Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > mistrzostwa świata > MŚ: Wszyscy trenują, niektórzy balują

MŚ: Wszyscy trenują, niektórzy balują

Po jednodniowej pauzie w japońskich MŚ, polscy siatkarze zagrają z ekipami Portoryko i Japonią. Jeżeli dwukrotnie wygrają, ich kibice być może wreszcie będą mogli dłużej pospać.

Dzień wolny to podczas mundialu pojęcie mocno względne. Drużyna Raula Lozano spędziła w poniedziałek ponad półtorej godziny na sali treningowej (zajęcia były zamknięte), a potem jeszcze wpadła na dwa kwadranse do siłowni. Wszystkie mecze, które dotychczas rozegrała – i wygrała – trwały połowę krócej. Ale tak ma być – walka na serio jest w pewnym sensie nagrodą za pot wylany na treningach.

Rano mieli trochę czasu naprawdę wolnego, ale tylko nieliczni wyszli rozejrzeć się po jazgotliwej Saitamie. Choć pewnych zakupów – aparaty fotograficzne, iPody etc. – dokonali lub planują dokonać w Japonii niemal wszyscy siatkarze, to większość z nich wolne chwile spędza: śpiąc, oglądając filmy na laptopach, rozmawiając z rodzinami przez Skype’a. Najbardziej spragniony wieści jest Michał Winiarski – jego syn (na imię dostanie Oliwier) urodzi się być może za tydzień, kiedy reprezentacja będzie rozgrywać mecze rozstrzygające o awansie do półfinału. Ani on, ani koledzy nie mają jednak wiele czasu na pogaduszki. Po pierwsze, przeszkadza różnica czasu. Po drugie, poza treningami i graniem jest jeszcze odprawa taktyczna, po której trzeba wziąć kartki z instrukcjami na mecz, poczytać i zapamiętać, jakie zwyczaje ma rywal, z którym np. dany zawodnik będzie się ścierał następnego dnia pod siatką. Statystycy Nicola Vettori i Maciej Kosmol harują nad danymi okrągłą dobę – wczoraj, a raczej dzisiaj planowali skończyć o trzeciej nad ranem, analizując wyczyny Japończyków i prawdopodobnych przeciwników w II rundzie.



Gospodarzy rozgryźć najtrudniej, bo grają siatkówkę kombinacyjną, bardzo urozmaiconą i szaleńczo zmieniają skład – mówił Kosmol. – Tak naprawdę nie mamy pewności, kto przeciw nam zagra, i pewnie będzie się trzeba ich jeszcze „uczyć” w trakcie meczu.

Polacy tęsknią i pracują, inni monotonię mistrzostw sobie urozmaicają. Trzech Portorykańczyków, którzy we wtorek o 7 rano grają z Polską, wieczór przed dniem przerwy spędziło w knajpce Sandaime, nie żałując sobie sake. O drugiej w nocy wyszli krokiem mocno chwiejnym, na szczęście do hotelu mieli nie więcej niż 200 m. Poniedziałek też chyba przetrwali, bo trenowali dopiero po południu.

Ich taktyka nie jest tak wyrafinowana jak japońska – rozgrywający kierują piłkę najczęściej do Hectora Soto, który toastów sake nie wznosił, choć zdobył już na mundialu 95 punktów i prowadzi w klasyfikacji punktujących. On zbijał na tym turnieju 162 razy, podczas gdy drugi pod tym względem Argentyńczyk Marcos Milinkovic – ledwie 118-krotnie. Koledzy ufają swemu liderowi bezgranicznie, co świadczy o jego klasie, ale i ułatwia rozszyfrowanie ich pomysłu na grę. Skuteczność ma Soto zresztą znacznie niższą niż Świderski czy Winiarski.

Pokonać trzeba jednak i Portoryko, i Japonię, z którą Polacy zagrają w środę. Drużyny mierzące w medale nie mogą sobie pozwolić na straty w pierwszej rundzie, bo w drugiej będzie się liczył dorobek uzyskany w meczach z rywalami, którzy również awansowali. No i triumf w grupie uwolni już kibiców w kraju od zrywania się bladym świtem. Jeśli Japonia odpadnie, Polacy graliby wszystkie mecze następnej rundy o godz. 10 czasu warszawskiego. Jeśli awansuje, pozycja lidera da im serię gier o 7.

źródło: gazeta.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
mistrzostwa świata, reprezentacja Polski mężczyzn

Więcej artykułów z dnia :
2006-11-21

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved