Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Po debiucie Delecty w elicie

Po debiucie Delecty w elicie

Inauguracja Polskiej Ligi Siatkówki już za nami. Kibice bydgoscy w piątek obejrzeli w Łuczniczce mecz Delecty z aktualnym wicemistrzem Polski Jastrzębskim Węglem. Debiut, choć bez punktu, można uznać jednak za zwycięstwo siatkówki.

W hali na Babiej Wsi pojawiło się ponad 4 tysiące kibiców, a nastolatki widząc wicemistrzów świata: Grzegorza Szymańskiego, Daniela Plińskiego i Łukasza Kadziewicza piszczały i wołały na swoich idoli jak podczas występu Elvisa Presleya. Jedna z nich próbowała nawet, bezskutecznie, wyciągnąć od Kadziewicza koszulkę z autografem.

Przepraszam ale nie mogę – grzecznie odmówił, składając autograf na koszulce zawiedzonej fanki. – Srebrny medal? Ta historia jest już za nami, to zostanie w naszych CV. Dzięki temu jednak nasza karta przetargowa zyskała na wartości. Teraz wszystko zależy od menadżerów, jak to wykorzystają. My musimy skupić się na grze zmienić myślenie i przestawić się na ligę. Schować swoje ambicje, a myśleć o wyniku zespołu. Musimy też zabrać się do ciężkiej pracy, bo kibice będą nasz rozliczać z wyników. Wy dziennikarze, gdy wygrywamy chwalicie nas, a gdy przegrywamy, to strącacie w dół. A kibice są wierni i za to musimy im być wdzięczni.



– Jak oceniasz mecz z beniaminkiem?

Łukasz Kadziewicz: Nie wyszedł nam najlepiej, ale też trenujemy razem od kilku dni dopiero, Jednak najważniejsze jest, że trzy punkty jadą do Jastrzębia. Chemik okazał się natomiast ciekawym zespołem, myślę, że mają sporą szansę na utrzymanie się w lidze. Potrzebują jednak ogrania, bo dziś decydowało doświadczenie.

Jastrzębski blok, który sprawił najwięcej kłopotów podopiecznym Popika, to również zasługa Daniela Plińskiego, najrówniej chyba grającego zawodnika piątkowego meczu:

Jesteśmy tak doświadczonym zespołem, że ze zgraniem nie powinno być kłopotów. Na razie daje się nam się najbardziej we znaki zmęczenie. Co do meczu to muszę powiedzieć, że Chemik mi się podoba. W drugim secie zagrali bardzo dobrze zagrywką, podobała mi się gra Borczyńskiego, Nowika, a to co robił w polu Rafał Kwasowski było naprawdę wysokiej klasy. Podbijał w obronie naprawdę trudne piłki. Myślę, że jeśli chłopacy wytrzymają psychicznie, to mają spore szansę by utrzymać się w lidze.

Mimo pochwał ze strony rywali bydgoscy siatkarze nie byli zadowoleni.

Czuję spory niedosyt, bo myślę, że mogliśmy wykorzystać zmęczenie rywali i wygrać przynajmniej jeszcze seta – tłumaczył Krzysztof Kocik. – Zabrakło nam siły w ataku, nie skończyliśmy kilku ważnych piłek w kontratakach. Sporo problemów mieliśmy rzeczywiście z blokiem, ale przy dobrym przyjęciu Iwanow świetnie rozrzucał piłki i trudno było nam zdążyć. Z kolei, gdy my poprawiliśmy zagrywkę, to udało się wygrać drugiego seta. Myślę, że właśnie nad zagrywką powinniśmy popracować najwięcej. Nie daliśmy może plamy w tym spotkaniu, ale długie czekanie trochę trema spowodowały, że słabo rozpoczęliśmy mecze i szybko straciliśmy sześć punktów. Tak naprawdę nie wiedzieliśmy, na co nas stać. Wygrany set to z pewnością jakiś pozytywny akcent, ale nieporozumieniem byłoby cieszyć się z porażki 1:3. Choć to z pewnością lepsze niż 0:3.

Trener rywali, Ryszard Bosek, mistrz świata i mistrz olimpijski, chwalił zainteresowanie kibiców: – Macie szczęście, że tylu może przyjść na mecze waszej drużyny. U nas też by tyle przyszło, tylko, że większość stałaby pod halą (w Jastrzębiu mieści się na trybunach zaledwie 600 kibiców – red.). Nasz zespół nie jest jeszcze specjalnie przygotowany do ligi, trójka graczy była na mistrzostwach, a Dawid Murek 7 tygodni nie trenował. Dlatego tym bardziej cieszę się ze zwycięstwa, bo Delekta zagrała dobry mecz i zmusiła nas do wysiłku. Moi po pierwszym secie myśleli, że dalej się samo wygra, a tymczasem gospodarze nie poddali się, zagrali to, na co było ich stać i należą się im za to brawa. Zresztą tak będzie w każdym meczu, bo na papierze mamy mocny skład, a każdy chce pokonać faworyta.

Wiesław Popik też nie był, co zrozumiałe, zadowolony z występu: – Liczyłem po cichu na 5 setów, że może uda nam się urwać punkt rywalowi. Przy tak licznej publiczności, bardzo dobrym zespole przeciwnika moich z pewnością zjadła trochę trema. W pierwszym secie nic nam nie wychodziło, w drugim zagraliśmy już lepiej i był efekt. Brak nam siły ataku i i musimy koniecznie ściągnąć atakującego, by była rywalizacja w zespole. Marcin Olichwer starał się, ale w trzecim secie wszyscy bali się podjąć ryzyka, zabrakło też konsekwencji. Może gdyby u nas grał Grzesiek Szymański, to byśmy to spotkanie wygrali.

* Autorem tekstu jest Jacek Drozdowski.

źródło: Gazeta Pomorska

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Więcej artykułów z dnia :
2006-12-20

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved