusznierow.



Siemion Kusznierow: Dobrze mówi Pan po rosyjsku – jest Pan samoukiem?

Łukasz Żygadło: Dziękuję za komplement. Staram sie, i jak tylko mogę, dużo mówię po rosyjsku. Czytam rosyjskie gazety. Dzisiaj na przykład dostałem od Pana egzemplarz »Kaliningradzkiej Prawdy«, w którym jest wywiad z kapitanem mojej drużyny Stanisławem Dinejkinem, i postaram sie przeczytać go »od deski do deski«. Moją dobrą znajomość rosyjskiego (śmiech) wykorzystują trenerzy. Pomagam im tłumaczyć z angielskiego na rosyjski i odwrotnie, kiedy rozmawiają z Finem Tuomasem Sammelvuo, z którym zresztą mieszkam w jednym pokoju, i który nie zna ani słowa po rosyjsku.

Jak Pan trafił do Dynama Jantar?

W poprzednim sezonie grałem w tureckim Halkbanku Ankara. Zespół mógł zostać mistrzem kraju, ale na finiszu, grając bez pierwszego atakującego, który złapał kontuzję przegrał dwa mecze, i w efekcie zajęliśmy trzecie miejsce. Mam również brązowy medal ligi greckiej, gdzie grałem rok wcześniej, w Panathinaikosie Ateny. Po wygaśnięciu kontraktu z tureckim klubem, mój agent zaproponował, żebym spróbował swoich sił w Rosji.

Długo się Pan zastanawiał?

Miałem również propozycje z Polski, Turcji i Włoch. W rosyjskim Surgucie już czwarty sezon gra mój kolega, Robert Prygiel. Zadzwoniłem do niego, aby się poradzić, a on powiedział, żebym się nie zastanawiał, tylko przyjeżdżał tutaj.

Mam nadzieję, że teraz nie żałuje Pan swojej decyzji?

Absolutnie! Zarabiam znacznie lepiej, niż w poprzednich klubach. Poza tym nauczyłem się nowego języka – same korzyści . Jest jednak jedna rzecz, której nadwyraz się obawiam, a mianowicie syberyjskie mrozy. Co innego żyć tutaj, w Kaliningradzie, gdzie klimat jest zbliżony do polskiego, a co innego pojechać grać na Syberię. Trzeba będzie poprosić przyjaciół, by przysłali jakieś ciepłe futro (śmiech).

Jak wyglądają Pana relacje z kolegami z zespołu?

Szybko znaleźliśmy wspólny język z kolegami z drużyny, mimo iż do zespołu dołączyłem dość późno. Jestem rozgrywającym i dlatego też jak najszybciej muszę poznać zawodników, ich sposób gry, boiskowe maniery – wszystko po to, aby wiedzieć jakie komu posyłać piłki. Z każdym, kolejnym treningiem rozumiemy się coraz lepiej, a niedawne zwycięstwo w Jekaterynbyrgu (3:2 z Lokomotiwem Izumrud – przyp. red.) wzmocniło nas psychicznie, i pokazało, że już jesteśmy drużyną.

Jakie cele stawia Pan przed sobą na najbliższy rok?

Przyjechałem do Rosji, nie po to, aby stać w »kwadracie«, ale by stanowić o sile zespołu. Zamierzam grać tak , aby nie wypaść z polskiej kadry narodowej. Trenerzy z Polski śledzą moje poczynania, i dlatego też daję z siebie wszystko na treningach. Zrobię też wszystko, aby pomóc mojemu klubowi awansować do strefy play – off. A przy okazji oczywiście, by zarobić więcej pieniędzy, bo wiadomo, że kariera sportowa nie trwa wiecznie.

Proszę opowiedzieć coś o swojej rodzinie…

Mam żonę Agnieszkę, która jest modelką i mieszka w Paryżu. Tylko proszę nie pytać jak często się widujemy – ostatnio tylko za pośrednictwem internetu. Jak to się teraz ładnie mówi, jesteśmy wirtualnym małżeństwem. A w ubiegłym roku, ze względu na przygotowania do Mundialu mieliśmy tylko dwa wspólne tygodnie wakacji. Pojechaliśmy odpocząć na Zanzibar – przepiękne miejsce, łagodne morze, ciepły piach. A tak w ogóle to w ciągu pięciu lat naszego małżeństwa nie spędziliśmy wspólnie nawet jednego roku. Za to, jak sądzę, kochamy się bardzo mocno.

Jak to się stało, że zaczął Pan grać w siatkówkę?

Moja przygoda z siatkówką rozpoczęła się w Sulechowie, niedaleko Zielonej Góry – tam, gdzie kiedyś odbywał się Festiwal Piosenki Radzieckiej, a obecnie mówi się nawet o wskrzeszeniu tej festiwalowej tradycji. Kiedy skończyłem 14 lat postanowiłem pójść do szkoły sportowej. Rodzice byli temu przeciwni, ale ja bardzo lubiłem grać w siatkówkę. Dwa lata później trafiłem do Częstochowy. Najpierw grałem w drugim zespole, ale szybko trafiłem do pierwszej drużyny, z którą zdobyłem mistrzostwo Polski. Występowałem również w reprezentacji Polski juniorów, a od siedmiu lat gram w kadrze narodowej.

Pamięta Pan swój pierwszy występ w reprezentacji?

To był mecz w Sankt Petersburgu. Graliśmy z Rosją w ramach Ligi Światowej. Miałem ogromną tremę, kiedy sie dowiedziałem, że wchodzę na parkiet. Na szczęście mój debiut zakończył się zwycięstwem Polski.

Podobnie jak na ostatnich mistrzostwach świata w Japonii…

Do tej pory bilans naszych spotkań z Rosją nie był najlepszy. Dlatego też każde zwycięstwo cieszy podwójnie, tak jak na przykład to z ostatnich mistrzostw świata w Japonii. Nastrój w polskiej ekipie był bliski obłędu. Trenowaliśmy do upadłego, a na boisko wyszliśmy z wypiekami na twarzy. Przy takim nastawieniu psychicznym nijak nie mogliśmy złapać właściwego tempa gry. W naszej drużynie jest dwóch rozgrywających. Mnie trener wpuścił w czwartym i piątym secie, kiedy ważyły się losy tego spotkania. Szczęście, że mamy doskonałych trenerów, i w efekcie potrafiliśmy wyrwać rywalom zwycięstwo w tie breaku. Tego, co się działo po zakończeniu meczu na naszej połowie boiska, nie da się opisać .Nikt nie potrafił nas zatrzymać aż do finału, gdzie przegraliśmy z wielką Brazylią. Srebrny medal mistrzostw świata to dla nas ogromny sukces – jak by nie patrzeć jesteśmy najlepszym zespołem w Europie, przynajmniej nieoficjalnie.

Ja zareagowano na wasz sukces w kraju?

Witano nas jak bohaterów narodowych. Prezydent Lech Kaczyński odznaczył nas orderami, a premier wręczył nam nagrody pieniężne.

Proszę powiedzieć w jaki sposób inwestuje Pan zarobione pieniądze?

Za zgromadzone, również dzięki mistrzostwom świata pieniądze kupiłem mieszkanie w Warszawie. Kiedy ja albo moja żona przyjeżdżamy do stolicy, to nie musimy już martwić się o nocleg.

Jak Pan spędza wolny czas tutaj, w Kaliningradzie – czy zawarł Pan już jakieś znajomości?

Nie mam za wiele wolnego czasu. Często trenujemy dwa razy dziennie. Treningi zabierają mi tyle sił, że później nie starcza ich już na rozrywki. Czytam książki, również rosyjskich pisarzy, ale w polskim tłumaczeniu. Bardzo lubię literaturę wojenną. Na nowe znajomości tu, w Kaliningradzie jeszcze przyjdzie czas.

* autorem wywiadu jest Siemion Kusznierow („Kaliningradzka Prawda”)

* tłumaczenie Ilona Kobus (SportoweFakty.pl)

źródło: Kaliningradzka Prawda, SportoweFakty.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
ligi zagraniczne

Więcej artykułów z dnia :
2007-01-31

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved