Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > mistrzostwa świata > MŚ: Pewność siebie argentyńskiego szkoleniowca

MŚ: Pewność siebie argentyńskiego szkoleniowca

Polscy siatkarze odpowiadają już na pytania, czy przyjechali do Japonii po złoto mistrzostw świata. Najpierw muszą jednak wygrać walkę o półfinały, która rozpocznie się już w najbliższą sobotę. Czy zawodnicy wytrzymają te mistrzostwa fizycznie?

Cała reprezentacja cieszyła się na tę podróż. Mariusz Wlazły miał dość przytłaczającej, zalanej betonem Saitamy, a zwane „Miastem Drzew” Sendai to jak na tutejsze warunki pełna zieleni prowincja z ledwie milionem mieszkańców. Sebastian Świderski był zadowolony, że pojedzie komfortowym shinkansenem, bo samoloty to dla dwumetrowych drągali katorga. Największą frajdę miał jednak trener Lozano, który nie przypuszczał, że na peronie stacji Omyia przypomni sobie smak ojczyzny. Tymczasem podróżujący tym samym pociągiem reprezentanci Argentyny wyciągnęli termos, specjalną rurkę bombilla i poczęstowali trenera narodowym napojem yerba mate, którego popijanie jest u nich rytuałem.

Rodacy Lozano na razie rozczarowują, rzutem na taśmę awansowali do II rundy. Polacy przeciwnie – serią pięciu zwycięstw bez straty seta wywarli spore wrażenie. Przedstawiciel FIVB wypytywał nawet Piotra Gruszkę, czy on i koledzy przylecieli do Japonii po tytuł. Kapitan reprezentacji odparł, że mierzą w medal jakiegokolwiek koloru, by po chwili wysłuchać peanu na cześć imponująco wyrównanej drużyny, w której każdy potrafi seryjnie zdobywać punkty, co czyni ją nieprzewidywalną i niemożliwą do rozpracowania.



To wszystko niby prawda, ale nawet sami siatkarze przypominają, że na razie nie dokonali niczego ponad plan, bo wygrywali z drużynami – delikatnie mówiąc – przeciętnymi. Choć wszyscy utrzymują stabilną formę, w gruncie rzeczy nie wiadomo, na co ich stać. Jasne jest jedno: w sobotę trzeba pokonać Tunezję, w niedzielę – Kanadę, a w przyszłym tygodniu kogoś z duetu regularnie sięgającego po medale prestiżowych imprez – Rosję lub Serbię. I półfinał stanie się faktem.

Choć dziś jest dobrze, a nawet świetnie, to wątpliwości co do jutra pozostają. Czy sześciu podstawowych graczy reprezentacji, których Lozano trzyma na boisku niemal od pierwszej do ostatniej akcji każdego meczu, wytrzyma maraton 11 spotkań w 16 dni? A jeśli nie, to czy rezerwowi zdołają ich wyręczyć w zdobywaniu punktów, skoro od początku turnieju stoją lub truchtają obok boiska i z każdym dniem bardziej brakuje im ogrania?

Fakty są takie, że wszystkie mecze Polacy rozpoczynali w identycznym składzie, na co nie odważyli się ich najpoważniejsi przeciwnicy. I Rosjanie, i Serbowie dawali odsapnąć gwiazdom, dzięki czemu kontakt z boiskiem złapali także ich zmiennicy, którzy w starciach rozstrzygających o awansie do strefy medalowej mogą okazać się niezbędni. Lozano pozostaje absolutnie konsekwentny, dokonując zmian kosmetycznych. Biorąc pod uwagę styl zwycięstw, wystawianie rezerw byłoby ryzykiem. Sęk w tym, że z każdym dniem jałowego truchtania wokół boiska to ryzyko – sięgnięcia po zaplecze – będzie rosło. I koło się zamyka.

Nie mam żadnych obaw co do rezerwowych – mówi argentyński selekcjoner. – Pierwsza szóstka gra wspaniale właśnie dzięki klasie tych, z którymi ćwiczy. Nie zmieniam tego, co działa bez zarzutu. Jeśli coś się psuje, reaguję, a dotychczas wszyscy zawodnicy, nawet wchodzący na króciutko, wypełniali swoje zadania. Jeśli Gruszka miał kłopoty z przyjęciem w ostatnim secie meczu z Portoryko, to bardziej ze względu na świetną passę Escalante niż z własnej winy. Wcześniej grał znakomicie. Wszystkie jedenaście zagrywek odebrał, w tym dziewięć idealnie. Idealnie! Dziewięć na jedenaście! Naprawdę nie widzę powodów do niepokoju.

źródło: gazeta.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
mistrzostwa świata, reprezentacja Polski mężczyzn

Więcej artykułów z dnia :
2006-11-24

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved