Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Łukasz Kadziewicz: Lubisz pracować, masz szanse u Lozano

Łukasz Kadziewicz: Lubisz pracować, masz szanse u Lozano

- Ludzie przekonali się, że warto zainteresować się siatkówką. Że można przyjść na trybuny całymi rodzinami, obejrzeć mecz i świetnie się bawić - mówi środkowy Jastrzębskiego Węgla i reprezentacji Polski Łukasz Kadziewicz.

Liga wicemistrzów świata – to brzmi dumnie…

Łukasz Kadziewicz: Brzmi dumnie, ale trzeba zadbać o poziom ligi, by zbliżył się do tego, który prezentowała kadra na mistrzostwach świata. Wszystko zależy od formy siatkarzy, ale nie samych reprezentantów, tylko wszystkich.



Dziewięciu wicemistrzów świata powinno zagwarantować naprawdę wysoki poziom.

Tak, ale to nie tylko my stanowimy o sile ligi, tylko pozostali gracze. Zwłaszcza ci z dużym stażem ligowym, którzy kiedyś ocierali się o reprezentację. Można kupić trzy-cztery gwiazdy, ale obok nich muszą stać ludzie, którzy wiedzą, o co w tym sporcie chodzi. W Polsce jest wielu takich zawodników. Może nie sprawdzili się na arenie międzynarodowej, ale mają niesamowity bagaż doświadczeń. Cieszę się, że mogę grać obok takich ludzi.

O mistrzostwo znów walczą cztery najbogatsze kluby. Czy nie zaniża to poziomu?

Jeśli mówimy o poziomie ligi, to bardzo ważna sprawa. Zawodnicy grający we Włoszech opisują tę ligę jako trudną. Na przykład lider jedzie do 10. albo 11. drużyny i wynik do końca jest sprawą otwartą. Beniaminek po awansie kupuje kilka zagranicznych gwiazd, podpiera się kilkoma rodzimymi graczami i potrafi zagrozić najlepszym. W Polsce jeszcze tego nie ma. Ale spokojnie, PLS ma dopiero pięć lat, kluby dopiero teraz mogą swobodnie funkcjonować finansowo i jest realne, by za kilka lat większość drużyn prezentowała podobny poziom.

Pana faworyt do mistrzostwa Polski?

Oczywiście Jastrzębski Węgiel, choć zdaję sobie sprawę z tego, że każdy z zawodników z czołowej czwórki na to pytanie wskaże swój zespół. I nie dziwię się, że konkurencja wśród tych drużyn jest olbrzymia. Mistrza zdobędzie ten, kto lepiej wytrzyma fazę-play off i kto przystąpi do niej z najwyższej pozycji. Jeśli mój zespół ominą urazy, jestem spokojny o wyniki.

Jak Pana zmienił, sportowo i mentalnie, srebrny medal mistrzostw świata?

Zawsze staram się grać jak najlepiej, choć nie zawsze jest tak, jakbym chciał. Jako wicemistrz świata muszę trochę zmienić swoje zachowanie. I nie ukrywam, że jest to trudne, bo nie od dziś pracuję nad swoim charakterem. Czasem warto być spokojnym człowiekiem. Choć nie chciałbym, żeby studzenie mojego temperamentu wpłynęło na grę, bo kiedy starałem się zamknąć w sobie, nie zawsze dobrze mi szło. Szukam złotego środka i cieszę się, że są ludzie, którzy moje wady potrafią obrócić w atuty. Skoro podczas zgrupowań wytrzymali ze mną przez tyle dni bez większych awantur, to znaczy, że nie jestem taki najgorszy.

Miał Pan pretensje, że działacze, którzy wieszali na Panu psy po olsztyńskim incydencie, sami podczas mundialu w Japonii w różnym stanie śpiewali na trybunach: „Piotrek Gruszka niech żyje, niech się z nami napije”.

Nieraz w sporcie ktoś się potykał i stawał się później wielką gwiazdą. Więc jeśli ktoś się pomyli i przewróci, to nie warto go kopać, bo samemu można znaleźć się w takiej sytuacji. Nasz incydent jest nauczką dla wszystkich – zawodników, działaczy.

Czy to prawda, że Lozano stanął przed wyborem – Pan albo Krzysztof Ignaczak? Że nie chciał mieć w kadrze dwóch tak silnych osobowości?

W grupie 18 ludzi trudno znaleźć 18 milczków. Jeden się śmieje, drugi nie, każdy inaczej reaguje na stres i obciążenie treningowe. A ja nie jestem silną osobowością. Wystarczy mi powiedzieć dwa słowa i wiem, kiedy przyhamować. Wydaje mi się, że Lozano nigdy nie zdradzi, dlaczego tak wybrał. Z Krzyśkiem jesteśmy kolegami, świetnie się dogadujemy, to szalenie inteligentny facet i nie robiłbym z niego kozła ofiarnego, pijaczka czy awanturnika. Świetny zawodnik, ale nie miał szczęścia i nie pojechał. Nikt jednak nie zamyka przed nim kadry, tak jak nikt nie otwiera ich wszystkim medalistom mistrzostw świata. O miejsce trzeba walczyć non stop i pokazać to w lidze.

Trener zaszczepił Wam zasadę Beethovena, że talent to 2 proc., a reszta to ciężka praca?

Jest tylko kilku, którzy mogą nic nie robić, a wychodzą i piłka ich się słucha. Tak jak Dawid Murek, który długo leczył kontuzję, a teraz jest najlepszym zawodnikiem Jastrzębskiego Węgla. Tylko że Dawid jest do tego pracowity, stąd bierze się jego wysoka renoma. Trzeba pracować, bo jeśli popełnia się błąd, to w konsekwencji popełnia go cały zespół. Siatkówka jest grą zespołową i każdy musi zaangażować się na 100 proc. Trzeba też widzieć cel i do niego konsekwentnie dążyć.

Więcej w Gazecie Wyborczej.

Z Łukaszem Kadziewiczem rozmawiał Przemysław Iwańczyk.

źródło: gazeta.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Więcej artykułów z dnia :
2006-12-18

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved