Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Andrzej Szewiński: Oczko nie może mieć żalu

Andrzej Szewiński: Oczko nie może mieć żalu

- W zawodowym sporcie nie da się wszystkim dogodzić. W siatkówkę gra na parkiecie tylko sześciu zawodników. Kuba nie powinien mieć żalu do klubu. Zrealizowaliśmy nasze zobowiązania - powiedział Andrzej Szewiński prezes AZS SSA.

Tadeusz Iwanicki: Jakub Oczko odszedł do Mostostalu. Był rozżalony: miał ważny kontrakt z AZS-em, ale nie mógł rywalizować o miejsce w składzie.

Andrzej Szewiński: W zawodowym sporcie nie da się wszystkim dogodzić. W siatkówkę gra na boisku tylko sześciu zawodników. Myślę, że Kuba nie powinien mieć żalu do klubu. Wywiązaliśmy się ze wszystkich zobowiązań. Otrzymał wszystko, co mu się należało. Poszliśmy zresztą krok do przodu – w każdej chwili mógł zmienić klub, a my z tego tytułu nie chcieliśmy żadnych pieniędzy.



Grałem w drużynie z Kubą, byłem zadowolony z jego rozgrywania. Jednak trzeba pamiętać, że będąc przez tyle lat w AZS-ie, przegrywał rywalizację o miano pierwszego z Łukaszem Żygadło, Grześkiem Wagnerem, ostatnio Pawłem Woickim. W tym ostatnim przypadku obaj grali na zmianę, ale Paweł częściej. M.in. dlatego postawiliśmy na Andrzeja Stelmacha – zawodnika o podobnym stylu gry, ale wyższego i bardziej doświadczonego. Trener nie ma czasu na sprawdzanie trzech rozgrywających, dlatego od razu podjęliśmy decyzję, że w kadrze znajdą się Stelmach i Woicki. Kubie daliśmy wolną rękę, ale okazało się, że kluby nie są nim zainteresowane. Bylibyśmy nie fair, blokując mu odejście i nie dając nadziei na grę, ale tego nie zrobiliśmy.

A nie było tak, że Oczko, który podpisał kontrakt wiosną 2006 roku, miał pełnić rolę zaworu bezpieczeństwa? Gdyby nie udało się pozyskać Stelmacha, to on zostałby w klubie…

– Zdarza się, że reprezentanci jakiegoś kraju przychodzą np. do Realu Madryt, ale siedzą na ławce, nie grają i później muszą odejść. Takie są realia zawodowego sportu. Podejmujemy decyzje z myślą o sukcesie i tak było w tym przypadku. Staraliśmy się rozstać w zgodzie i myślę, że to się udało. Nie było żadnych scysji, może poza jednym artykułem [chodzi o wywiad, jakiego Oczko udzielił Gazecie – przyp. red.]. Kuba wpisał się w historię AZS-u i nikt mu tego nie zapomni.

Reakcje na trybunach świadczą o tym, że Andrzej Stelmach, który zastąpił Oczkę, nie ma najlepszych notowań wśród kibiców.

– Zacznę od tego, że zarząd nie ingeruje w decyzje personalne trenerów. To oni decydują, kto jest w składzie. Andrzej złotymi zgłoskami wpisał się w historię AZS-u. Kibice powinni o tym pamiętać. A wiek u rozgrywającego nie ma takiego znaczenia, jak choćby w przypadku atakującego. Na tej pozycji doświadczenie jest ważniejsze od dynamiki czy skoczności. I jeszcze jedno. Nie ma niczego gorszego, jak sytuacja, kiedy kibice gwiżdżą na swojego zawodnika. Powinniśmy się zachowywać jak jedna siatkarska rodzina. Trzymać razem, a nie tworzyć podziały.

Liczycie, że kibice obdarzą całą drużynę kredytem zaufania?

– Jeżeli media nie będą robiły z igły wideł, to klimat wokół drużyny powinien być dobry. Andrzej w kilku meczach udowodnił, że jest wysokiej klasy rozgrywającym. W Modenie był jednym z wyróżniających się zawodników. Uważam, że nie ustępował Brazylijczykowi Ricardo. Nasza wygrana we Włoszech nie była przypadkowa, rozegraliśmy tam najlepszy mecz w tym sezonie. To był kolejny sygnał, że polskie zespoły pukają do europejskiej elity. Szkoda, że po zwycięstwie w Modenie nie wykorzystaliśmy rewanżu, bo była szansa na awans do najlepszej czwórki rozgrywek.

Wyniki drużyny na początku sezonu są satysfakcjonujące?

– Uważam, że stworzony zespół ma duży potencjał. Chociaż przegraliśmy mecze z Bełchatowem czy Jastrzębiem, to widać, że drużyna walczy. Jeszcze lepsze wyniki powinny przyjść z czasem. Ciężka praca na treningach musi zaprocentować w końcówce sezonu. Cel się nie zmienia: mamy zdobyć mistrzostwo Polski, ale najważniejsze jest, żeby zespół dał z siebie wszystko. Wtedy zaakceptujemy nawet niższą pozycję. W ubiegłym roku w play-off chłopakom zabrakło kondycji. Teraz ta sytuacja nie powinna się powtórzyć.

Któryś z zawodników jest odkryciem sezonu, a może ktoś mocno zawodzi?

– W przypadku Brooka Billingsa widać ogromną poprawę w stosunku do ubiegłego sezonu. Zatrzymanie na kolejny sezon okazało się dobrą decyzją. Na Marcina Wikę nikt nie liczył, a pokazuje się z jak najlepszej strony. Podoba się młody Nowakowski, który ma predyspozycje, aby w przyszłości coś osiągnąć, także w reprezentacji Polski. Salmon nie gra może widowiskowo, ale jego boiskowe cwaniactwo przydaje się drużynie. Krzysiek Gierczyński czy Piotr Gacek cały czas prezentują stabilną formę.

Nie żałujcie trochę, że nie udało się zatrzymać w Częstochowie Bartosza Janeczka i Jakuba Jarosza? Obaj w Gwardii Wrocław i Mostostalu zbierają bardzo pochlebne recenzje.

– Chcemy współpracować z Delic-Polem, ale nic za wszelką cenę. Dla młodego chłopaka przejście do takiego klubu jak AZS powinno być czymś w rodzaju dostania się na dobrą uczelnię. Pierwsze lata kariery powinni traktować jak inwestycję, bo pieniądze czasami działają destrukcyjnie. Nie mogliśmy zaakceptować finansowych warunków, jakie nam postawili. Jeżeli podejście młodych ludzi czy ich doradców będzie takie, jak w tych dwóch przypadkach, daleko nie zajdziemy. Dla porównania rodzice Nowakowskiego, który przyszedł do nas z Warszawy, nie zaczęli rozmów od finansów i szybko doszliśmy do porozumienia. Chcielibyśmy mieć w drużynie młodych, superuzdolnionych graczy, którzy mogliby pójść śladem Winiarskiego czy Murka, ale tylko na rozsądnych zasadach. Żeby była jasność: z Jarosza i Janeczka nie chcieliśmy zrobić niewolników. Mieli podpisać dwuletnie kontrakty, a po tym okresie mogliby odejść za darmo.

Z Andrzejem Szewińskim rozmawiał Tadeusz Iwanicki – Gazeta Wyborcza

źródło: gazeta.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Więcej artykułów z dnia :
2007-01-26

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved