Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > europejskie puchary > BOT Skra gra w środę o awans

BOT Skra gra w środę o awans

Choć możliwa jest sytuacja, w której BOT Skra Bełchatów nie wygra już żadnego meczu w gr. C Ligi Mistrzów i awansuje dalej, to pokonanie lidera powinno jej zapewnić grę w play-off.

Tydzień temu bełchatowianie marzyli o pierwszym miejscu w grupie. Ale po porażce z Lewskim w Sofii ich sytuacja stała się trudna. W niekorzystnej sytuacji nawet jedno zwycięstwo w dwóch ostatnich kolejkach może nie zagwarantować wyjścia z grupy. Jeśli bowiem mistrzowie Bułgarii pokonają Lube Bankę Macerata i aon hotVolleys Wiedeń, to o ewentualnym awansie może zadecydować stosunek setów, a nawet małych punktów. Ten pierwszy na razie Skra ma taki sam jak Lewski, a drugi – lepszy.

To jednak sytuacja raczej mało prawdopodobna, bo mistrzowie Włoch też nie mogą być pewni awansu. – Dlatego muszą w środę pokonać Lewskiego, żeby nie denerwować się przed spotkaniem z Roeselare – uważa Jacek Nawrocki, drugi trener BOT Skry.



Na razie wyjście z grupy C zapewnili sobie Belgowie, którzy tydzień temu łatwo pokonali Olympiakos Pireus. W bełchatowskim klubie nikt jednak nie myśli, że ostatnie spotkania Roeselare potraktuje ulgowo. W sobotnim meczu ligowym z Golden River Menen, wygranym 3:1, nie zagrał podstawowy środkowy Ivan Marquez. Nawrocki podejrzewa, że szkoleniowcy dali odpocząć Wenezuelczykowi. – Jestem przekonany, że przeciwko nam zagra – twierdzi drugi trener Skry.

Wracając jednak do sytuacji w grupie C, to nawet dwie porażki mogą dać awans zespołowi z Bełchatowa. Ale tylko pod warunkiem, że Lewski też nie wygra ani jednego spotkania. O ile jednak w pojedynku z Włochami mistrz Bułgarii nie jest faworytem, to w Wiedniu – wręcz przeciwnie. Wszyscy w Skrze zgodnie podkreślają, że liczą tylko na siebie. – Nie możemy liczyć, że hotVolleys pokona Lewskiego, bo tam może być różnie – dodaje Nawrocki.

Trzecia ewentualność jest taka, że gdy Skra wygra dwa mecze (z Roeselare i Olympiakosem), może skończyć rywalizację na drugiej pozycji, bo w ostatniej kolejce Belgowie zmierzą się we własnej hali z Maceratą.

Widać teraz, jak ważny był dla Skry mecz z mistrzem Bułgarii. Wygranie go dawało pewny awans. Niestety, podopieczni Daniela Castellaniego przegrali 1:3.

Na pewno bełchatowska drużyna jest w trudniejszej sytuacji od Belgów, bowiem rozegrała ostatnio znacznie więcej spotkań. Poza tym żaden z jej zawodników nie występował w mistrzostwach świata. Nawrocki: – Już teraz mogę zapewnić, że wszyscy nasi siatkarze wyjdą na boisko maksymalnie zmobilizowani. Mamy świadomość, że to pierwszy w tym sezonie mecz o naprawdę dużą stawkę. Porażka może nam zamknąć drogę do awansu. Wcześniej nasze pojedynki były próbą sił, bo przegrana nie miała wielkich konsekwencji.

Na razie jednak szkoleniowcom nie brakuje problemów, bo wczoraj chory był Piotr Gruszka, którego bolał żołądek. Z tego powodu nie ćwiczył. Ale wszyscy mają nadzieję, że w środę o godz. 18 będzie mógł wystąpić. Pozostali siatkarze Skry trenowali w poniedziałek dwukrotnie – rano na siłowni, a po południu na boisku. Dziś zajęcia zaplanowane są na wieczór. Po gospodarzach – o godz. 19.30 – do hali wejdzie drużyna Roeselare. Belgowie w południe mają wylądować w Warszawie. Mieszkać będą w hotelu Wodnik. Ciekawostką w spotkaniu ma być to, że drugim sędzią będzie kobieta – Czeszka Karin Zahorcova. Jako główny mecz poprowadzi Holender Frans Loderus, który już sędziował w Bełchatowie – w pojedynku z Lewskim (ale jako drugi).

Prawdopodobnie hali Energia znów zapełni się w 100 procentach. Wczoraj w kasie były już tylko bilety na miejsca stojące.

Konrad Piechocki (wiceprezes BOT Skry):

Mimo słabszych ostatnio występów drużyny zachowujemy w klubie spokój. Uważam, że po tym, czego dokonaliśmy w tym sezonie, trzeba zdjąć czapki z głów. Wygraliśmy pięć spotkań w Lidze Mistrzów, a jak się okazało, mamy bardzo silną grupę. W Polskiej Lidze Siatkówki jesteśmy wiceliderem, a przecie żaden z naszych przeciwników nie rozegrał tylu spotkań, co Skra. Z tego powodu praktycznie nie trenujemy, tylko gramy i jeździmy. Na pewno nastroje byłyby inne, gdybyśmy w Sofii mieli więcej szczęścia. Tak jak rok temu, kiedy w trzecim secie przy stanie 24:24 Bułgar dotknął siatki. Teraz nasz zawodnik zaatakował w aut myląc się o pięć centymetrów, a następnie Jordanow posłał bombę z zagrywki. Mimo takich obciążeń drużyna prezentuje się dobrze pod względem fizycznym, dlatego jestem optymistą.

Autor tekstu: Jarosław Bińczyk -Gazeta Wyborcza

źródło: gazeta.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
europejskie puchary

Więcej artykułów z dnia :
2007-01-22

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved