Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > europejskie puchary > Pozytywy płynące z porażki Skry z mistrzami Włoch

Pozytywy płynące z porażki Skry z mistrzami Włoch

Nawet gdybyśmy pokonali Maceratę, a później przegrali trzy pozostałe spotkania grupowe, moglibyśmy nie awansować do drugiej rundy. Ważniejszy jest mecz w Sofii - uważa drugi trener BOT Skry Bełchatów.

Wynik jest gorszy niż gra – to najlepiej oddaje odczucia po spotkaniu mistrzów Polski i Włoch. Goście zrewanżowali się za porażkę we własnej hali. – Byli bardzo zmobilizowani. Widać to było od pierwszej piłki – opowiada Maciej Dobrowolski, rozgrywający Skry. Przyznał to Ferdinando de Giorgi, szkoleniowiec Lube Banki Macerata. Jego drużyna nie mogła pozwolić sobie na zlekceważenie pojedynku, bo po porażkach na początku rozgrywek jej awans do kolejnej rundy jest zagrożony. – Chcieliśmy wygrać za wszelką cenę – stwierdził Ivan Miljković.

Mariusz Wlazły, który mecz oglądał z kwadratu dla rezerwowych, podaje jeszcze jedną przyczynę ogromnej mobilizacji rywali: – Wcześniej przyjechała do nich jakaś drużyna z Polski i wygrała 3:1. Na dodatek wyciągnęła jednego seta z beznadziejnej sytuacji. Zawzięli się, by pokazać nam, kto jest lepszy.



Ale przyczyną porażki nie była ogromna mobilizacja zawodników z Maceraty, ale fatalne przyjęcie zagrywki przez bełchatowian. Gdy po serwisie zawodnik idealnie dogrywa piłkę do rozgrywającego, mówi się o perfekcyjnym przyjęciu. Wtedy można rozegrać akcję na wszystkie sposoby i oszukać blokujących. W środę Skra miał tylko 41 proc. perfekcyjnego przyjęcia, a wynik zawyżył Krzysztof Stelmach (60 proc.). Nieźle spisywał się Dan Lewis (48 proc.), ale Krzysztof Ignaczak i Piotr Gruszka mieli odpowiednio 32 i 31 proc. Ten pierwszy 19 razy odbierał serwis, a drugi – 13. Aż siedem razy bełchatowianie pomylili się w tym elemencie, co dało punkty przeciwnikom (asy lub przebicie na drugą stronę siatki).

48 proc. przyjęcia to niezły wynik, ale nie z takim rywalem – podkreśla Wlazły. Zawodnicy włoskiego zespołu celowali zagrywką w Gruszkę, który zupełnie sobie nie radził. – Miałem wrażenie, że cała Macerata walczyła przeciwko Gruszce – twierdzi Nawrocki. – Oprócz tego, że serwowali na niego, to jeszcze ustawiali się blokiem przeciwko Piotrkowi. Dlatego trudno stwierdzić, czy Gruszka jest w słabszej formie. Im dłużej graliśmy, tym mniej wykorzystywaliśmy go w ataku. Nie miał szans, żeby przełamać się po niepowodzeniu.

Szkoleniowcy Skry podkreślają świetną grę Miljkovia w drugim i trzecim secie. – Po słabym początku stale się rozkręcał. Był niesamowity w kontrach – chwali Nawrocki. – Miałem wrażenie, że stać go było na więcej, niż pokazał. Świetnie wypadł też Paparoni.

W środę przed mistrzem Polski jeden z najważniejszych meczów w fazie grupowej – z Lewskim w Sofii. Nawrocki wyliczył, że wygrana z Włochami przy porażkach w trzech ostatnich spotkaniach nie pozwoliłaby wyjść z grupy. – Dlatego tak duże znaczenie ma spotkanie w Bułgarii – zapowiada. – Ale występ przeciwko Maceracie przyniósł kilka pozytywów: przegraliśmy, ale grali rezerwowi, dlatego w najsilniejszym składzie nadal czujemy się mocni. Po drugie, dobrze wypadli Bartek Neroj i Paweł Maciejewicz. To dla nich świetna motywacja do cięższej pracy na treningach. My zaś przekonaliśmy się, że na zmienników też możemy liczyć.

Już jutro Skra zagra w Warszawie z Politechniką w polskiej lidze. Prawdopodobnie już z Wlazłym. – Widać, że po trzech dniach specjalnych treningów Mariusz czuje głód gry. W czasie rozgrzewki atakował z taką pasją, jak nigdy – dodaje szkoleniowiec. Sam zawodnik przyznał, że woli grać, niż oglądać kolegów. – Ostatni raz dotykałem piłkę w spotkaniu z Częstochową. Mam nadzieję, że wyjdę na boisko w Warszawie. Jestem na to przygotowany.

źródło: gazeta.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
europejskie puchary

Więcej artykułów z dnia :
2007-01-11

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved