Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Roman Gulczyński: Jesteśmy drużyną

Roman Gulczyński: Jesteśmy drużyną

- Myślę, że jak się zobaczymy z chłopakami pod siatką, to możemy im podać rękę, powiedzieć dziękuję i gratuluję - mówi o reprezentacji Polski czołowy zawodnik EnergiaPro Gwardii Wrocław. Specjalnie dla Strefy Siatkówki, o sobie oraz o zespole wrocławskim, mówi Roman Gulczyński.

Którego z zawodników, którzy odeszli brakuje Ci najbardziej?

Na pewno tych najbardziej doświadczonych zawodników, ciężko tu kogoś wyróżnić, każda z osób, która odeszła, coś do zespołu wniosła. Kiedy trafiłem do Gwardii, każdy z chłopaków wspierał mnie, pomagał mi przeżyć mój pierwszy rok w PLS-sie. Pomagali mi i mówili jak się zachować na boisku w danym momencie. Najbliżej byłem z Kubą Markiewiczem. Spotykaliśmy się często po treningach z Pavlem Chudikiem, bo on mieszkał sam, brakowało mu towarzystwa. Jest to człowiek towarzyski i lubi przebywać z ludźmi, twierdził, że wtedy najlepiej mu się odpoczywa, odreagowuje.



Czy masz kontakt z byłymi kolegami z zespołu?

Tak, kontakt utrzymujemy cały czas. Z Pavlem Chudikiem kontaktuję się najczęściej przez Internet, z Kubą Markiewiczem widujemy się dosyć często, mniej więcej co dwa tygodnie. Jak jest we Wrocławiu i ma ochotę na obiad, to dzwoni i wyskakujemy razem coś zjeść. Ostatnio byłem na jego trzecioligowym meczu w Lubinie. Z Piotrkiem Poskrobko i Wojtkiem Szczurowskim kontaktuję się telefonicznie.

Jak oceniasz zmiany kadrowe? Jak się układa współpraca z nowymi kolegami?

Atmosfera się teraz ożywiła, jest dużo więcej młodych zawodników, lepiej się dogadujemy, spotykamy się poza treningami, lubimy się prywatnie. Nie ma tak, że każdy idzie po treningu w swoją stronę. Jesteśmy drużyną i żyjemy też razem poza boiskiem. Tu na hali Gwardii, gdzie trenujemy, mieszka aż pięciu zawodników: Olek Januszkiewicz, Jędrzej Śląski, Piotrek Marciniak, Rafał Jarząbski i ja. To jest prawie pół drużyny, wiec ten kontakt cały czas mamy i jest on utrzymany.

Czujesz na plecach oddech konkurencji? Bartosz Janeczek coraz częściej jest określany jako wschodząca gwiazda drużyny.

Na pewno to mobilizuje. Teraz doszedł do nas jeszcze Karol Sramek. To jest zawodnik, który najprawdopodobniej będzie grać na pozycji atakującego, ponieważ szkoda Bartka ustawiać na tej pozycji, bo generalnie w Polsce brakuje zawodników na pozycji przyjmującego. Mam nadzieję, że Bartek zagra sezon dobrze. To jest liga, tu trzeba być bardzo dobrym, a to jest młody zawodnik, to różnie może być. Porażki, niepowodzenia, jeszcze będzie miał wahania formy, to wszystko jest ważne. Przystąpiliśmy do tego sezonu z wysoką formą i póki utrzymuje się, to jest dobrze.

Jakie są Twoje przewidywania, jak będzie się prezentować Gwardia w fazie zasadniczej PLS?

Uważam, że stać nas na to, aby być na 6., 7. miejscu. Możemy powtórzyć wynik z zeszłego roku. Jeżeli znajdziemy się na ósmej pozycji, to też będzie dobrze. Najważniejsze jest to, żeby załapać się do fazy play – off, miejsce jest wtedy mniej istotne, a później zagrać sobie na luzie bez żadnego nacisku. Absolutnie nie bierzemy pod uwagę możliwości spadku z PLS.

Gwardia u siebie grać nie potrafi – jak się odniesiesz do opinii Wojciecha Drzyzgi?

Na pewno jest to nasz problem i poprzedni sezon doskonale to pokazał. Nie wiem, z czego to wynika. Może z tego, że mamy mało jednostek treningowych na Orbicie, jeden czy dwa treningi przed meczem to za mało. Czasami bywa tak, że nie gramy tam miesiąc, a później przychodzi mecz i musimy się przestawić. Na pewno dochodzi do tego trema przed swoją publicznością. My trenujemy na małej sali, gdzie są dwa zabytkowe filary po bokach i to jest specyficzne, później jak przychodzi się na normalną halę to jest się ciężko przestawić. Uważam, że dwa, trzy dni przed meczem moglibyśmy trenować już na Orbicie, jeżeli gramy mecz u siebie. Jest to jednak związane z kosztami, bo trening na Orbicie jest bardzo drogi. Władze miasta nie ułatwiają nam tego, nie mamy za darmo tej hali tak jak inne drużyny w swoich miastach.

Czy coś się zmieniło w zespole po odejściu trenera Fiedorowa?

Nic się nie zmieniło, jeżeli chodzi o nasze zaangażowanie czy podejście do treningów. Brakuje Szymona, zawsze podał kilka cennych wskazówek, często stawał z nami na boisku i grał, kiedy brakowało nam dwunastego zawodnika.

Czy wiadomo już czy ktoś go zastąpi?

Nie, obecnie nie ma kandydata na jego miejsce i póki co chyba nikogo nie będzie. Przynajmniej nic mi o tym nie wiadomo.

Co wpłynęło na to, że nie powiódł wam się start w turnieju w Kędzierzynie? Później w Warszawie zaprezentowaliście się już o wiele lepiej.

Jadąc na ten turniej nie mieliśmy żadnych celów. Nie jechaliśmy z założeniem by wygrać. Jechaliśmy tam sprawdzić pewne ustawienia taktyczne, taki był plan trenera. Jechaliśmy tam bez świeżości. Byliśmy przygotowani na rozpoczęcie sezonu. Mieliśmy dużo treningów na siłowni, trzy razy w tygodniu. Kiedy rozmawiałem z zawodnikami z innych zespołów, mówili, że trenują dwa razy i nic im się nie zmieniło w cyklu treningowym. Od pucharu do ligi było 6 tygodni przerwy. Przetrenowaliśmy to bardzo ciężko fizycznie, przygotowaliśmy się do ligi. Pojechaliśmy tam jeszcze tacy „zduszeni”, jeszcze mieliśmy zmęczone mięśnie, byliśmy spowolnieni. Zawodnicy z innych drużyn byli „wyskakani”, dynamiczni, a my taplaliśmy się jak muchy w smole. Stąd ten wynik.

W jakim nastroju jedziecie do Radomia?

Z Radomia chcemy przywieźć trzy punkty. Przeszliśmy metamorfozę od turnieju w Kędzierzynie do meczu z Politechniką. Dostaliśmy dużo świeżości. Myślę, że stać nas na zwycięstwo. Jest to beniaminek, oni grają przed własną publicznością, wiec stresują się. Mają w składzie trzech nowych zawodników, trzech obcokrajowców: atakujący, rozgrywający i libero, także na pewno jeszcze się docierają.

W fazie grupowej Pucharu Polski Gwardia prezentowała się bardzo dobrze. Na co liczycie w dalszej części tych rozgrywek?

Na finał Pucharu Polski, który będzie w marcu jedziemy po to, żeby zagrać jak najlepiej. Nie liczymy na zdobycie Pucharu Polski ani znalezienie się w pierwszej trójce, bo wiadomo z kim będziemy walczyć, jaką mamy konkurencję.

Który zespół ma według Ciebie największe szanse na zwycięstwo w PLS? Kto jest Twoim faworytem?

Po pierwszej kolejce ciężko jest typować, ale według mnie powalczy Bełchatów z Jastrzębiem, chociaż Olsztyn pokazał teraz klasę wygrywając 3:0 z Kędzierzynem. Częstochowa męczyła się z Rzeszowem, no ale te dwa zespoły też na pewno będą walczyć.

Liga polska jest coraz częściej wymieniana obok tych najlepszych, rosyjskiej i włoskiej.

Nasza polska liga się wzmacnia, jest coraz silniejsza, coraz więcej znanych nazwisk przyjeżdża grać u nas w kraju. Jest wielu dobrych zawodników, którzy grają za bardzo duże stawki. W dwóch zespołach w Polsce są już konkretne pieniądze i myślę, że w tej kwestii mogą już konkurować z Włochami, natomiast z Rosją jeszcze nie. Gonimy jednak czołówkę.

Jak oceniasz tegoroczne transfery?

Jestem pewien, że w zeszłym roku takim hitem transferowym był Plamen Konstantinov. W obecnym ciężko powiedzieć, nie miałem okazji przyjrzeć się tym zawodnikom. Sezon dopiero się zaczyna, muszą pokazać jak grają i co potrafią. Było wiele takich spektakularnych transferów, w których zawodnik przyszedł i grał za duże pieniądze, a nic z tego nie wyszło, nie układała mu się gra.

Jak oceniasz szanse Skry w Lidze Mistrzów?

Chciałbym bardzo, aby doszli do finału i mam nadzieję, ze w tym roku im się uda. Dobrą prognozą jest ostatnia wygrana z mistrzem Włoch. Myślę, że będą w pierwszej czwórce.

Jak bardzo przeżywałeś grę polskiej reprezentacji na tegorocznych Mistrzostwach Świata?

Spotkania polskiej reprezentacji oglądałem jako Polak i siatkarz. Z wielką nadzieją oglądałem mecz z Rosją, ale po tym co zobaczyłem w pierwszym i drugim secie już nie miałem ochoty patrzeć. Włączyłem sobie komputer, zacząłem czytać różne rzeczy na Internecie i nagle obraz gry zaczął się zmieniać. Pamiętam, że szykowałem się już na trening, bo byliśmy umówieni na 9:30, ale jeżeli mecz by się przedłużył, to mieliśmy się zjechać na hale pół godziny po zakończeniu meczu. Mecz trwał jednak tak długo, że trener Grabowski w trakcie czwartego seta wysłał wszystkim sms – a, w którym poinformował, że trening poranny został odwołany, że zrobimy sobie po południu siłownię To był mecz, który wzbudził we mnie najwięcej emocji, miałem z niego najwięcej radości. Później z Bułgarią również pięknie zagrali, finał troszkę mnie rozczarował. Myślałem, że po tym zwycięstwie nad Rosją zdobyli już więcej pewności siebie. Grali niesamowicie, wiedziałem, że będzie ciężko, ale oczekiwałem cudu i liczyłem na to, że wygrają. Byłem nastawiony na to, że obejrzę walkę, nieważny był wynik, szkoda jednak, że nie powalczyli bardziej.

Czy uważasz, że sukces polskiej reprezentacji wpłynie na popularność rozgrywek PLS? Jakie w związku z tym widzisz szanse rozwoju siatkówki we Wrocławiu?

Myślę, że już są tego pierwsze efekty. Gwardia podpisała umowę z EnergiąPro. Teraz nazywamy się oficjalnie EnergiaPro Gwardia Wrocław. Myślę, że jak się spotkamy z chłopakami gdzieś pod siatką, to możemy im podać rękę, powiedzieć dziękuję i gratuluję. Gdyby nie ten sukces to myślę, że nie ułożyłoby się to tak dobrze. Ludzie zaczęli bardziej interesować się siatkówką. Przetarli nam szlaki, teraz wartość każdego Polaka grającego w PLS się podniosła.

Na stronie Gwardii można przeczytać, że Twoim hobby jest akwarystyka. Co Cię w tym tak fascynuje?

Wszystko zaczęło się w dzieciństwie. Miałem trzy akwaria i tam hodowałem rybki, rozmnażałem, sprzedawałem do sklepów. Później, gdy miałem 15 lat wyjechałem z domu i musiałem zlikwidować moją hodowlę. Powróciłem do tego grając w Radlinie w pierwszym roku po liceum. Miałem dużo czasu wolnego, studiowałem wtedy zaocznie na AWF-ie w Katowicach, a mieszkałem w Wodzisławiu Śląskim. Nie było tam co robić, w związku z tym postanowiłem wrócić do tego, co lubię i kupiłem akwarium. Postanowiłem znowu się tym zająć. Teraz ono ze mną jeździ, jest też ze mną we Wrocławiu.

Co robisz we Wrocławiu oprócz grania w siatkówkę?

Studiuję na AWF-ie, poza tym zwiedziłem już miasto. Teraz postanowiłem, że będę zwiedzać Dolny Śląsk, Kotlinę Kłodzką. Ostatnio byłem w Górach Sowich. Okolice Wrocławia bardzo mi się podobają.

Mieszkasz już trochę we Wrocławiu. Jak Ci się podoba klimat tego miasta?

We Wrocławiu widać w ludziach więcej optymizmu, można bez problemu zapytać kogoś o drogę. Kiedyś mój tato przyjechał do mnie w odwiedziny i zaskoczyło go, gdy przechodzień, którego zapytał o drogę, odprowadził go na miejsce.

Jakim człowiekiem jesteś prywatnie?

Jestem osobą spokojną i opanowaną. Jeżeli mam dużo czasu, czyli najczęściej poza sezonem, to potrzebuję dużo wrażeń. Staram się cały czas aktywnie spędzać czas, podróżuję, lubię pływać. Jeżeli chodzi o charakter, to ciężko jest o sobie mówić.

Jak zamierzasz spędzić święta i sylwestra?

Święta zamierzam spędzić w domu. Na mecz do Radomia przyjeżdża mój ojciec, zabiera mnie do domu. W drugi dzień świat trenujemy już we Wrocławiu, ale tak trzeba, skoro gramy mecz 30-go. Na sylwestra wybieram się na bal w Brzegu Dolnym. Stamtąd pochodzi moja dziewczyna, idziemy z jej rodzicami.

źródło: inf. własna

nadesłał: ,

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Więcej artykułów z dnia :
2006-12-22

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved