Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Aleksander Januszkiewicz: Nie miałem dobrej opinii

Aleksander Januszkiewicz: Nie miałem dobrej opinii

Mało kto wie, że jest najbardziej utytułowanym zawodnikiem Gwardii. – Te największe sukcesy, to dwa mistrzostwa kraju, Puchar Polski, a także czwarte i trzecie miejsce w Final Four Ligi Mistrzów - mówi Aleksander Januszkiewicz.

Pan jednak w niewielkim stopniu przyczynił się do zdobycia tych trofeów, większość czasu spędzając na ławce. Lata spędzone w Kędzierzynie (2001-06) to był stracony czas?

Tak nie można powiedzieć. Wiele zobaczyłem, wiele sytuacji przeanalizowałem, zdobyłem doświadczenie na przyszłość. Mimo wszystko to był fajny okres. Czasem można było wejść i jakoś pomóc. Był sezon, w którym na boisku spędzałem średnio jedną trzecią spotkania. Mogłem się uczyć od Marka Kardosa, Pawła Papkego, Sebastiana Świderskiego czy Roberta Szczerbaniuka. A że po jednym czy dwóch błędach lądowało się na ławce? Trudno.



Dlaczego zdecydował się Pan na przyjście do Gwardii? Innych ofert nie było?

Ta była najlepsza i najbardziej konkretna. Z PLS-u innych właściwie nie miałem. To bardziej ja próbowałem dotrzeć do klubów z Bydgoszczy czy Radomia, ale odpowiedzi się nie doczekałem. Poza tym z Wrocławia mam blisko i na uczelnię (Januszkiewicz jest na V roku Politechniki Opolskiej – kierunek wychowanie fizyczne), i do domu w Oławie, gdzie wciąż pomieszkuję.

To siatkarska miejscowość. Robert Szczerbaniuk też pochodzi z Oławy.

Nie tylko Robert. Również Maciej Leński czy Marcin Kocik, który w sobotę przyjedzie z Delectą Bydgoszcz do Orbity.

A w jakiej atmosferze rozstawał się Pan latem z Mostostalem?

Skończył mi się kontrakt, a sprawa została postawiona jasno – działacze zapowiedzieli, że będą szukać nowych nazwisk na moją pozycję, więc i ja mogłem się rozglądać za nową pracą.

W sobotę (w ramach 4. kolejki PLS Gwardia pokonała Mostostal na wyjeździe 3:0) pokazał Pan jednak, że potrafi grać w siatkówkę.

Jeśli ktoś to zauważył, to się cieszę. Fajnie było udowodnić jakąś swoją wartość, tym bardziej że w Kędzierzynie ciągnęła się za mną zła fama. Długo będąc już w tym klubie, przylgnęła do mnie mało ciekawa opinia. Jak zagrałem dobrze, to wielu mówiło – udało mu się. A jak poszło mi gorzej, to było słychać narzekania – jak zwykle. We Wrocławiu wszystko mogłem rozpocząć z czystą kartą.

Z Kędzierzynem coś, a raczej ktoś, wciąż jednak Pana łączy.

No tak. Stamtąd pochodzi moja dziewczyna Patrycja. Kiedy się poznawaliśmy, nie była specjalną fanką siatkówki, jednak trochę się już wkręciła i na mecze przychodzi. W sobotę była za Gwardią.

Rozmawiał Wojciech Koerber – Słowo Polskie Gazeta Wrocławska

źródło: Słowo Polskie - Gazeta Wrocławska

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Więcej artykułów z dnia :
2007-01-10

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved