Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Radosław Rybak siatkarzem roku w Warszawie

Radosław Rybak siatkarzem roku w Warszawie

Po roku przerwy stołeczna Gazeta Wyborcza znów przyznała tytuł siatkarza roku. Przypadł on Radosławowi Rybakowi, najlepiej punktującemu zawodnikowi PLS, dzięki czemu Politechnika odniosła spory sukces, zajmując piąte miejsce w rozgrywkach.

Dariusz Sokołowski: Nasz wybór nie jest Pańskim pierwszym wyróżnieniem.

Radosław Rybak: Nie pierwszym, ale na pewno bardzo miłym. Miałem kilka ligowych sukcesików: najlepiej zagrywający, punktujący, ale tego tytułu się nie spodziewałem.



Czemu graczom Politechniki tak bardzo zależało na piątej lokacie?

Klub nigdy nie był tak wysoko, a w walce o to miejsce trafił się dość łatwy rywal, którego grzechem byłoby nie ograć. Jako zawodowcy musimy walczyć do końca. Zwłaszcza że dodatkową motywacją były premie z PLS i od sponsora.

Kusiła Was wizja gry w europejskich pucharach?

O pucharach akurat nie myśleliśmy, choć w klubie mówiło się o tej możliwości.

2006 rok rozpoczął się dla Politechniki bardzo nerwowo. Chciał Pan pozbyć się trenera Felczaka?

Nie było takiej opcji, choć faktycznie atmosfera się pogorszyła. Rozpoczęliśmy sezon nieciekawie, brakowało punktów i każdy do każdego mógł mieć pretensje. Trener miał swoje problemy i zawodnicy pewnie też. Teraz zresztą początek znów nie był najlepszy.

Przed ostatnim meczem 2006 roku macie jednak bilans 14 zwycięstw i 16 porażek. To znaczny postęp w porównaniu z rokiem 2005, gdy było 8-21.

Tu i tak liczy się nie statystyka, ale miejsce w tabeli. Można wygrać wszystko w sezonie zasadniczym, a przegrać play-off, i dlatego trzeba się nastawić na tę fazę.

O Waszym udziale w play-off poprzedniego sezonu zadecydowała wygrana we Wrocławiu, gdzie zdobył Pan 33 punkty. Nawet dla atakującego taki koszykarski dorobek nie jest chyba codziennością?

Nieczęsto to się przytrafia i dlatego tak cieszy. To czysta przyjemność z pracy. Czuje się, że jest się w formie i że można pomóc drużynie, która wtedy akurat zaufała mi najbardziej.

Potem w play-off omal nie sprawiliście niespodzianki, bo trzy razy przegraliście z AZS Częstochowa, choć dopiero po tie-breakach. O niepowodzeniu decydowały praktycznie pojedyncze akcje.

Nigdy chyba nie byliśmy tak blisko sprawienia sensacji jak wtedy. Praktycznie cały czas trzymaliśmy ich za gardło i zabrakło chyba odporności psychicznej, bo mogliśmy wszystkie te spotkania wygrać po 3:0. Długo będę pamiętać te frajerskie porażki. Zagrać w czwórce to by dopiero było!

Może wreszcie czas na to? Co prawda tylko w Pucharze Polski, ale pokonaliście Częstochowę na jej terenie. Politechnika to teraz zupełnie inny zespół…

Zmieniliśmy się nie do poznania. Nie ma co mówić o Marku Siebecku, który do niedawna był podporą Olsztyna. Ani o Pavle Chudiku, którego kilka lat temu uznano za najlepszego rozgrywającego ligi i z którym zdobyłem w Jastrzębiu mistrzostwo Polski. Podobnie z powoływanym do kadry Wojtkiem Jurkiewiczem. Sprowadzony w ostatniej chwili Anton Kulikovski też powinien być wzmocnieniem, choć trzeba mu jeszcze trochę czasu.

Za sprawą tych graczy przestał Pan być jedyną gwiazdą w zespole. Chyba jednak zbytnio to Pana nie martwi?

Cieszę się, że mamy zawodników bardziej znanych, bo to, czy faktycznie są lepsi od innych, dopiero się okaże. Teoretycznie na pewno mamy dużo atutów i większy potencjał niż ostatnio. Pozostaje tylko kwestia, czy będziemy je umieli wykorzystać w odpowiedniej chwili, czy akurat wtedy będziemy we właściwej formie. Mamy takie zamiary, żeby spróbować ugryźć tę wielką czwórkę z medalistami mistrzostw świata w składzie.

Oglądał Pan mundial?

Tak, podczas obozu w Szczyrku. Nie ma przecież lepszej lekcji niż możliwość podglądania najlepszych. To dało nam niezłego kopa i pozwoliło na wychwycenie nowości, jakie ostatnio są w siatkówce. Każdy z nas coś dla siebie wyciągnął z tych mistrzostw.

Jak Pan je przeżywał?

Bardzo się cieszyłem i mocno przeżywałem, ale powiem szczerze, że nie aż tak jak większość ludzi. Nie skakałem i nie płakałem jak kibice, być może dlatego, że już długo uprawiam siatkówkę. Byłem jednak w wielkim szoku, widząc to ogromne zainteresowanie.

Z kilkoma ze srebrnych medalistów grał Pan podczas igrzysk w Atenach. Nie widział się Pan oczami wyobraźni obok nich na boiskach w Japonii?

Myślałem o tym kilka razy. Znacznie częściej nachodziły mnie jednak myśli, że w ciągu zaledwie dwóch lat gracze ci zrobili ogromny postęp. Miło było widzieć, że ci sami ludzie, z którymi kiedyś występowałem, zaczęli po prostu grać wielką siatkówkę. Trener Lozano umiał dać im coś, czego wielu naszych trenerów dać nie potrafiło.

Raul Lozano po jednym z udanych tegorocznych występów Politechniki wymienił Pana nazwisko jako potencjalnego kandydata do reprezentacji.

Pewnie, że chciałbym grać w kadrze, ale to już raczej nierealne. Chyba jednak za późno zacząłem przygodę z kadrą. Martwi mnie także to, że dla siatkówki musiałem poświęcić to, co tak naprawdę kocham, czyli weterynarię. W Warszawie nie mam możliwości praktykowania w zawodzie.

Mówi się, że silny zespół w stolicy jest potrzebny ekstraklasie, by przyciągać sponsorów. Czy siatkarski boom jest szansą dla Warszawy, w której siatkówka dawno już nie przyniosła wielkiego sukcesu?

Jest tu masa kibiców oczekujących sukcesów. Widać ich było choćby na placu Zamkowym, gdzie witano naszą kadrę. Jest coraz więcej firm, które nam pomagają i chcą się lansować przez siatkówkę. Mocniejsza Politechnika to mocniejsza liga i coraz silniejsza kadra. To wszystko jest ze sobą powiązane i wzajemnie się nakręca.

Jak się gra przy pełnych trybunach?

Gramy dla pieniędzy, ale przede wszystkim dla fanów, którzy zapełniają hale i radują się naszymi sukcesami. Powinniśmy się cieszyć, że w naszym kraju jest tak wielkie zainteresowanie siatkówką. Zupełnie inaczej wygląda to np. we Włoszech, gdzie trybuny zapełniają się dopiero podczas najważniejszych spotkań.

Czy na trybunach siedzi rodzina, która powiększyła się Panu rok temu?

Są praktycznie na każdym meczu. Dzieci są wysokie jak na swój wiek i być może pójdą w ślady taty. Ja zaś będę chciał grać w Warszawie jak najdłużej i nigdzie stąd się nie ruszać.

Rozmawiał Dariusz Sokołowski – Gazeta Wyborcza

źródło: gazeta.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Więcej artykułów z dnia :
2006-12-27

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved