Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > historia siatkówki > Zduńczyk, Lubiejewski, Rybaczewski, Kadziewicz i inni

Zduńczyk, Lubiejewski, Rybaczewski, Kadziewicz i inni

- Proponuję wam ciężką pracę, a jak mi zaufacie i uwierzycie w swoje możliwości, to odniesiemy sukces - nie, to nie są słowa Raula Lozano przed rozpoczęciem w Spale przygotowań do MŚ w Japonii, gdzie polscy siatkarze zdobyli srebro.

W ten sposób w 1960 roku Leszek Dorosz przekonywał swoich kolegów z AZS-u Olsztyn do poświęceń i wyrzeczeń. W ostatniej chwili został trenerem, gdyż poprzedni szkoleniowiec zrezygnował.

Sukces – awans do II ligi – przyszedł już po roku. – W ten sposób Olsztyn po raz pierwszy zaistniał w rozgrywkach centralnych – mówi Leszek Dorosz, legenda polskiej i olsztyńskiej siatkówki. – Praktycznie od tego czasu liczymy się cały czas w kraju. Były złote medale i degradacje, ale drugiej tak popularnej dyscypliny w stolicy Warmii nie ma. Jak ktoś mówi, że jest inaczej to się nie zna na rzeczy.



Po chwili dodaje, że zanim zakwalifikowali się do II ligi musieli udowodnić swoją wyższość nad „Miastem”. Tak oni, chłopaki z Kortowa, przyszli zootechnicy, agrotechnicy itp. nazywali tych z Olsztyna, głównie Spójni.

Leszek Dorosz poproszony o wymienienie pięciu najlepszych siatkarzy pochodzących Olsztyna i okolic chwilę się zastanawia i mówi: zacznę od Stanisława Zduńczyka.

Zawodnik wybitny, grał na przełomie lat 60. i 70., reprezentant Polski – mówi. – Był taki okres, że nasz AZS jeździł na tournee do Holandii i tam przodków Basa van der Goora uczyliśmy zasad nowoczesnego volleyballu. W zamian jako studenci Akademii Rolniczo-Technicznej podpatrywaliśmy ich rolnictwo. Zapraszaliśmy ich do siebie. Stąd też oni lepiej znają Kortowo niż Polacy. Niektórzy jeszcze teraz przyjeżdżają tutaj na wczasy. Z kolei Zduńczyka tak zafascynowało holenderskie rolnictwo, że tam został i w końcu otrzymał tytuł profesora. Czy może być lepszy przykład kariery sportowej i zawodowej?

Stanisław Lubiejewski grał w Bartoszycach w piłkę ręczną. – Gdy go zobaczyłem po raz pierwszy, od razu dostrzegłem u niego ogromne możliwości sportowe – mówi Leszek Dorosz. – Poza tym widziałem w nim jednostkę o predyspozycjach przywódczych. Po trzech latach treningu siatkarskiego trafił do kadry. Nie znam podobnego przypadku w sporcie wyczynowym.

Gdy wymienia nazwisko Mirosława Rybaczewskiego dodaje natychmiast: oczywiście wiem że pochodził z Warszawy. – Śmiem jednak twierdzić, że tylko u nas mógł zrobić taką karierę jaką zrobił – mówi. – Niewiele zresztą brakowało, że nie trafiłby do siatkówki. Rodzice byli przeciwni. W końcu zacząłem przekonywać babcię. Powiedziałem, że wnuk nie jedzie do Olsztyna grać w siatkówkę tylko studiować. Nauka była najważniejsza. Dodałem, że przy okazji może coś zagra. Wymieniłem wszystkie najlepsze cechy wnuka i usłyszałem: no to niech Mirek jedzie.

Łukasza Kadziewicza Leszek Dorosz zobaczył w Dobrym Mieście i nie miał chwili wątpliwości, że „taki talent zdarza się bardzo rzadko.” Podobnie było z Wojciechem Grzybem. – O nim można powiedzieć, że w Olsztynie został siatkarsko odchowany od małego – mówi Leszek Dorosz. – Wyrósł on w jednej z naszych siatkarskich grup. Jest to chłopak mądry, sumienny, solidny. Nie wiem jakimi pozytywnymi słowami mógłbym go opisać.

Leszek Dorosz dodaje, że w Olsztynie mamy całą kolekcję zdolnych, młodych ludzi. Najbardziej znany jest Marcin Możdżonek. Był już w szerokie kadrze u Raula Lozano. W PLS-ie grał Patryk Czarnowski. Obaj już dużo umieję. Muszą jeszcze tylko zdobyć doświadczenie.

źródło: pls.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
historia siatkówki, inne

Więcej artykułów z dnia :
2006-12-08

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved