Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > inne > Siatkówkomania czy „jednodniowi” polscy kibice?

Siatkówkomania czy „jednodniowi” polscy kibice?

Była małyszomania, obecnie jest kubicomania. Czy będzie siatkówkomania? Brak sukcesów na arenach światowych powoduje, że dyscyplina, w której wreszcie przychodzi duży sukces, staje się „sportem narodowym”. Tak jest z siatkówką...

Przed japońskimi mistrzostwami świata, mało kto przewidywał, aż taki sukces podopiecznych Raula Lozano. W 2004 roku, podczas IO w Atenach, Polacy byli w grupie drużyn na miejscach 5-8. Wtedy wydawało się, że to wszystko, na co stać naszą reprezentację. Rok później mieliśmy już nowego szkoleniowca kadry i tylko o włos przegraliśmy 3 miejsce w Lidze Światowej.

Transmisje telewizyjne przyciągają miliony widzów, na meczach hale są wypełnione, a doping tysięcy wspaniałych fanów może jedynie pomagać. Jeśli zawodnicy mieliby dla kogoś wygrywać to z pewnością dla nich. Jak zwykle po sukcesach w tego typu imprezach, zwłaszcza tych promowanych przez stacje telewizyjne, zainteresowanie dyscypliną rośnie, rośnie też liczba osób na trybunach. Co z tego, że gro sympatyków ma małe pojęcie o przepisach i o co w tej grze chodzi, liczy się sukces. Jak napisał jeden ze Strefowiczów: Już teraz połowa Spodka jest wypełniona ludźmi, którzy przychodzą, aby się dobrze bawić, a nie popatrzeć na mecz. Większość z nich nie zna zasad. Klaszcze tylko wtedy, kiedy zawodnicy po akcji zbiegają się na środku parkietu. To tacy „jednodniowi kibice”, którzy wykazują nagle olbrzymie zafascynowanie naszą drużyną i gadają tylko o meczach, ekscytują się zawodnikami, często nawet myląc przy tym imiona i nazwiska. Z drugiej strony to właśnie „nasza” drużyna. Nie tylko sędziów i działaczy siatkarskich, którzy znają przepisy jak nikt inny. Może właśnie to, że każdy może przyjść na mecz

i pokrzyczeć, sprawiło, że polscy kibice są jednymi z najaktywniejszych. Jak mówi jeden z nich: Może o to właśnie chodzi w kibicowaniu, aby się dobrze bawić? Cieszyć się spotkaniem, a nie analizować wydarzenia „akcja po akcji”. Od poważnego analizowania są komentatorzy w studiu. Oddzielmy pojęcie ekspert, od pojęcia kibic. To kibice – jak widać niekoniecznie stawiający sobie za cel „koniecznie i za wszelką cenę obejrzeć zwycięstwo”.



Jednak samym zawodnikom czegoś, do czasu japońskich mistrzostw, zawsze brakowało. Brakowało wiary we własne możliwości, przekonania, że mogą wygrać z każdym, co dzisiaj już u nich widać, jak podkreślają komentatorzy. Co więc się stało, albo kto sprawił, że nagle ta wiara się pojawiła? Mentalności zawodników, w przeciwieństwie do ich kondycji czy sprawności nie da się tak łatwo zmienić. Z pewnością nie w tak krótkim czasie. Może więc to słabsza dyspozycja rywali dodała wiatru w żagle? Może „szczęśliwe losowanie grup” – z pewnością całkowicie przypadkowe również dla gospodarzy (Polska była w grupie razem z Japonią – gospodarzem MŚ)? Może łatwi przeciwnicy i szybkie wygrane już na samym początku mogły sprawić, że coś w głowach polskich siatkarzy się zmieniło? Jedna porażka na 11 spotkań – to przecież mówi samo za siebie. To nie mógł być tylko przypadek. Widzieliśmy, że nawet Rosjan, mających już wygraną w kieszeni zawiodła psychika. Duma i radość po tym spotkaniu udzieliła się wszystkim. – To chyba właśnie jest patriotyzm, ta duma, ten moment, kiedy człowiekowi łzy do oczu płyną po ostatniej piłce z Rosjanami – mówi jeden z kibiców. Skończyło się zatem szukanie winnych i przyczyn porażek, a na zdjęciach kadrowicze nie stoją już na boisku w pieluchach. Wydaje się, że w sporcie punkt widzenia nie zależy od punktu siedzenia, ale zależy od osiągniętego wyniku.

O wzroście zainteresowania siatkówką wśród Polaków, przekonaliśmy się, analizując ilość ogłoszeń, umieszczanych na łamach Strefy Siatkówki, przez osoby poszukujące klubów, bądź chętne do gry na zasadach czysto amatorskich. W trakcie MŚ liczba ta parokrotnie się zwiększyła. Sezonowość zawodów sportowych, wymusza również długodystansowe podejście do sprawy marketingu, który przynajmniej obecne urasta do dominującego aspektu sportowej rywalizacji. Już teraz widać, że brakuje chociażby detalicznej sprzedaży koszulek, w których występują nasi reprezentanci. Władze Polskiego Związku Piłki Siatkowej, można by ogólnikowo powiedzieć, że „sprawę przespały”, ale kto mógł się spodziewać, że zajdziemy tak wysoko?

Właśnie, „kto mógł się spodziewać?”. To bardzo przewrotne, a zarazem niebezpieczne pytanie. Jak długo z rozbrajającą szczerością będziemy je zadawali, nie grozi nam wypaczenie tak modnego od lat terminu „maniacy sportu”. Jak długo będziemy panowali nad swoją „manią”, a nawet reżyserowali w pewnym sensie swoje pozytywne zachowania; jak długo będziemy sami dbali o pewną „tajemniczą otoczkę i szczyptę niepewności” w sukcesie sportowym, Tak długo będziemy się mogli cieszyć swoją „siatkówkomanią”. Tak długo będzie niosła ona nam wszystkim radość.

Tak – warto o tym pamiętać, że „siatkówkomanii”, jak każdej „sportomanii”, należy się po prostu cały czas uczyć. Dzisiaj cieszymy się sukcesem naszych „Orłów”, ale nie dajmy, aby zawładnął nami „zły duch siatkówkomanii”. Podpowiadający, że „poza zwycięstwem nic się nie liczy”. Takie niebezpieczeństwo jest bliższe niż nam się wydaje. To Brazylijczycy – najwięksi „futbolomani” na świecie – noszący swoich pupili na rękach po kolejnych mistrzowskich tytułach, pustką na lotnisku i złowrogą obojętnością, przyjęli w tym roku dość nie dumnie wracającą z niemieckiego Mundialu reprezentację. Nie dość fanom było tego upokorzenia, to jeszcze po raz pierwszy w historii brazylijskiego futbolu, kibice w swoim głosowaniu na „najlepszego gracza w piłkę nożną” (bez podziału na mężczyzn i kobiety), wybrali ulubienicę z reprezentacji żeńskiej, jako bohaterkę 2006 roku. Jak widzimy, gorzką pigułkę czasami musi przełknąć sportowiec, gdy „mania” zaczyna przeradzać się w coś z pogranicza nietolerancji i szowinizmu…

Można by też powiedzieć, że ani kibice, ani sportowcy nie powinni wzajemnie wciągać siebie w „sportomanię” jeżeli sami do tego nie dorośli. Bo wtedy nie potrafiący się zachować kibice, zignorują powrót niedawno jeszcze noszonych na rękach piłkarzy do domu (Brazylia). W grupie, czy w pojedynkę, ale może im przyjść do głowy tak głupi pomysł, aby przyprawić swoim „pampersy w kroku” (Polska). Ci jeszcze mniej odporni ale za to bardziej fanatyczni, wyrzucają przed laty, po porażce piłkarzy Brazylii, telewizor z okna na 10 piętrze, zabijając przechodnia (Sao Paulo), albo skaczą z wysokiego mostu (Recife), z okrzykiem „nienawidzę Pele”, bo biedakowi wraz z drużyną nie wyszły angielskie mistrzostwa świata.

U naszych siatkarzy widać coraz większy profesjonalizm i w tym co robią i w tym co mówią. My – kibice – starajmy się zatem im dorównać. Dbajmy o swój poziom „siatkówkomanii”, abyśmy swoim brakiem nie pielęgnowanej ogłady sportowej, nie sprawili w przyszłości swoim siatkarskim idolom przykrości i zawodu. Abyśmy nie skończyli kiedyś tak, jak w tym roku „Małyszomani”.

Zastanówmy się wszyscy, bo od „Małyszomanii” do „siatkówkomanii” wbrew pozorom odległość nie jest daleka. Wyobraźcie sobie, że medalowa pozycja Adama Małysza podczas konkursu o Puchar Świata w Lillehammer, w minionym tygodniu, właściwie została przez Polaków przegapiona… To nie możliwe, aby wśród „Małyszomanów” nie było żadnego „siatkówkomana”. Ta myśl zaś budzi lekkie poczucie żalu i zarazem wstydu…

źródło: inf. własna

nadesłał: ,

Więcej artykułów z kategorii :
inne, mistrzostwa świata

Więcej artykułów z dnia :
2006-12-06

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved