Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Resoviacy zadowoleni, ale…

Resoviacy zadowoleni, ale…

Jeden punkt w inauguracyjnym spotkaniu PLS w Częstochowie to z pewnością jest duży sukces zespołu trenera Jana Sucha. Ale zostaje poczucie straconej szansy, że można było ugrać więcej.

Mogło być lepiej, ale zabrakło nam trochę szczęścia – mówi szkoleniowiec Resovii. – Punkt przywieziony z Częstochowy, która ma walczyć o mistrzostwo jest jednak rewelacyjnym wynikiem – dodaje. – Przed meczem nikt chyba nie liczył, że zdobędziemy tam punkt. My jednak wyszliśmy bojowo nastawieni i zrobiliśmy niespodziankę – twierdzi z kolei przyjmujący rzeszowian Wojciech Gradowski. – Jesteśmy zadowoleni, ale gdybyśmy zagrali lepiej na zagrywce i w obronie, to kto wie…

Akademicy z Częstochowy właśnie w obronie mieli największą przewagę nad rzeszowianami. – Dzięki temu zyskali więcej szans na ataki w kontrach – wspomina Gradowski. – My podbiliśmy 17 piłek, z czego Dusan Kubica wybronił siedem ataków. Pokazał tym samym, że wciąż ma bardzo dobry refleks – ocenia trener Jan Such. Również atak był mocną stroną AZS-u. Resoviacy natomiast zagrali w tym elemencie na skuteczności poniżej 45 procent. – Zawiodło przede wszystkim jedno skrzydło. Tam gdzie grał Geir Eithun. Dopiero gdy w czwartym secie wprowadziłem Karela Kvasnićkę to się poprawiło, choć Karel zagrał nie na swojej pozycji – analizuje rzeszowski szkoleniowiec.



Statystyki w ataku rzeszowianom poprawili środkowi, którzy w całym meczu atakowali aż 35 razy. – Częstochowa grała tym elementem o wiele rzadziej. My przy dobrym, 68 procentowym przyjęciu mogliśmy uruchamiać środek. Czasami jednak i te ataki były podbijane przez rywali – relacjonuje trener Such.

Rzeszowianie szansę na większą zdobycz punktową zmarnowali szczególnie w pierwszym secie. – Zrobiliśmy cztery błędy na zagrywce. Do tego Eithun dwa razy źle przyjął i zepsuł dwa ataki. Musiałem go zmienić, bo było widać, że jest stremowany. Pierwszy raz grał przy takiej widowni – tłumaczy rzeszowski szkoleniowiec.

Również piąta partia nie należała do najlepszych w wykonaniu rzeszowian. Kilka błędów spowodowało, że miejscowi odskoczyli na 7:0 i było po secie. – W całym meczu grało mi się dobrze i jestem zadowolony ze swojego występu, oczywiście oprócz piątego seta – wspomina Gradowski, który po niemal bezbłędnych czterech partiach w ostatniej popełnił kilka indywidualnych błędów. – Czasami tak jest, że w najważniejszych momentach coś się zacina – dodaje.

Gradowski na co dzień rywalizuje o miejsce w składzie właśnie z Kvasnićką, z którym w czwartym secie w Częstochowie poprowadził zespół do zdobycia jednego punktu. – Karel poprawił przyjęcie, zdobył dwa punkty blokiem i cztery atakiem. Rozważam więc możliwość wystawienia właśnie takiej pary na następne spotkanie przeciwko Politechnice – zdradza trener Such, który w sobotnim spotkaniu skorzystał z usług wszystkich dwunastu graczy. – To jest normalne, że gdy komuś idzie gorzej, to trener robi zmianę, by podstawowy zawodnik mógł odpocząć. Jeśli zmiennik się spisuje dobrze, to zostaje. Dobrze więc jest mieć na ławce kogoś, kto może pociągnąć grę – mówi Wojciech Gradowski.

Kolejne spotkanie rzeszowianie rozegrają już w piątek z Politechniką. Przez to rzeszowski szkoleniowiec musiał zmienić nieco plany treningów. – Przesuwamy siłownie z czwartku na środę. Poza tym pracujemy nad techniką. Trenować będziemy zagrywkę, bowiem w tym elemencie Gwardia zrobiła wiele szkody warszawianom. U nas więc taktyka będzie podobna – mówi Such.

źródło: gazeta.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Więcej artykułów z dnia :
2006-12-19

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved