Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > europejskie puchary > CEV: Jastrzębski Węgiel w ćwierćfinale Pucharu CEV

CEV: Jastrzębski Węgiel w ćwierćfinale Pucharu CEV

Podobnie jak tydzień temu u siebie, dziś siatkarze Jastrzębskiego Węgla pokonali PZU AZS Olsztyn 3:2 na parkiecie rywala, awansując w ten sposób do ćwierćfinału Pucharu CEV.

Zakwalifikowanie się do 1/8 finałów Pucharu Konfederacji i dwumecz z doskonale olsztynianom znanym Jastrzębiem okazał się końcem ich przygody w Europie. Prysły marzenia o ćwierćfinale i pojedynkach ze słynną włoską Coprą Piacenzą, choć początek rewanżowego spotkania wcale tego nie zapowiadał. Przypomnijmy, w pierwszym wyjazdowym pojedynku podopieczni Ireneusza Mazura również przegrali po pięciu setach, ale awans do kolejnej rundy dawało im zwycięstwo we własnej hali 3:0, 3:1, a nawet 3:2 z przewagą przynajmniej jednego małego punktu. Wczoraj jednak kalkulatory okazały się zbędne, bo wszystkie kalkulacje wzięły w łeb.

Tradycyjnie już w Uranii mecz swoich ulubieńców przyszedł obejrzeć komplet widzów.



Po pierwszym secie mogli być dumni z postawy siatkarzy PZU AZS. Mocna, bita z wyskoku zagrywka Wojciecha Grzyba i dwa asy serwisowe uwidoczniły braki w przyjęciu gości. Gorszy nie chciał być drugi środkowy olsztynian Patryk Czarnowski, który w pierwszym składzie zastąpił kontuzjowanego Marcina Możdżonka. Wieczny rezerwowy pierwszy raz w sezonie odważył się zagrywać z wyskoku i słusznie po jego asie akademicy prowadzili już 7:3. Podopieczni Ryszarda Boska na boisku nie istnieli, a jedynie Grzegorz Szymański, choć też jeszcze ospały, punktował z wielkim trudem obijając blok rywala. I na niego znaleźli sposób olsztynianie, kiedy Patryk Czarnowski na spółkę z Michałem Bąkiewiczem postawili ścianę, nie do przejścia dla atakującego Jastrzębia (14:7). Ryszard Bosek nie wytrzymał, zmieniając swoich asów – Szymańskiego na Michała Kamińskiego, a Nikolaja Iwanowa na Jakuba Bednaruka. Próby ratowanie trudnej sytuacji na nic się jednak zdały, kiedy silnym zbiciem piłki ze środka siatki setbola dla PZU AZS dał Czarnowski, a ostatnią akcję zepsuł po powrocie – Szymański (25:21).

Pierwsze akcje drugiej partii pokazały, że siatkarze Jastrzębskiego Węgla odrobili lekcję i przeanalizowali mecze swoich konkurentów. Wychowanek AZS Olsztyn Paweł Siezieniewski robił teraz wszystko, by swój dawny klub pokonać. Przyjmujący Jastrzębskiego Węgla z konsekwencją serwował na Sinana Tanika, zdobył asa i sprawił gospodarzom tyle problemów, że Ireneusz Mazur długo się nie zastanawiał. Za Tureckiego przyjmującego do walki posłał Michała Ruciaka. I choć ten poprawił przyjęcie w zespole, to kluczowe dla partii okazało się powstrzymanie przez Jastrzębie szczelnym blokiem Pawła Papke. Nie pomógł as z zagrywki zdobyty przez Pawła Kucińskiego, który po kontuzji na parkiecie znalazł się pierwszy raz w sezonie. Kolejna nieudana kiwka Pawła Zagumnego i atak Wojtka Grzyba w siatkę pozwoliły triumfować Jastrzębskiemu Węglowi 25:20.

Rozgrywający Olsztyna w kolejnym secie nie miał zamiaru już ryzykować, większość piłek posyłając do Michała Bąkiewicza, a ten na skrzydłach nie zawodził. Akademicy niesieni dopingiem kibiców grali jak na brązowych medalistów mistrzostw Polski przystało. Kiedy pojedynczym blokiem Wojtek Grzyb powstrzymał atak z drugiej linii Dawida Murka, wygrana PZU AZS była przesądzona 25:21.

W czwartym secie olsztynianie prowadzili 20:17, a awans do ćwierćfinału CEV wydawał się przesądzony. Podopieczni Ryszarda Boska jednak najpierw zablokowali Ruciaka, a następnie dwa razy z rzędu Papke i z prowadzenia gospodarzy 21:20 zrobiło się 21:23 dla Jastrzębia. PZU AZS przegrał do 22.

W decydującym tie-breaku Jastrzębski Węgiel był zdecydowanie lepszy – po asie z zagrywki Daniela Plińskiego prowadzili 10:6. I choć olsztynianie stratę zmniejszyli do trzech punktów (10:13), ze zwycięstwa po ataku Dawida Murka cieszyli się nie oni, a Jastrzębianie.

PZU AZS Olsztyn – Jastrzębski Węgiel 2:3

(25:21, 20:25, 25:21, 22:25, 11:15)

Po meczu powiedzieli:

Ireneusz Mazur (trener PZU AZS Olsztyn) – Ten i poprzedni mecz jest odzwierciedleniem pewnych prawd. Dobre przygotowanie, omówienie, taktyka są realizowane do pewnego stopnia i na ile pozwalają umiejętności. Nie potrafiliśmy kończyć akcji, a atak to w głównej mierze indywidualne możliwości, czy talent zawodnika. Jeżeli jest wyprowadzony na pojedynczy blok, albo pustą siatkę to musi być skończony. A tego właśnie brakowało. Michał Ruciak dźwignął ciężar gry na swoich barkach, jednak nie miał wsparcia z pozostałych skrzydeł. Zawodnicy walczyli do samego końca i to jest dużym plusem. Jastrzębie jest silniejsze na skrzydłach, posiada zawodników z zębem, którzy są skuteczniejsi. Mam nadzieję, że czas pozwoli nam zgrywać poszczególne elementy i jednocześnie znaleźć alternatywę w sytuacjach, kiedy niedokładnie przyjmiemy piłkę i trzeba będzie kończyć akcję przy podwójnym bloku.

Ryszard Bosek (trener Jastrzębskiego Węgla) – Nie układała nam się gra, bo zawodnicy nie są jeszcze zgrani z naszym rozgrywającym. Mecz na pewno mógł się podobać i powinniśmy z PZU AZS spotkać się walce co najmniej o finał. Z jednej strony szkoda, że nie będzie już w europejskich pucharach zespołu z Olsztyna. Niestety, takie są zasady, że nie ma w siatkówce remisów. Wygraliśmy dwie końcówki i chwała moim zawodnikom za charakter i wolę walki. Jednak przed nami jeszcze dużo ciężkiej pracy.

Michał Ruciak (przyjmujący PZU AZS Olsztyn) – Spotkały się dwie drużyny, które walczą o podobne cele. Zarówno w jednym, jak i drugim pojedynku do zwycięstwa zabrakło nam naprawdę niewiele. Tak na gorąco trudno powiedzieć co zadecydowało o naszej przegranej. Szkoda, bo chcieliśmy awansować do kolejnej rundy i spotkać się z Włochami, jednak to siatkarze z Jastrzębia z nimi zagrają. Skupiamy się teraz na lidze i na najbliższym meczu z Politechniką. Co do mojej gry to oceni ją trener, ale cieszę się, że wchodząc na boisko mogłem pomóc kolegom. Miałem kilka niezłych zagrywek, jednak część z nich rywale odbijali i groźnie kontratakowali.

Dawid Murek (przyjmujący Jastrzębskiego Węgla) – Wygraliśmy, bo w końcówkach zaryzykowaliśmy grę silną zagrywką – wcześniej były momenty, kiedy ten element w ogóle nam się nie wychodził. Już od pierwszej partii nastawialiśmy się na walkę o każdą piłkę i tak się rzeczywistości stało. Na pewno olsztynianie nas nie zaskoczyli, a raczej to my na parkiecie zaspaliśmy. Dopiero później weszliśmy w swój rytm i stąd taki, a nie inny wynik. W pewnym momencie zagrywka nam nieco siadła i pociągnęliśmy zawodnika, który trochę słabiej sobie z nią radził [Sinan Tanik – red.], dlatego na boisko wszedł Michał Ruciak. Zresztą bardzo dobrze się zaprezentował.

Paweł Rusek (libero Jastrzębskiego Węgla) – Zmierzyliśmy się z PZU AZS już dwukrotnie i za każdym razem obróciliśmy przegrane mecze na naszą korzyść. U rywali w czwartym secie coś się zacięło, my to wykorzystaliśmy. Natomiast w tie-breaku zagraliśmy już koncertowo. Awansowaliśmy do ćwierćfinałów i zagramy prawdopodobnie z włoską Piacenzą – zawsze marzyłem, żeby zagrać z zespołem z najlepszej ligi świata. Jestem ciekaw, jak to wszystko wypadnie. To jeszcze nie koniec zmagań Jastrzębia z Olsztyn, bo przecież zagramy z nimi zaległy mecz. Nazbierało się trochę tych spotkać i jeśli będą kończyły się po pięciu setach to trzeba uważać, żeby nie dostać zawału serca (śmiech).

Zobacz również:

Wyniki meczów 1/8 finałów CEV mężczyzn

źródło: gazeta.pl, inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
europejskie puchary

Więcej artykułów z dnia :
2007-01-23

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved