Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > PLS: Prawie jak siatkarskie derby w Bełchatowie

PLS: Prawie jak siatkarskie derby w Bełchatowie

Ostatnia drużyna z "wielkiej czwórki" będzie teraz rywalem Skry Bełchatów w rozgrywkach ligowych. Chociaż to dopiero 4. kolejka, mistrzowie Polski zagrali już ze srebrnym i brązowym medalistą poprzedniego sezonu.

Jastrzębski Węgiel pokonali 3:2, a z PZU AZS przegrali w Olsztynie 1:3. – Kalendarz rozgrywek jest dziwny i nie sprzyja nam – mówi Krzysztof Ignaczak, libero Skry. – Na początku gramy z najsilniejszymi przeciwnikami i trudne spotkania w Lidze Mistrzów. Nie ma kiedy złapać oddechu. A szczególnie męcząca jest konieczność utrzymywania przez cały czas wysokiej koncentracji.

I właśnie ta ostatnia przyczyna jest powodem nierównej gry bełchatowskiego zespołu. Tak było w Wiedniu, gdzie przez dwa sety Skra nie mogła poradzić sobie z hotVolleys. – Na pewno powodem tych przegranych nie jest zmęczenie, bo w końcówkach zawsze byliśmy lepsi – podkreśla Jacek Nawrocki, drugi trener mistrzów Polski. – Najgorsze, że nie mamy kiedy odpocząć, bo po powrocie z Austrii zmierzymy się z Częstochową, później z Maceratą, a za tydzień z Politechniką Warszawską, która ma nowego szkoleniowca [Edwarda Skorka – red.].



Jednak zawodnicy narzekają na zmęczenie. – Już nie tylko Piotrek Gruszka i Mariusz Wlazły czują w nogach trudy sezonu, ale pozostali też – przyznaje Ignaczak. Dodaje jednak, że siłą bełchatowskiego zespołu jest wyrównany skład. – Trener nam to ciągle powtarza, a jego słowa potwierdził mecz w Wiedniu, kiedy Radek Wnuk i Dan Lewis spisali się znakomicie – przypomina libero Skry. Na większości pozycji gospodarze mają wartościowych zmienników, a na swoją szansę czeka Michał Chadała i Paweł Maciejewicz.

W sobotnim spotkaniu trudno będzie zaskoczyć przeciwników, bo wszyscy siatkarze znają się bardzo dobrze. W polskiej lidze debiutantem jest jedynie Amerykanin Riley Salmon. W poprzednim sezonie sukcesy ze Skrą odnosili Andrzej Stelmach i Robert Szczerbaniuk, zaś w częstochowskim zespole występowali obecni bełchatowianie: Krzysztof Stelmach, Gruszka i Ignaczak.

Dla mnie to taki sam mecz jak każdy inny – podkreśla Szczerbaniuk. – No może szczególny pod jednym względem: przeciwnik jest najwyższej klasy. Przyjeżdżam do Bełchatowa sprawić niespodziankę, czyli po punkty. Nie obawiam się rywali. Przeciwko Heikkinenowi grałem w Lidze Mistrzów, kiedy on występował w hotVolleys i Olympiakosie. Dobrze znam też Iwanowa, ale stawiam, że zagra Radek Wnuk. Jedno jest pewne, to będzie bardzo dobry pojedynek.

Także Andrzej Stelmach nie obawia się przyjęcia przez bełchatowską publiczność. – Ze Skrą łączy mnie sympatia i bardzo dobre wspomnienia. Przecież dwa razy zdobyłem z nią mistrzostwo Polski.

Obie drużyny zagrają w najsilniejszych składach, choć kłopoty zdrowotne mają podstawowi atakujący: Wlazły i Brook Billings. Pierwszy jest bardzo zmęczony, zaś Amerykanin ma kontuzję nogi i w ostatnim tygodniu niewiele trenował. – Nie zapominajmy, że AZS ma innego dobrego atakującego: Adriana Patuchę – podkreśla Nawrocki.

Rozgrywający Skry Maciej Dobrowolski nie obawia się zmęczenia. – Na taki mecz musimy znaleźć w sobie siły. Na pewno damy z siebie wszystko – zapewnia.


Radosław Wnuk: Patrzę na siebie z dystansem

Jacek Grabarski: Liczy Pan na spotkanie z Robertem Szczerbaniukiem pod siatką?

Radosław Wnuk: Na pewno przywitamy się przed meczem. Ale na tym serdeczności i sentymenty się skończą. W trakcie meczu będzie normalna walka.

Ale obok niego zagra inny niedawny wasz kolega ze Skry – Andrzej Stelmach. Dla kogo będzie to korzystniejsza sytuacja. Wy będziecie wiedzieli więcej o Częstochowie czy oni o was?

– Trudno powiedzieć, bo obie drużyny zmieniły się od poprzedniego sezonu. U nich jest nowy trener, który może mieć swoje pomysły na grę. Nie jest powiedziane, że znając zagrywki Andrzeja czy sposób gry Roberta, będziemy wiedzieć, jak zachowają się w tym spotkaniu.

Andrzej Stelmach został chłodno przywitany przez kibiców w Częstochowie. Jak będzie w Bełchatowie?

– Nie tylko zawodnicy, ale i kibice powinni go przywitać serdecznie. Przecież był jednym z twórców sukcesów klubu. Nasi fani na pewno mu tego nie zapomnieli.

Po rozpoczęciu sezonu na ławce rezerwowych teraz wrócił Pan do pierwszego składu i zbiera Pan bardzo pochlebne recenzje…

– Nie ja jestem od oceniania własnej gry. Zawsze staram się to robić jak najlepiej, a że Maciek Dobrowolski dobrze rozgrywa, to mam szansę na zdobywanie punktów. Jednak patrzę na swoje występy z dystansem. Równie szybko, jak wskoczyłem do składu przez kontuzję Jewgienija Iwanowa, mogę z niego wylecieć. Choć na przestrzeni całego sezonu pewnie wszyscy sobie pogramy.

Częstochowianie obok Jastrzębskiego, AZS Olsztyn i was są wymieniani wśród wielkiej czwórki ligowej. Czy to oznacza, że czeka nas kolejny mecz na przewagi i tie-break?

– W tym sezonie nie będzie już spotkań z wyraźną przewagą jednej z drużyn. Wszyscy się wzmocnili i z każdym trzeba będzie walczyć na całego. Ale Wkręt-met na pewno jest jednym z faworytów ligi. Mają doświadczonego rozgrywającego, środkowych, przyjmujących. I choć w ostatnich spotkaniach nie grali najlepiej, to na mecz z nami na pewno wyjdą szczególnie zmotywowani.

Z Radosławem Wnukiem rozmawiał Jacek Grabarski – Gazeta Wyborcza

źródło: gazeta.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Więcej artykułów z dnia :
2007-01-05

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved