Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Grabowski: Naszym mistrzostwem będzie utrzymanie się w PLS

Grabowski: Naszym mistrzostwem będzie utrzymanie się w PLS

Przed sezonem PLS, redakcja serwisu internetowego gwardia.pl poprosiła o wywiad trenera, który całe swoje siatkarskie i trenerskie życie związał z Gwardią. Jest nim Jacek Grabowski.

Jak zaczęła się pana przygoda z siatkówką?

Wyrosłem na naszych mistrzach świata, a późniejszych mistrzach olimpijskich. Akurat miałem szczęście oglądać te finały. Byłem wtedy kilkunastoletnim chłopcem i miałem okazję połknąć tego bakcyla. Myślę, że to co było wtedy jest porównywalne z tym, co jest dzisiaj. Oczywiście dzisiaj media są na dużo wyższym poziomie i zdecydowanie więcej mogą. Wtedy te sukcesy były przyjęte bardzo entuzjastycznie w kraju i wtedy zaraziłem się tym na dobre. To oczywiście jedna przyczyna. Druga to taka, iż trafiłem do szkoły, gdzie tą siatkówkę się trenowało. Była to jedna z dwóch szkół we Wrocławiu gdzie tą siatkówkę się uprawiało. Do tej szkoły zresztą chodził mistrz olimpijski Stefański. Zresztą Włodzimierz jest wychowankiem tego samego trenera co ja, a mój trener w szkole podstawowej Adam Piechura był trenerem pięćdziesięciolecia na Dolnym Śląsku. Był to bardzo zasłużony człowiek, a jednocześnie znakomity pedagog i trener, żyjący oczywiście jeszcze do dzisiaj. Także wszystko zaczęło się w szkole podstawowej. Miałem wtedy lat 11 czy 12 i już zacząłem uprawiać siatkówkę. W wieku bodaj czternastu lat trafiłem do klubu Gwardia Wrocław i w ten sposób właśnie się to zaczęło.



Czy trudniej jest prowadzić drużynę męską czy żeńską?

Na to pytanie nie ma takiej prostej odpowiedzi. To zależy co mamy na myśli. Jest tyle aspektów pracy trenerskiej, że nie da się tego określić tak jednym słowem. Trudniej jest myślę w siatkówce męskiej w sensie osiągnięcia wyniku. Konkurencja jest na pewno większa. Jest duża grupa zawodników na podobnym poziomie, a bierze się to myślę z tego, iż siatkarzy jest więcej niż siatkarek. Na pewno też i sama gra ma więcej niuansów taktycznych czy też taktyczno-technicznych. Siatkówka żeńska na tym najwyższym poziomie jest na pewno skomplikowana taktycznie, ale im niżej to ten poziom jest powiedzmy taki sobie. Idąc dalej, to trudniej z dziewczynami się pracuje, bo w grze dużą rolę odgrywają aspekty psychologiczne. Trzeba być naprawdę dobrym psychologiem, aby stworzyć atmosferę do pracy i do wysiłku. To wymaga na pewno dużo większego podejścia niż w siatkówce męskiej. W siatkówce żeńskiej zawodniczki dużo szybciej dojrzewają i można dużo szybciej wprowadzić kogoś młodego. Najlepszy przykład na to jest w naszym klubie. Młode dziewczyny miały po 16 lat i grały w lidze, co w męskiej siatkówce jest praktycznie niemożliwe. Asia Kaczor miała 16 lat, Ania Barańska 17 i obie grały na boisku. Doliczając do tego dziewiętnastolatkę Bamber, dwudziestolatki Wieliczko i Świętońska. Mając takich zawodników nawet najwybitniejszych na świecie to byśmy w PLS-ie nie wygrali seta. Praca z dziewczynami jest też na pewno wdzięczniejsza, jeżeli oczywiście znajdzie się jakąś nić porozumienia.

Który z sezonów z Pana punktu widzenia był czy będzie trudniejszy – ubiegły czy ten nadchodzący?

Tamten sezon się już skończył, więc mogę powiedzieć, że był łatwy. Zajęliśmy szóste miejsce i wydawać by się mogło, że było łatwo. Tak jednak nie było, jak wiemy doskonale. Dwanaście kolejek na ostatnim miejscu. Dopiero po trzynastej kolejce przeskoczyliśmy Sosnowiec i weszliśmy na dziewiąte miejsce, czyli opuściliśmy tą czerwoną latarnie. W tym roku o tyle będzie trudniej, że liga jest dużo silniejsza. Są silniejsze zespoły i w związku z tym będzie jeszcze trudniej o punkty.

Która drużyna Gwardii jest według Pana mocniejsza, ta z przed roku czy obecna?

Chciałbym aby obecna drużyna była mocniejsza, chociaż to nie będzie takie łatwe. Na pewno w tym roku nie mamy takich indywidualności jak przed sezonem. Mieliśmy bardzo doświadczonych zawodników. Średnia wieku w pierwszej szóstce wynosiła bodajże ponad 30 lat. Natomiast w tym roku mamy zupełnie inny zespół. Przede wszystkim jest to drużyna dużo młodsza niż ta ostatnia. Atutami obecnego zespołu na pewno jest lepsza zagrywka, atak także jest mocniejszy w tym roku. Oczywiście wszystko zweryfikuje boisko, dlatego trudno jednoznacznie powiedzieć, która drużyna była czy będzie lepsza.

Która pozycja w drużynie Gwardii wymaga według Pana wzmocnień?

Chcielibyśmy wzmocnić przyjęcie. Oczywiście bardzo wieżę w tych chłopaków, że zrobią postęp, że będą walczyć, że zostawią serce na boisku. Mówię tu o Martinie, o Marcinie Ciesielskim, o Radku Szymczaku, czy też o Bartku Janeczku. Mimo wszystko są to zawodnicy niedoświadczeni i można się spodziewać różnych meczów. Na pewno byłoby im łatwiej gdyby był jeszcze ktoś z doświadczeniem ligowym, a jednocześnie pewny w tym przyjęciu.

Jaki jest plan minimum trenera Jacka Grabowskiego na nadchodzący sezon?

Myślę, że tutaj nie ma co się oszukiwać. Na pewno wielkim, ogromnym sukcesem, takim naszym mistrzostwem będzie utrzymanie w lidze. Jeżeli utrzymamy się w lidze to być może będzie to większy sukces dla nas niż dla tego zespołu, który zdobędzie mistrzostwo. Tak jak w ubiegłym roku my zajęliśmy szóste miejsce, Skra zdobyła mistrzostwo, a Częstochowa zajęła czwarte miejsce. My zrobiliśmy dużo więcej w ubiegłym roku niż Częstochowa czy Olsztyn. Na pewno w tym roku mamy najniższy budżet. Jeśli możemy się z kimkolwiek równać budżetem to tylko z Bydgoszczą. Na pewno pozostałe zespoły przerastają nas co najmniej dwukrotnie. Resovia, Jadar, Mostostal to są zespoły, które także nas przerastają, w związku z tym wygrywanie z nimi będzie bardzo trudne, bo jak wiadomo te budżety przekładają się bezpośrednio na zespół.

Która drużyna według Pana wywalczy w tym roku mistrzostwo, a z którym zespołem Gwardia będzie wałczyć o utrzymanie?

O utrzymanie to myślę, że chyba sensacji żadnych nie będzie. Bo byłoby sensacją gdyby Bydgoszcz okazał się zespołem dużo lepszym niż by na to wskazywała aktualna sytuacja kadrowa. Patrząc na składy zespołów to Jadar, Resovia, Mostostal, Poltechnika są zespołami zdecydowanie mocniejszymi od Bydgoszczy i od nas. Już nie mówię o tych pierwszych czterech zespołach, bo to jest jakby poza wszelkimi komentarzami. Patrząc na składy tych czterech zespołów to one są zdecydowanie silniejsze. Jeżeli chodzi o mistrzostwo to chociaż Jastrzębie ma trochę mocniejszy skład niż Olsztyn, postawię na Olsztyn.

Czy według Pana rozwój PLS idzie we właściwym kierunku? Czy nie gra w lidze za dużo obcokrajowców?

To nie jest robione na wzór koszykarskiej ligi, czy też na wzór włoskiej ligi siatkówki gdzie obcokrajowców jest po prostu za dużo. Myślę, że to co się dzieje w tej chwili jest właściwe. Sprowadza się dobrych zawodników i nie ma przesytu. Nawet jeśli w Częstochowie jest trzech obcokrajowców to takich klubów jest niewiele. Jednocześnie ci którzy są podnoszą poziom ligi. Myślę, że jest to dobry kierunek.

Który z Pańskich sukcesów ceni Pan sobie najbardziej?

Miałem przyjemność pracować w takich zespołach gdzie, albo musiałem awansować, albo musiałem grać o utrzymanie. Oczywiście nie narzekam z tego powodu, bo jestem dumny z tego, że wiele rzeczy udało się zrobić. Myślę że każdy z tych wyników był trudny do osiągnięcia, mówię tutaj najpierw o awansie z dziewczynami, później o utrzymaniu, gdzie nikt na nas nie stawiał. Awans z mężczyznami też był bardzo trudny, bo już wtedy i Radom i Bydgoszcz chciały awansować. No i utrzymanie w tym roku graniczyło z cudem, bo można powiedzieć, że nikt nie stawiał na nas, a nie dość, że się utrzymaliśmy to wskoczyliśmy o piętro wyżej. Nie ma tutaj może jakiegoś spektakularnego sukcesu, który by się wyróżniał. Chociaż za taki można by uznać dwukrotne drugie miejsce w Pucharze Polski z dziewczynami i awans do pucharów. To były takie nasze małe wicemistrzostwa Polski, bo za każdym razem trzeba było kogoś „wielkiego” wyeliminować. Obok spektakularnych sukcesów, to takim moim sukcesem było też to, iż potrafiłem postawić na odpowiednie zawodniczki. Ściągnąłem najpierw do Wrocławia Kaśkę Mroczkowską, strzał w dziesiątkę. Natalię Bamber, strzał w dziesiątkę. Ankę Barańską strzał w dziesiątkę, a Asię Kaczor sam sobie wychowałem. To były takie sukcesu ponadczasowe, bo te dziewczyny zostały tutaj wylansowane, o czym może nie wszyscy pamiętają.

Jako rodowity wrocławianin uważa Pan, że we Wrocławiu są odpowiednie warunki do uprawiania siatkówki?

Nie ma takich warunków dla młodzieży, bo nie ma w ogóle systemu szkolenia młodzieży w siatkówce. To, że jest jakaś tam kadra makroregionu, kadra województwa, to obligatoryjnie jest. Natomiast jedna szkoła dla dziewcząt, czy jedna szkoła dla chłopców na takie prawie milionowe miasto jak Wrocław to jest po prostu śmiech na sali. Na pewno to należałoby zmienić, tylko, żeby to zmienić to musiałby być system. Musiałyby być klasy sportowe z poszerzonym programem wychowania fizycznego ukierunkowane na siatkówkę. Wieżę, że ten sukces, który nasi siatkarze odnieśli przełoży się na to, że znajdziemy poparcie we władzach oświatowych i u tych którzy tworzą te struktury.

Z Jackiem Grabowskim rozmawiał:

Tomasz Gwozdecki (gwardia.pl)

źródło: gwardia.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Więcej artykułów z dnia :
2006-12-13

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved