Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Tauron Liga > Marian Kardas: Nie mam w głowie pierwszej szóstki

Marian Kardas: Nie mam w głowie pierwszej szóstki

Marian Kardas już na dobre zadomowił się w Białymstoku. Na stanowisku trenera AZS-u Zeto zastąpił Czesława Tobolskiego. Szefowie klubu stawiają przed nim ambitne cele, a przecież nikt nie wie, na co stać białostockie siatkarki.

Kobiety poprowadzi pan samodzielnie po raz pierwszy?

Kobiety tak. Wcześniej byłem w kadrze asystentem Andrzeja Niemczyka, a potem drugim trenerem reprezentacji, gdy zespół prowadził Ireneusz Kłos.



Stara, magiczna kwestia: jaka jest różnica między prowadzeniem kobiet i mężczyzn?

Na razie za mało pracowałem z dziewczynami, żeby się na ten temat wypowiadać. Czasem wydaje się, że może jest łatwiej, a czasem – szczególnie, gdy przychodzą niepowodzenia – że trudniej. Generalnie, siatkówka jest ta sama, boisko dzieli siatka, a gra się do 25 punktów.

Jak pan się czuje jako opiekun najbardziej nieobliczalnej drużyny ekstraklasy?

Miałem już takie zespoły. Tu jestem w trochę niezręcznej sytuacji, bo drużynę przygotowywał inny trener. Na pewno trzeba wprowadzić sporo zmian, już to robimy. Musimy się uzbroić w cierpliwość. Liga jest długa. Jeśli na początku zespół będzie grał nie najgorzej, a z czasem zacznie odnosić więcej zwycięstw, to wszystko będzie tak, jak sobie zaplanowałem.

Co, generalnie, zastał pan przychodząc do drużyny?

Zespół był zdołowany. Oczekiwania wobec dziewczyn są tutaj bardzo duże. Wiadomo, że siatkarki nie przygotowywały się w pełnym składzie. Trzeba je teraz psychicznie odbudować. Dobrze się złożyło, że pojechałem na turniej pucharu Polski. Dzięki temu jestem o cztery dni mądrzejszy. Dziewczynom wrócił uśmiech na twarzy, zadowolenie, chęć trenowania. A to są niezbędne elementy w budowaniu zespołu.

Ma pan już w głowie pierwszą szóstkę?

Na razie nie mogę jej mieć. Teraz, po przyjściu nowego trenera, dziewczyny otrzymały dodatkową mobilizację do walki o miejsce w składzie. Niektóre dostały szansę gry w pierwszej szóstce w turnieju w Pile i uwierzyły, że każda może się w niej znaleźć. Poza tym drużyna nie potrzebuje sześciu zawodniczek, tylko więcej, by wyniki były dobre.

Białorusinka Lena Hendzel będzie grała jako atakująca?

Mamy dobre środkowe i szkoda byłoby, gdyby siedziała na ławce. Dziewczyna ma powyżej metra dziewięćdziesiąt centymetrów wzrostu. Nie tylko będzie atakować, ale także podwyższy blok.

Sylwia Pycia już trenuje. Czy odpoczęła po mistrzostwach i zagra w inauguracyjnej kolejce z Centrostalem Bydgoszcz?

A dlaczego nie? Dostała parę dni wolnego, nie grała w pucharze. Powiedziała mi, że fajnie odpoczęła. Jest też bardzo zadowolona z warunków, jakie zastała w Białymstoku. Bardzo na nią liczę. Na boisku pojawi się już we wtorek, w sparingowym meczu z zespołem z Białorusi.

Pana osobę polecał białostockim działaczom Andrzej Niemczyk. Czy będzie miał jakiś wpływ na prowadzenie zespołu?

Nie będzie miał żadnego wpływu. Przebywa teraz akurat na badaniach w Białymstoku. Usłyszał, że już jestem i przyjechał na siłownię nas odwiedzić. Powiedział kilka słów, trudno by osoba, która tyle znaczy w siatkówce, nie zabrała głosu. To jest nawet wskazane.

Jaki cel postawili przed panem szefowie klubu?

Wszyscy chcą, by zespół błyskawicznie zaistniał w Lidze Siatkówki Kobiet. Jak mówiłem, wprowadzamy sporo nowych rzeczy do drużyny i na efekty trochę poczekamy. Dla mnie pierwszy cel to załapać się do ósemki, która utrzymuje się w lidze, a co zyskamy wyżej, to będzie już nasza korzyść. Czołówka ligi jest silna, w tym roku mamy wiele drużyn, które walczą o mistrzostwo Polski. Moim zdaniem, gdybyśmy zajęli szóste miejsce, to może nie byłby wielki sukces, ale jak na pierwszy rok w LSK, można by wówczas uznać sezon za udany.

rozmawiał Miłosz Karbowski – Gazeta Współczesna

źródło: Gazeta Współczesna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Tauron Liga

Więcej artykułów z dnia :
2006-11-24

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved