Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > mistrzostwa świata > Łukasz Kadziewicz: Wszystko jest trochę rozdmuchane

Łukasz Kadziewicz: Wszystko jest trochę rozdmuchane

- Brazylijczycy zbili nas, i to naprawdę. Ale po raz ostatni. To świetna drużyna z charyzmatycznymi postaciami, wielkimi nazwiskami. Jednak pokazaliśmy w japońskim turnieju, że potrafimy grać z najlepszymi i teraz sami należymy do najlepszych - mówi Łukasz Kadziewicz.

Jesteście wicemistrzami świata, z czego wszyscy bardzo się cieszymy. Ale to też do czegoś zobowiązuje. Zdajecie sobie chyba sprawę z tego, że na każdym kolejnym turnieju oczekiwania w stosunku do was będą ogromne?

Wszyscy bardzo dobrze o tym wiemy i jesteśmy na to przygotowani. Mamy świadomość tego, czego dokonaliśmy i chcemy kontynuować dobrą passę. Co roku jest jakaś wielka impreza i jeśli za każdym razem po powrocie do kraju mielibyśmy spotykać się w tak miłej atmosferze to wszyscy, kibice, dziennikarze a także i my będziemy z tego zadowoleni.



Spędziliście ze sobą razem bardzo wiele czasu. Nie macie siebie już dość?

Ja miałem wspaniałego kolegę z pokoju, Łukasza Żygadłę. Mieszkaliśmy razem przez 6 miesięcy. To fantastyczny człowiek. Wszystkim polecam jego towarzystwo, jest świetnym gościem. Wszyscy uważamy się za profesjonalistów, choć wielu w ten nasz profesjonalizm powątpiewa. Zdobyliśmy srebrne medale Mistrzostw Świata i wiemy już którą drogą należy podążać by zajmować wysokie miejsca w czasie wielkich imprez. Będziemy starali się w przyszłym roku osiagać równie znakomite rezultaty, jak w tym.

Pokonaliście w Japonii wszystkich poza wielką Brazylią. Czy „Canarinhos” są do pokonania?

Zbili nas, i to naprawdę. Ale po raz ostatni. To świetna drużyna z charyzmatycznymi postaciami, wielkimi nazwiskami. Jednak pokazaliśmy w japońskim turnieju, że potrafimy grać z najlepszymi i teraz sami należymy do najlepszych. Brazylijczycy zdają sobie sprawę z tego, że następnym razem już tak dobrego meczu jak w finale nie zagrają, a my nie zagramy tak słabo. Na pewno kolejna potyczka będzie stała na bardzo wysokim poziomie, a kto zwycięży? Liczę na to, że Polska.

Piotr Gruszka powiedział, że będziecie mistrzami świata…

Piotrek jest doświadczonym graczem i na pewno wie co mówi. Po drodze będzie Pekin, ale to dopiero za dwa lata. A my nie wiemy nawet, co stanie się za pięć minut. Koncentrujemy się na najbliższej imprezie, na najbliższym meczu. Ja w tym momencie myślę tylko i wyłącznie o lidze polskiej, za dwa tygodnie jadę do Bydgoszczy na mecz PLS. Teraz to jest dla mnie ważne. Będę starał się w jak najlepszy sposób świadczyć usługi mojemu obecnemu klubowi, Jastrzębskiemu Węglowi.

Jesteście na daną chwilę najlepszym europejskim zespołem. Udowodnicie to w przyszłym roku na Mistrzostwach Europy w Moskwie i Sankt Petersburgu?

Liczymy na to, na pewno tam bardzo mocna będzie Rosja, gra u siebie, a po tak słabym występie na Mistrzostwach Świata na pewno wystąpią tam zmiany. Rosjanie będą chcieli wrócić na pierwsze miejsce na Starym Kontynencie, ale będą mieli duże problemy z nami. Spotykamy się już w fazie grupowej. Wydaje mi sie, że przyszłoroczne Mistrzostwa Europy to będzie bardzo ciekawy turniej i że przywieziemy stamtąd medal. Wydaje mi się, że możemy przez długie lata posiedzieć w fotelu, w którym zasiada pierwsza europejska trójka.

Jeśli tak sie stanie to wam przyjdzie wkrótce pełnić rolę siatkarskich legend. Jak wyobraża Pan sobie sytuację, w której za kilka, kilkanaście lat będzie pan pełnił rolę takiego autorytetu w polskiej siatkówce jak obecnie Edward Skorek, Tomasz Wójtowicz czy Ryszard Bosek?

Tych ludzi bardzo szanuję, ale po zakończeniu kariery siatkarskiej, myślę, że stanie się to za około 10 lat, chciałbym zająć się czymś innym. To szalenie odpowiedzialna sprawa, a ja się chyba nie nadaję do pełnienia roli ambasadora polskiej siatkówki, do tworzenia legendy. Jestem zwykłym, szarym siatkarzem. A w tej drużynie jest kilka wielkich gwiazd i wydaje mi się, że moi koledzy z boiska będą w przyszłości rządzić naszym związkiem czy występować w roli komentatorów telewizyjnych, bo naprawdę reprezentują sobą bardzo wiele.

O panu zaczyna się mówić, że jest pan specjalistą od siatkarskich bon motów.

Nie uważam tak. To chyba taki troszeczkę przekłamany fakt. Przez „Fakt” (śmiech).

Jakie są plany na najbliższą przyszłość. Czy planujesz nadal grać w polskiej lidze, czy może podpisać lukratywny kontrakt z klubem z Rosji czy Włoch?

W Polsce zarabia się bardzo dobre pieniądze. W jednej z gazet przeczytałem co prawda, że przeciętny siatkarz w polskiej lidze zarabia 350 tysięcy euro. Jak ja bym tyle zarabiał, to nie grałbym w siatkówkę przez długie lata. To są koszmarne, wielkie pieniądze, na które trzeba pracować bardzo długo. Nasza liga jest bardzo mocna. W tym roku gram w Jastrzębiu i chcę w 100 procentach wypełnić swój kontrakt.

A nie korci Pana perspektywa gry w Sisley’u Treviso czy w słynnej Maceracie?

To wielkie kluby, wielkie nazwy. Na razie, kilka dni po finale Mistrzostw Świata wszystko wokół nas jest troszkę rozdmuchane. Nam może czasem wyrwać się jakaś górnolotna wypowiedź, że pora podbić świat. W Sisley’u i Maceracie grają naprawdę świetni zawodnicy a ja po jednej udanej imprezie mimo wszystko muszę jeszcze udowodnić kilka razy, że jestem dobrym siatkarzem.

Z Łukaszem Kadziewiczem rozmawiał Grzegorz Wojnarowski – Wirtualna Polska.

źródło: wp.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
mistrzostwa świata, reprezentacja Polski mężczyzn

Więcej artykułów z dnia :
2006-12-06

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved