Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > reprezentacja Polski mężczyzn > Łukasz Kadziewicz: Sportowo nie czuję się spełniony

Łukasz Kadziewicz: Sportowo nie czuję się spełniony

Łukasz Kadziewicz niedawno odniósł największy sukces w swojej karierze siatkarskiej, przywożąc z mistrzostw świata srebrny medal. Środkowy Jastrzębskiego Węgla jest zawodnikiem, obok którego nie sposób przejść obojętnie.

Jedni go krytykują (głównie za zachowanie), inni wprost uwielbiają, zwłaszcza przedstawicielki płci pięknej. Przede wszystkim w przedziale wiekowym 12-17 lat – zauważa z uśmiechem „Kadziu”.

O tym jak do siebie podchodzi, jak ocenia swoje występy.



Zawsze staram się być krytyczny w stosunku do siebie. Wydaje mi się, że prawidłowo potrafię ocenić swoją grę. Nie boję się oceniać swojej gry negatywnie, ba – często mi się to zdarza. Moim zdaniem samokrytyka jest podstawą sukcesu w sporcie profesjonalnym. Popadanie w hurraoptymizm po jednym wygranym meczu wcale nie świadczy o tym, że jest się świetnym zawodnikiem. Cały czas trzeba mieć chłodną głowę, a profesjonalizm polega na tym, by jak najczęściej ją zachowywać.

W półfinale mistrzostw świata z Bułgarią dziennikarz telewizyjny chwalił Łukasza Kadziewicza, uważając, że należałaby się panu nagroda MVP tego meczu. Reprezentant natychmiast zbił go z tropu twierdząc, że byli na innych meczach.Czy Łukasz Kadziewicz jest przekorny, czy to tylko poza?

Nigdy nie umniejszam swoich zasług. Ale jeżeli chodzi o mecz z Bułgarią, wystarczy zajrzeć do statystyk, czy obejrzeć spotkanie jeszcze raz. Przecież sam załatwiłem Bułgarom zwycięstwo w II secie, popełniłem dwa błędy, ostatnią piłkę wyrzuciłem w aut. Ktoś, kto ocenił moją grę w tym pojedynku jako bardzo dobrą, po prostu słabo zna się na sporcie. W II partii prowadziliśmy pięcioma punktami, a mimo to przegraliśmy ją. Na turniejach tej rangi nie ma prawa się to zdarzyć. Musimy cały czas trzymać reżim grania, a to nam się wtedy akurat nie udało. Czyli mecz nie był dobry w naszym wykonaniu, również w moim… Ten mecz mi nie wyszedł, podobnie finał. Cóż, postaram się wyciągnąć z tego wnioski, by na kolejnej imprezie skończyć tę najważniejszą piłkę.

O byciu kontrowercyjnym sportowcem.

Po prostu mówię to, co myślę, choć nie zawsze to się wszystkim podoba. Mam już 26 lat, więc może czasami powinienem ważyć słowa. Myślę jednak, że z dnia na dzień radzę sobie z tym lepiej. Za jakieś dziesięć lat będę mógł udzielić fajnego wywiadu, cukierkowego, z którego wszyscy będą zadowoleni.

O dziennikarzach.

Dążę do profesjonalizmu i ponoszę konsekwencje za swoje zachowanie. Dlatego prosiłbym, żeby dziennikarze również profesjonalnie wykonywali swoją robotę i byli przygotowani do wywiadów. Muszą – przynajmniej mniej więcej – być zaznajomieni z problemem, a pytania kierowane pod moim adresem powinny być sensowne i spójne. Czasami jednak pytania żurnalistów są dramatyczne, co świadczy o tym, że tych ludzi czeka daleka droga, by móc ich nazwać dziennikarzami. Prawdziwy dziennikarz musi mieć świadomość, że należy do środowiska opiniotwórczego, że jego teksty czytają tysiące, a nawet miliony kibiców, więc czasami delikatniej trzeba podchodzić do pewnych problemów. Głupotę można napisać zawsze – przecież papier przyjmie wszystko, a odwoływanie potem tego wszystkiego małą czcionką na szesnastej stronie – to chyba nie ma sensu.

O tym, czy dobry siatkarz, by zrobić karierę, musi być złośliwy.

Kiedy zaczynałem grać w siatkówkę rzeczywiście słyszałem opinie, że duża doza złośliwości jest gwarancją sukcesów, a zawodnik marząc o szczytach musiał być krnąbrny i pewny siebie. To nieprawda. Znam wielu świetnych siatkarzy, mistrzów świata, którzy wchodząc na stołówkę pierwsi mówią „cześć”. Są naprawdę kulturalnymi ludźmi. Tak naprawdę wszystko zależy od człowieka. Całe piękno świata polega na tym, że każdy z nas jest inny – jeden lepszy, drugi gorszy. O tym, czy jestem biały, czy czarny muszą zadecydować kibice, ludzie, którzy chodzą na mecze i czytają gazety, na przykład „Sport”.

Czarne charaktery po drugiej stronie siatki starają się wybić z rytmu, wyprowadzić z równowagi. Jak na nie regaguje Łukasz Kadziewicz, odpłaca się, czy może lekceważy?

Zazwyczaj to ja jestem czarnym charakterem.

O stwierdzeniu – złośliwość to domena ludzi inteligentnych.

Nie sądzę, by była to prawda. Na boisku często spotykam ludzi wykształconych, mnie natomiast nie udało się skończyć studiów, więc wielu moich kolegów i przeciwników ma wyższy iloraz inteligencji ode mnie. Nie zawsze moje zachowanie na boisku i poza nim jest odbierane tak, jakbym chciał, ale trudno. Przecież nie wszyscy musimy się zgadzać we wszystkim.

Charakteryzowany jest jako człowiek skryty i małomówny. Przed kim się otwiera Łukasz Kadziewicz?

Czasami bywam zbyt wylewny i często mam niewyparzoną buzię, czego czasami żałuję. Ale takim człowiekiem po prostu jestem i gros ludzi zaakceptowało mnie. Przekonali się, chociażby w Jastrzębiu, że można ze mną nawiązać współpracę i osiągnąć sukces.

Coś, co wywarło na Łukaszu Kadziewiczu największe do tej pory wrażenie.

Gdy pierwszy raz wziąłem swoją córeczkę na ręce. Kto tego nie przeżył, na pewno nie wie, o co chodzi. Nie ma narkotyków na świecie, które dają taki odjazd.

Gdyby nie siatkówka, to jaka inna dyscyplina sportu?

Niezły jestem w grillowaniu. W innej dyscyplinie sportu poza siatkówką chyba nie zaistniałbym. Może jeszcze trafiłbym piłką do kosza, ale przebiegnięcie 2-3 razy przez całą długość boiska chyba wykończyłoby mnie.

O wadach, których chciałby się pozbyć.

Gadulstwa i gorącej głowy. Muszę kontrolować swój temperament i nauczyć się z tym żyć.

Łukasz Kadziewicz opowiada o swoich niespełnionych marzeniach.

Ze sportowych marzeń zostały mi mistrzostwo olimpijskie, świata, Europy, wygranie Ligi Światowej. Krótko – sportowo nie czuję się spełniony. Prywatnie – wprost przeciwnie.

O zaległych płatnościach, które Polski Związek Piłki Siatkowej ma wypłacić kadrowiczom.

Nie chciałbym się wypowiadać na ten temat. Na razie jest sukces w postaci tytułu wicemistrza świata, dostaliśmy premie. Ale apeluję do kibiców – nie czytajcie gazet, w których pojawiają się informacje, że siatkarze zarabiają po 300 tysięcy euro, bo jest to nieprawda. Nie czytajcie o horrendalnych premiach dla nas, bo to też jest nieprawda. Zarabia się pieniądze w klubie, jeżeli podpisze się dobry kontrakt. W reprezentacji gra się dla medalu, dla paru złotych. To nie są miliony, o których czyta się w gazetach.

O planach na święta.

Profesjonalizm siatkarza polega na tym, że bez względu na to, czy ma wakacje, czy Święta, cały czas musi kontrolować swoje ciało. Muszę chodzić na siłownię, dbać o siebie, bo choć teraz mam wolne, za trzy dni wracam na boisko. Jeżeli zbytnio wyluzuję się, wówczas miewam okrutne bóle i męki.

źródło: Sport, wp.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
reprezentacja Polski mężczyzn

Więcej artykułów z dnia :
2006-12-22

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved