Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > mistrzostwa świata > Dramat Gacka w mistrzowskim finale

Dramat Gacka w mistrzowskim finale

Mistrzostwa Świata zakończyły się dziś wielkim dramatem Piotra Gacka i symbolicznym gestem polskich siatkarzy, którzy zadedykowali zdobyte w Japonii srebrne medale, tragicznie zmarłemu przed rokiem Arkadiuszowi Gołasiowi.

Libero częstochowskiego Wkręt-Met-u w Japonii był jednym z bohaterów m.in. wygranego przez Polaków 3:2 meczu z Rosją. Świetnie grał w półfinale z Bułgarią i właśnie wtedy spotkało go nieszczęście. Na początku czwartego seta skręcił staw skokowy. Dotrwał do końca spotkania, ale zamiast cieszyć się ze zwycięstwa leżał przy linii bocznej boiska opatrywany przez lekarzy. Kontuzja okazała się poważna, a do finału zostało 24 godziny. – Rano przed meczem z Brazylią mąż powiedział mi, że nie zagra. Kostka była podobno w kiepskim stanie – mówiła w rozmowie z Gazetą żona Gacka, Agata. – Ale on chciał wyjść na boisko i po rozmowie z trenerem zapadła decyzja na tak. Ja byłam nawet trochę zła, bo przecież nie kończył kariery na mistrzostwach Świata. Ale to było jego marzenie.

W meczu z Brazylią Gacek wytrwał na boisku niemal całego pierwszego seta, ale przegrał z bólem i został zmieniony przez Michała Bąkiewicza. Część komentatorów uznała, że trener Raul Lozano w ogóle nie powinien go wpuszczać na boisko. Inni, że zbyt długo zwlekał ze zmianą. Faktem jest, że Gacek w jednej chwili z wielkiego szczęśliwca stał się wielkim pechowcem. Ale nie było tego widać podczas ceremonii dekoracji. Uśmiechnięty całował srebrny medal i cieszył się z kolegami z największego od ponad 30 lat sukcesu polskiej siatkówki.



Nie udało mi się zagrać do końca tego finału. Nie udało się ugryźć dzisiaj Brazylii, grała wyśmienicie. Jadąc na mistrzostwa najpierw marzyliśmy o pierwszej czwórce, potem o medalu. Teraz mamy ten medal i wracamy do kraju – mówił przed kamerami telewizji Polsat.

Kontuzja syna nie popsuła radości mieszkającemu w Nysie ojcu Gacka. – Jestem wyjątkowo radośnie usposobiony, dumny z Piotra i srebrnego medalu Polaków – podkreślał Wacław Gacek. – Nikomu nie wolno pomniejszać tego sukcesu z powodu porażki z Brazylią. Dobrze się stało, że Piotr zagrał w finale. Może jednak trener powinien wcześniej zdjąć go z boiska… Ale teraz tylko można powtarzać może, może, może, a to nie ma sensu.

Gacek dotychczas na pewno nie był pechowcem. W ciągu trzech lat z przeciętnej drużyny z Nysy, przez częstochowski AZS przebił się do reprezentacji Polski. Choć nikt na niego nie stawiał, przebojem wdarł się do składu na mistrzostwa Świata. Można powiedzieć, że – Gacek siatkarz – był w czepku urodzony. Ale życie go nie oszczędzało. Stracił matkę, mocno przeżył śmierć kolegi z AZS-u Arka Gołasia i Jakuba Zagai, który zginął w wypadku samochodowym drużyny Avii Świdnik.

Pechowcem nie jest, ale przeżył kilka trudnych chwil – przyznaje ojciec zawodnika. – Siatkarze to jedna wielka rodzina. Grają w różnych klubach, ale się znają, a często przyjaźnią. Z Zagają mieszkał w akademiku za czasów gry w Nysie. Z Arkadiuszem Gołasiem grał w Częstochowie. Ten gest na zakończenie mistrzostw to była wielka sprawa.

Polacy stanęli na podium w koszulkach z numerem 16 i nazwiskiem Gołaś na plecach.

źródło: gazeta.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
mistrzostwa świata

Więcej artykułów z dnia :
2006-12-03

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved