Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > reprezentacja Polski mężczyzn > Michał Winiarski postawił w życiu na sport

Michał Winiarski postawił w życiu na sport

Wtedy gdy Michał Winiarski w swoim mieszkaniu w Trydencie przytulał po raz pierwszy swojego synka, reprezentacja Polski siatkarzy zasiadała z premierem Jarosławem Kaczyńskim w Urzędzie Rady Ministrów do oficjalnego śniadania.

Zrezygnowałem z tej uroczystości. Chciałem jak najszybciej zobaczyć swoje dziecko. Jasne, że miło byłoby fetować w Polsce nasz srebrny medal, być u premiera i prezydenta, ale spotkanie z żoną i synkiem było najważniejsze – nie ma wątpliwości 23-letni sportowiec, który nauczył się siatkówki w Bydgoszczy, a teraz mieszka w Trydencie na północy Włoch i gra w tamtejszym zespole ligowym.

Po mistrzostwach świata w Japonii wrócił do żony Dagmary i Oliwiera najszybciej jak tylko mógł. Polska drużyna w niedzielę grała ostatni mecz w mistrzostwach świata. Biało-czerwoni przegrali w finale 0:3 z Brazylią i stanęli na drugim stopniu podium w Tokio. Nazajutrz rano Winiarski z kolegami był już na lotnisku w stolicy Japonii. W poniedziałek o 18 samolot z drużyną Raula Lozano lądował we Frankfurcie. Reprezentacja przesiadła się tam na lot do Warszawy, gdzie na Okęciu przywitało ich wieczorem kilka tysięcy ludzi.



Winiarski nie poleciał z resztą zespołu. W Monachium wsiadł do pociągu. Przejechał na włoską stronę Alp i we wtorek o trzeciej nad ranem był już w Trydencie. Akurat mijał tydzień od narodzin pierworodnego Oliwiera. W dniu, kiedy chłopiec przyszedł na świat, nasi siatkarze wygrali najtrudniejszy mecz tych mistrzostw, który otworzył im drogę do medali. Pokonali 3:2 Rosję. O 11 wieczorem Winiarski wyskoczył z okrzykiem radości z hotelowego pokoju w Sendai: – „Mam syna! Jest Oliwier!„.

Z żoną w Trydencie i rodzicami w Bydgoszczy kontaktował się potem przez internet. Podczas pierwszego dnia pobytu w Japonii specjalnie kupił laptopa w tym celu. Jerzy Winiarski, ojciec Michała: – Miał kamerę. Zawsze po południu, kiedy u niego była mniej więcej 22-23 wieczorem, dzwoniliśmy do niego przez Skype’a. Przez internet dostał też zdjęcia Oliwiera, kiedy mały był jeszcze w szpitalu.

W Trydencie, stutysięcznym mieście blisko granicy z Austrią i Słowenią, Dagmara i Michał są od sierpnia tego roku. Wtedy Michał został zawodnikiem klubu Itas Diatec Trentino. To nie przypadek. O tym, żeby być we włoskiej lidze, marzy każdy siatkarz. Jest najlepsza, najbardziej prestiżowa i grają w niej najsłynniejsi zawodnicy na świecie. W tej samej drużynie, co Michał, występują dwaj mistrzowie świata z Brazylii: Andre Nascimento i Andre Heller.

Winiarski grał wcześniej w najlepszej polskiej drużynie Skrze Bełchatów, w której zarabiał 400 tys. zł rocznie. Starali się o niego także Rosjanie, którzy płacą swym siatkarzom najwięcej na świecie. Iskra Odincowo oferowała mu 900 tys. dolarów. – Chcieli go u siebie, ale on wolał się sprawdzić z prawdziwymi mistrzami. Zresztą takie było jego marzenie, odkąd zaczął grać w siatkówkę: zagrać we włoskiej lidze – mówi Jerzy Winiarski.

Waldemar Szalbierz, pierwszy trener Winiarskiego, który uczył go grać w siatkówkę w bydgoskim klubie Chemik: – Nic dziwnego, że wolał Włochy. To siatkarska mekka, a Michał od samego początku wiedział, co chce osiągnąć w sporcie. Jednak pomimo tego, że od dwóch do czterech godzin dziennie spędzał na treningach, nie opuścił się w nauce. Jego dyscyplina była stawiana za przykład innym – charakteryzuje swojego byłego zawodnika.

Szalbierz od początku wróżył karierę Michałowi: – On ma wprost niesamowite wyczucie piłki. To wielki dar. Tego brakuje bardzo wielu siatkarzom. Pamiętam, że wtedy miałem dwóch takich chłopaków. Tyle że ten drugi przestał rosnąć i niestety, nie mógł zrobić kariery. A o Michale już od piątej klasy szkoły podstawowej z uznaniem mówiła cała siatkarska Polska. Jeździliśmy na turnieje i wszyscy trenerzy o niego pytali.

Z uwagą karierę Michała śledzi też Mirosław Graczyk, dyrektor Szkoły Podstawowej nr 60: – To był nasz uczeń – mówi z dumą. – Chyba cała moja szkoła oglądała występy Michała w Japonii. Moim zdaniem był tam objawieniem. Najbardziej cieszę się, że sukcesy nie zmieniły go i nie zawróciły w głowie. O Michale mogę mówić w samych superlatywach. W szkole nie było z nim żadnych kłopotów. Był lubiany i przez kolegów, ale przede wszystkim przez koleżanki. Dobrze się uczył, a w dodatku bardzo szybko też zaczął odnosić sukcesy w sporcie.

Na początku lat 90. Michał wcale nie był pewien, czy poświęci się siatkówce. Właściwie wolał piłkę nożną. Futbol z upodobaniem ćwiczył na boiskach Chemika. Nic dziwnego: do klubu, w którym spędzał całe dnie, miał blisko – ledwie 400 m od domu. – Do piętnastego roku życia nie wiedział, jaki sport wybierze – wspomina ojciec. Gra w piłkę nożną szła Michałowi świetnie. Jako nastolatek reprezentował województwo w rozgrywkach ogólnopolskich, m.in. w tzw. Pucharze Kuchara, mistrzostwach Polski 14-latków.

Trenerzy mówili wręcz, że ma talent – mówi Jerzy Winiarski. – I to jaki. Był kapitanem reprezentacji naszego województwa. Jeździliśmy na turnieje za granicą. Pamiętam, że na zawodach w Anglii i w Czechach został królem strzelców. Wiele bramek zdobywał głową. Zawsze wysoko skakał. No i przede wszystkim Michał to bardzo grzeczny chłopak. Jego ojciec miał sklep, a on często zapraszał do niego kolegów z zespołu na lody i colę – opowiada Michał Dołożenko, który był opiekunem Winiarskiego w reprezentacji naszego województwa.

Piłka nożna to do tej pory drugi po siatkówce ulubiony sport. Na pytanie o hobby odpowiada: „Komputery i gra w piłkę”. – Wiem, że kiedy mają mecze piłkarskie na zgrupowaniach kadry siatkarzy, pokazuje jeszcze chłopakom różne sztuczki techniczne – mówi Dołożenko. Joanna Winiarska, starsza siostra Michała uważa, że Michał ma po prostu dryg do sportu: – Jakiejkolwiek dyscypliny by nie uprawiał, to w każdej miał szansę odnieść sukces. Ona sama była siatkarką Pałacu Bydgoszcz w latach 90. Zdobyła mistrzostwo Polski. W małej hali na piętrze Pałacu Młodzieży Michał oglądał pierwsze mecze siatkówki z jej udziałem. – Stawał w hali na szczeblach gimnastycznych drabinek, żeby lepiej widzieć. Po zakończeniu spotkań zostawaliśmy i razem odbijaliśmy piłkę. Wtedy to jednak była tylko zabawa – wspomina Joanna Winiarska.

Osiem lat temu nastolatek z bydgoskich Glinek, który ciągle marzył o karierze futbolowej gwiazdy, zaczął nagle bardzo szybko rosnąć. – Pamiętam, że skoczył w ciągu kilku miesięcy o 15 cm w górę i pod względem fizycznym zaczął przypominać siatkarza, a nie piłkarza – mówi Dołożenko. – Nagle okazało się, że mój syn ma 193 cm wzrostu i mnie przerósł. Swego dziadka, który miał 205, jednak już nie przegoni – opowiada ojciec Michała.

Nie było więc wyjścia, młody Winiarski musiał wybrać siatkówkę. Natura sama o tym zdecydowała. To oznaczało też szybki wyjazd z Bydgoszczy, od razu po skończeniu ósmej klasy w SP 60. Tak jak wszyscy najbardziej utalentowani nastoletni siatkarze w Polsce, musiał zostać skoszarowany w Szkole Mistrzostwa Sportowego w Rzeszowie.

Grażyna Winiarska, mama Michała: – Sama musiałam rozstrzygnąć, czy posłać tam syna, bo mąż był wtedy za granicą. To była najtrudniejsza decyzja w moim życiu, bo wiązała się ze zgodą na rozstanie z Michałem. Miał przecież 15 lat i zaczynał się czas, w którym kształtowała się jego dorosłość. Bardzo żałowałam, że działo się to z dala od domu rodzinnego. Michał zawsze był jednak zdecydowany i postawił na sport w swym życiu.

Wówczas właściwie rozstał się na dobre z domem rodzinnym. – Na szczęście po roku SMS przeniesiono z Rzeszowa do Spały. To tylko 270 km od Bydgoszczy, dwa razy bliżej niż do Rzeszowa. Łatwiej było nam do niego pojechać. Od drugiej klasy liceum zaczął już grać w ligowej drużynie SMS Spała. Wtedy zaczęliśmy jeździć za nim w soboty po Polsce, żeby się zobaczyć podczas meczów – opowiada ojciec.

Michałowi ciężko było żyć z dala od rodziny: – Zdarzało się, że nawet święta spędzałem bez bliskich. Tęskniłem do domu, ale się do tego przyzwyczaiłem. Nauka w sportowym liceum trwała cztery lata. Kiedy miał 19 lat, od razu po skończeniu SMS, podpisał pierwszy zawodowy kontrakt. Ze Spały powędrował do Częstochowy. Trafił do jednej z najlepszych polskich drużyn ligowych. Zdobył z AZS srebrny i brązowy medal mistrzostw Polski. W plebiscycie czytelników częstochowskiej „Gazety Wyborczej” został wybrany na najlepszego siatkarza drużyny.

Medale z AZS to pierwsze trofea Winiarskiego w „dorosłej” siatkówce. W 2006 roku było też mistrzostwo Polski w barwach Skry Bełchatów, ostatniego jego klubu w Polsce. Wszystkie trofea zbierają rodzice Michała. Dwie ściany największego pokoju w ich mieszkaniu przesłaniają jego nagrody i medale zdobyte w ciągu ostatnich ośmiu lat. Na honorowym miejscu wiszą medale z mistrzostw Europy kadetów i świata juniorów: srebrny z 2001 roku, kiedy został wicemistrzem Europy kadetów i złoty mistrzostw świata juniorów z 2003 roku.

Na razie nie wiemy – wyjaśnia Jerzy Winiarski. – Wezmę go w ręce w święta. Obiecał, że go pożyczy. Wtedy przywiozę go do Bydgoszczy. Jedziemy z żoną do Trydentu nacieszyć się wnukiem i spotkać z synem i synową – dodaje ojciec wicemistrza świata, który od lat pieczołowicie prowadzi kronikę sportowych wyczynów syna. To wielka i gruba księga. – Robię to, bo on nie ma na to czasu, a sądzę, że warto zatrzymać na jej stronach ten czas. Dam ją Michałowi. Niech potem pokaże ją swoim dzieciom i wnukom – mówi ojciec siatkarza.

Jednym z pierwszych artykułów wklejonych do kroniki jest tekst „Śladami siostry”, który ukazał się ponad osiem lat temu w „Ilustrowanym Kurierze Polskim”. Na zdjęciu widać wysokiego i nadzwyczaj poważnego jak na swój wiek nastolatka ubranego w koszulkę Chicago Bulls.

Jerzy Winiarski: – To dziś zabrzmi niesamowicie, ale Michał wtedy dokładnie opowiedział, jak ma wyglądać jego sportowa droga. Mówił, że najpierw chce trafić do silnej ligowej drużyny w Polsce, potem znaleźć się w reprezentacji kraju i trafić do włoskiej ligi. I wszystko po kolei zrealizował. Takim jest człowiekiem, bardzo konkretnie dążącym do celu. Tylko tego srebra z Japonii nawet on nie mógł sobie zaplanować. Joanna nie ma wątpliwości, że sukcesy Michała to częściowo zasługa rodziców: – To dzięki nim zostaliśmy sportowcami. Wspierali nas psychicznie. Najpierw mnie, gdy grałam w ekstraklasie, a teraz Michała. Zawsze poświęcali nam bardzo dużo czasu. To ich oddanie odczuwaliśmy na każdym kroku.

Autorami tekstu są Wojciech Borakiewicz, Waldemar Wojtkowiak – Gazeta Wyborcza

źródło: gazeta.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
reprezentacja Polski mężczyzn

Więcej artykułów z dnia :
2006-12-08

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved