Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > europejskie puchary > Skra po meczu z hotVolleys Wiedeń

Skra po meczu z hotVolleys Wiedeń

- Dopiero jak dostaliśmy w twarz, wreszcie właściwie zareagowaliśmy - tak Daniel Castellani skomentował postawę BOT Skry Bełchatów w spotkaniu z aon hotVolleys Wiedeń.

Spotkaniem z wicemistrzem Austrii mistrzowie Polski zakończyło pierwszą rundę rozgrywek grupowych. Tak jak rok temu bełchatowianie mają na koncie jedną porażkę. Ale w tym sezonie drużyna gra zupełnie inaczej. Trudno się temu dziwić, bowiem zmieniła się bardzo. Z podstawowego składu zostali tylko Mariusz Wlazły, Krzysztof Stelmach i Krzysztof Ignaczak. Przede wszystkim nowy jest trener, który spowodował, że zmieniły się atuty. Rok temu siłą Skry był atak, opierający się na Wlazłym, Michale Winiarskim i Robercie Szczerbaniuku. Dwóch ostatnich już nie ma w Bełchatowie. Argentyński szkoleniowiec sprawił, że najgroźniejszą bronią zespołu jest obrona. Ponad 15 skutecznych bloków w każdym meczu to już norma. Poza tym wiele punktów podopieczni Daniela Castellaniego zdobywają po tzw. wyblokach i kontrach.

Choć na półmetku rozgrywek grupowych Skra straciła więcej setów, to ostatnio jej gra wzbudza większe zaufanie. W Roeselare bełchatowianie przegrali na własne życzenie, bo dali się sprowokować i zamiast grać, kłócili się z sędziami. Kiedy jednak udaje im się utrzymywać nerwy na wodzy, to są w stanie wyjść z największych nawet opresji. Tak było w ubiegłym tygodniu z Maceratą, kiedy udało się wygrać seta przegrywając już 20:24. W środę było jeszcze trudniej, bo chyba niewiele osób spodziewało się, że najsłabsza drużyna w grupie zagra tak dobrze. Na dodatek część zawodników Skry daleka jest od optymalnej formy.



Dotyczy to przede wszystkim Wlazłego, który od połowy listopada rozegrał aż 17 spotkań. Trudno się dziwić, że po zakończeniu gry nie był w stanie rozdawać autografów, ale pobiegł do gabinetu masażysty, który pomagał mu rozciągać mięśnie. Ale mimo ogromnego zmęczenia najlepszy polski siatkarz zdobył w środę 25 punktów, zwykle kluczowych. – Ze Skrą nie można wygrać, jeśli nie zatrzyma się Wlazłego – mówił po meczu środkowy hotVolleys Tomas Kmet. – To gracz najwyższej światowej klasy, co pokazał w najważniejszych momentach, czyli w czwartym i piątym secie. Mimo że nastawiliśmy się na zatrzymywanie go, to nie daliśmy rady.

99 proc. zawodników w miarę narastającego zmęczenia popełnia coraz więcej błędów. Do pozostałego procenta należy Wlazły, o czym przekonali się zawodnicy hotVolleys. Wystarczy przypomnieć, że ostatni punkt stracili po asie serwisowym atakującego Skry.

Ale to nie Wlazły był najlepszym zawodnikiem spotkania. Na nr 1 zasłużył Jane Heikkinen. Fiński środkowy szalał pod siatką niczym Terminator. Atakował, blokował i tradycyjnie już znakomicie zagrywał. Przyznał później, że dodatkowo zmobilizował go występ przeciwko swojemu byłemu klubowi. Po przeciwnej stronie boiska miał Kmeta, który był jego rywalem w walce o kontrakt w Skrze. Czech też spisał się dobrze, ale do klasy Heikkinena trochę mu brakuje. Fin przyjaźni się z Maciejem Dobrowolskim, co przekłada się na znakomitą współpracę w ataku. Rozgrywający Skry wciąż jeszcze nie jest zbyt dobrze zgrany z kolegami, którzy wrócili z mistrzostw świata, ale z meczu na mecz jest coraz lepiej. W środę umiejętnie kierował grą, jak choćby w tie-breaku, kiedy starał się oszczędzać Wlazłego. Jego koledzy świetnie przyjmowali zagrywkę, dzięki czemu można było grać środkiem. Szkoda tylko, że urazu doznał Ewgienij Iwanow, bo jego zmiennik Radosław Wnuk wciąż nie jest w pełni sił, a już w sobotę Skra zagra z Jastrzębskim Węglem.

Trener Daniel Castellani nie wyklucza jednak, że Bułgar pojawi się na boisku. „Spokojnie” – odpowiedział po polsku na pytanie, jak poważny jest uraz Iwanowa. Słabszą postawę w spotkaniu z hotVolleys tłumaczył zmęczeniem psychicznym zawodników dwoma poprzednimi występami – z Maceratą i Jadarem Radom. – Bardzo chcieliśmy dobrze zagrać, a jak na siłę się czegoś chce, to zwykle wychodzi inaczej – mówił. – Kiedy dostaliśmy w twarz, to właściwie zareagowaliśmy.

Mecz z hotVolleys przyniósł jeszcze jeden pozytyw – pokazał, że nie należy się bać wystawiania w podstawowej szóstce Dana Lewisa. Kanadyjczyk dotychczas niewiele grał i tak naprawdę szkoleniowcy nie wiedzieli, na co go stać. W środę pokazał, że bardzo dobrze radzi sobie w ataku – w dwóch ostatnich setach zdobył pięć punktów. Lewis znakomicie potrafi wykorzystać blok, co jest bardzo stresujące dla rywali. Poza tym znakomicie przyjmuje zagrywkę i broni – chwilami można było odnieść wrażenie, że Skra ma na boisku dwóch libero – Lewisa i Krzysztofa Ignaczaka.

W rundzie rewanżowej bełchatowianie dwukrotnie zagrają we własnej hali. Jeśli 3 stycznia zwyciężą w Wiedniu, to nikt nie zabierze im awansu. Ale już po pierwszej rundzie osiągnęli jedno – w każdym spotkaniu to oni będą faworytami.

źródło: gazeta.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
europejskie puchary

Więcej artykułów z dnia :
2006-12-21

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved