Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > II liga mężczyzn > Grzegorz Guzal: Zawodnik od zadań specjalnych

Grzegorz Guzal: Zawodnik od zadań specjalnych

Po dwuletniej przerwie w grze i przygodzie z sędziowaniem wrócił do swojego macierzystego klubu. Specjalnie dla "Strefy Siatkówki" Grzegorz Guzal opowiada o swojej roli w drużynie i... pracy trenerskiej.

Jak zaczęła się Twoja przygoda z siatkówką?

Moja przygoda z siatkówką zaczęła się w szkolnym klubie sportowym przy szkole numer 21. Zajęcia tam prowadziła żona trenera Ignaczaka, która zainteresowała nas tą dyscypliną. Stamtąd trafiłem do grupy pana Waldemara Szczepanowskiego. W wieku młodzika trenowałem u niego, późnie u trenera Kwiatka, trenera Kruka, trenera Sobczyka. Potem mieliśmy jeszcze do czynienia z trenerem Botwiną (juniorzy starsi). Właśnie jako juniorzy starsi osiągnęliśmy największy sukces – Mistrzostwo Polski Juniorów. Nasz rocznik był dosyć silny, ponieważ wyszedł z niego Krzysiek Ignaczak, Marcin Kocik (choć był młodszy, to grał już u nas w drużynie), Piotrek Molenda (gra teraz w Kamiennej Górze), Marcin Fudała (obecnie już nie gra). Później cały czas grałem w pierwszej drużynie, przeżyliśmy wiele przygód. Rok czasu grałem w Legnicy, a na studia poszedłem do Zielonej Góry, gdzie grałem w tamtejszym AZS-ie.



Wiem, że miałeś przerwę w grze, w czasie której zająłeś się sędziowaniem. Co skłoniło Cię do tego?

Skłoniła mnie do tego chyba chęć kariery zawodowej. Jak się zaczyna pracować, to zaczyna troszeczkę brakować czasu. Przerwałem grę na dwa lata, przez rok czasu nie miałem w ogóle do czynienia z siatkówką. W drugim roku zrobiłem kurs sędziego i przez cały sezon sędziowałem. W tym roku trener zaproponował mi grę w Juventurze. Przyjąłem tą propozycję.

Czy zamierzasz jeszcze kiedyś w przyszłości sędziować?

Tak, zamierzam w przyszłym sezonie wrócić do sędziowania, bo są wymogi wiekowe do awansu na szczebel centralny.

Teraz ponownie wróciłeś do gry. Ponadto zajmujesz się trenowaniem młodzików. Jak godzisz dwie różne funkcje – zawodnika i trenera?

Młodzików trenuję dopiero od miesiąca i jestem na zastępstwie. W tym miesiącu jest ciężej, zdarza mi się nie przyjść na trening, ale jakoś daje sobie radę. Chłopcy trenują raczej o wcześniejszych porach, także zaraz po ich treningu jadę na swój. Mieliśmy tego przykład w Sycowie, gdy zdarzyło mi się jechać na mecz z kibicami. Jest to miłe, bo poznaje się ludzi, którzy także żyją tym sportem, choć z trochę innej strony.

Patrząc na rozwój tych młodych chłopców, jak oceniasz przyszłość wałbrzyskiej siatkówki?

W tej grupie mamy kilku chłopców, z których można by zrobić zawodników. Do tego potrzeba pracy, ich zaangażowania i przede wszystkim czasu. Są to młodzicy i w swojej grupie wiekowej nie prezentują się zbyt dobrze. Jednak uważam, że jeżeli przyłożymy się, będziemy trenować cztery razy w tygodniu, jeśli chłopcy podejdą do tego sumiennie, będą na wszystkich treningach, to dwóch, trzech mogłoby by być w wieku juniorskim wyróżniającymi się zawodnikami.

Nazywasz się „zawodnikiem od zadań specjalnych”, tzn. jakich?

(śmiech) Zgadza się, jestem zawodnikiem od zadań specjalnych, najczęściej wchodzę w trudnych momentach, jak na przykład w Sycowie. Jest to trudna zagrywka albo podwyższenie bloku, gdzie wchodzę za rozgrywającego zagrać czasem jedną akcję. Taka jest moja rola.

W jakich klubach poprzednio grałeś?

Wywodzę się z Wałbrzycha, więc jako junior grałem w Chełmcu Wałbrzych, później w AZS Zielona Góra (przez rok), Dukat Wałbrzych (po powrocie z Zielonej Góry), powrót do Chełmca, Legnica. Następnie dwa lata przerwy i obecnie Juventur.

Kto jest Twoim siatkarskim wzorem do naśladowania?

Nigdy się nad tym nie zastanawiałem. Jest wielu zawodników, których można brać za wzór, ale myślę, że najlepiej wzorować się na najlepszych – Andre Heller i Gustavo.

Siatkówka mocno odbija się na Twoim życiu prywatnym?

Nie, nie odbija się na moim życiu, akurat mam dużo wolnego czasu i staram się godzić wszystko: sport z pracą i życiem prywatnym. Jak się ma dużo zajęć, to zawsze się znajdzie czas dla siebie.

W zeszłym tygodniu odwaliłeś kawał dobrej roboty w meczu z Rośkiem. Myślisz, że trener da ci dzisiaj (mecz Juventur – Poltechnika Śląska Gliwice odbył się w sobotę, więcej tutaj – red.) szanse na dłuższy występ?

To chyba jest pytanie do trenera a nie do mnie, chociaż zapowiada, że na boisko wejdę. Ale wszystko zależy od tego, jak się będzie mecz układał. Spotkanie może być trudne, mogę nawet powiedzieć, że może być ono trudniejsze niż spotkanie z Sycowem. Z reguły tak bywa, że po meczu bardzo dobrym, a tamten nam wyszedł, choć widać było jak drużyna z Sycowa była zmobilizowana, ten może być słabszy w naszym wydaniu. Poza tym, to ostatnia runda przed obozem i świętami i może już trochę wpływać rozprężająco na zawodników. Dodatkowo zdarzyło się kilka drobnych urazów. W tym tygodniu trenowaliśmy troszeczkę rzadziej, we wtorek było nas chyba ośmiu, ale w piątek była prawie pełna obsada (bo mnie nie było, miałem trening z młodzieżą). Drużyna z Gliwic nie jest aż tak ciężkim przeciwnikiem, więc powinno być 3:0. A czy to będzie szybkie 3:0, tzw. godzina z prysznicem, to się okaże.

Masz jakieś plany na święta?

Święta spędzę w gronie rodzinnym a w drugi dzień świąt wyjazd na obóz. Do 30 grudnia siedzimy w górach i pracujemy nad formą i jeszcze lepszym przygotowaniem fizycznym oraz kondycyjnym. Jeśli spadnie śnieg, to obóz zapowiada się ciekawie.

Czego Ci życzyć na zakończenie rozmowy?

Chyba zdrowia przede wszystkim. Staramy się przygotować jak najlepiej do meczu i jeśli będziemy unikać kontuzji, to reszta przyjdzie.

Dziękuję za rozmowę.

– Ja również dziękuję.

Z Grzegorzem Guzalem rozmawiała Anna Jewtuchow.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
II liga mężczyzn

Więcej artykułów z dnia :
2006-12-17

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2019 Strefa Siatkówki All rights reserved