Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > europejskie puchary > Daniel Pliński: Polskich klubów boją się w Europie

Daniel Pliński: Polskich klubów boją się w Europie

- Opinia o polskich siatkarzach jest teraz tak dobra, że w europejskich pucharach nikt nie chce grać z drużynami z naszego kraju - mówi Daniel Pliński, środkowy Jastrzębskiego Węgla.

Wicemistrzowie Polski wczorajszy dzień spędzili jeszcze w belgijskim Averbode, gdzie od piątku walczyli o awans do 1/8 Pucharu CEV. Trzy zwycięstwa, kolejno nad drużynami z Łotwy, Chorwacji i Belgii, dały drużynie z Jastrzębia Zdroju przepustkę do następnej rundy zmagań, gdzie przyjdzie im rywalizować z AZS-em Olsztyn.

Wojciech Todur: To dobrze, że już na tym etapie rozgrywek zmierzą się dwie polskie drużyny?



Daniel Pliński: Pewnie, że lepiej byłoby, gdybyśmy zagrali z AZS-em w finale. Nie ma jednak co marudzić. Jeżeli mierzy się wysoko, trzeba wygrać z każdym. Dla nas to nie jest dobre rozwiązanie, ponieważ Olsztyn to świetny zespół, a Paweł Zagumny potrafi pokierować grą kolegów jak mało kto. Z bratobójczego pojedynku na pewno cieszą się natomiast nasi rywale. Nikt w Europie nie chce teraz trafić na zespół z Polski.

Przez turniej w Belgii przeszliście jak burza, ale przytrafiały Wam się też wpadki. Jak można było przegrać seta do 16 z przeciętną drużyną z Averbode?

– Sam się nad tym zastanawiam… Ten set był jak zimny prysznic. Chyba zaczęliśmy mecz zbyt rozluźnieni. Myślę, że najtrudniejszym rywalem była drużyna z Łotwy, z którą przyszło nam się zmagać na otwarcie turnieju. Nam do ideału było jednak daleko. Może pokazaliśmy 60 procent naszych możliwości…

Polscy siatkarze są przyzwyczajeni do gry w pełnych halach, tymczasem w Belgii trybuny świeciły pustkami.

– Na pewno nie było takiej atmosfery jak w Polsce. Śmialiśmy się, że to nie były europejskie puchary, tylko świąteczno-noworoczny turniej drugiej rangi. Hala świeciła pustkami, a gdy przyszło pięciu Polaków, to z łatwością zagłuszyli miejscowych kibiców.

Jesteście zadowoleni z organizacji turnieju?

– Hmm… Myślę, że Belgowie mogą się od nas wiele nauczyć. Zdaję sobie sprawę, że Puchar CEV to nie Liga Mistrzów, ale mimo wszystko spodziewałem się więcej.

Czy poza graniem mieliście czas na zwiedzanie i zakupy?

– Nic z tych rzeczy. Mieszkaliśmy w zamkniętym ośrodku, obok było tylko osiedle domków jednorodzinnych. Siedzieliśmy w pokojach, czasami graliśmy w karty.

Przed sezonem sporo mówiło się, że siatkarzom Jastrzębie będzie brakowało zgrania. To już za Wami?

– Jest dobrze, ale może być jeszcze lepiej. Zdarza się, że zgramy kilka dobrych piłek, a potem nagle przytrafi nam się wpadka. W Belgii pierwsze skrzypce grał Paweł Siezieniewski. Fajnie, że Paweł dochodzi do wysokiej formy. Po tych wszystkich kontuzjach, które go trapiły, to mu się zwyczajnie należy. Środkowi, czyli ja i Łukasz Kadziewicz, też coraz lepiej rozumieją się z Nikołajem Iwanowem i Kubą Bednarukiem. Wszystko zmierza w dobrą stronę.

Mierzycie w zdobycie Pucharu CEV?

– Ja nie wybiegam tak daleko. Koncentruję się na najbliższym meczu. Już myślę, jak w następnej kolejce PLS-u uporać się z Częstochową.

Z Danielem Plińskim rozmawiał Wojciech Todur – Gazeta Wyborcza

źródło: gazeta.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
europejskie puchary, PlusLiga

Więcej artykułów z dnia :
2007-01-09

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved