Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Nowy, inny częstochowski AZS?

Nowy, inny częstochowski AZS?

Przez lata częstochowski AZS słynął z tego, że w małych klubach wyszukiwał młodych i zdolnych graczy, z których w Częstochowie często wyrastały gwiazdy - wystarczy wymienić Murka, Gruszkę, Bąkiewicza, Gołasia, Winiarskiego.

W ostatnich kilku latach ukształtowani w AZS-ie gracze coraz liczniej i szybciej odchodzili do innych drużyn, a wreszcie, gdy w częstochowskim klubie zaczęły się problemy z pieniędzmi, młodzi zdolni reprezentanci Polski juniorów wybierali już inne, bogatsze drużyny. Trener Edward Skorek z konieczności musiał uzupełniać skład (z którego co rok zabierano najlepszych) zawodnikami, którzy nie należeli do najlepszych wśród juniorów, byli ligowymi średniakami.

Skorek potrafił jednak dostrzec potencjał Piotra Gacka czy Wojciecha Jurkiewicza. Postawił na Pawła Woickiego. Ci nie zawodzili, sięgali po medale, ale dla nieustannie osłabianego AZS-u mistrzostwo Polski było nieosiągalne. Po powstaniu Sportowej Spółki Akcyjnej zmieniono politykę klubu. – Mamy dość wychowywania zawodników dla innych – prezentował nową filozofię obecny prezes Andrzej Szewiński. Już w ubiegłym roku sięgnięto więc po graczy doświadczonych, którzy mieli zagwarantować sukces. Trojka Amerykanów w sumie jednak zawiodła, bo czwarte miejsce w lidze trzeba uznać za rozczarowanie. Działacze byli jednak konsekwentni. Co więcej, na zbudowanie drużyny, która od razu odniesie sukces, przeznaczono wielkie pieniądze. Wymieniono jednego Amerykanów, dołączono Stelmacha i Szczerbaniuka. Graczy o uznanej klasie, zawodowców, ale i siatkarskich obieżyświatów. Efekt jest taki, że średnia wieku zespołu AZS-u to w tej chwili 28,3 roku (z Woickim w podstawowej siódemce, 28,6 ze Stelmachem), a to już jedna z wyższych w lidze.



Jeszcze dwa, trzy lata temu zespół AZS-u, złożony z graczy bez wielkich sukcesów na koncie, charakteryzowało przede wszystkim pragnienie zdobycia medalu, pokazania się, potwierdzenia własnej wartości, udowodnienie gwiazdom z Bełchatowa czy Olsztyna, że „my także potrafimy”. Jak będzie teraz, gdy drużynę tworzą w większości dobrze opłacani, utytułowani zawodowcy, którzy wiele klubów zwiedzili, wiele osiągnęli i niczego nie muszą udowadniać? Na pytanie – co lepsze? – trudno o odpowiedź. Najłatwiej będzie jej udzielić po sezonie.

Nie ma co jednak ukrywać, że budowanie zespołu „zawodowców” niesie takie same, jeśli nie większe, niebezpieczeństwa, niż tworzenie ekipy złożonej z małolatów lub graczy bez „nazwisk”. Przede wszystkim gwiazdy kosztują dużo, dużo więcej. Po drugie, zmienia się poziom oczekiwań – zwycięstwa są przyjmowane jako norma, porażki wywołują burzę. Brązowy medal już nikogo nie zadowoli. Po trzecie, wielkie niebezpieczeństwo leży w mentalności zawodników. Czy graczom AZS-u nie zabraknie determinacji w walce o najwyższe laury? Bo od strony sportowej (kadrowej) Wkręt-Met nie jest silniejszy od wielkiej trójki ligowych bogaczy. Do tego, żeby ograć zespoły z Bełchatowa, Olsztyna czy Jastrzębia same umiejętności nie wystarczą. Potrzeba będzie jeszcze woli walki, a przede wszystkim zespołu, który działa w myśl hasła jeden za wszystkich, wszyscy za jednego. Tymczasem w drużynie mamy sporo silnych osobowości, kandydatów na liderów. Nie jest także tajemnicą, że w poprzednim sezonie nie wszyscy siatkarze byli zachwyceni współpracą z Amerykanami, którzy – jak mówili – mimo że nie grali najlepiej, byli głaskani i poklepywani po plecach.

W klubie wyraźnie mają jednak świadomość skali trudności zadania, jakie postawiono drużynie. Dlatego zatrudniono fachowca z wielkim doświadczeniem. Rola Arie Brokkinga jest w tym sezonie nie do przeceniania. Jeśli Holender okaże się częstochowskim Raulem Lozano będzie dobrze. Jeśli nie…

źródło: gazeta.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Więcej artykułów z dnia :
2007-01-03

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved