Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > mistrzostwa świata > MŚ: Volleyball, a co to jest?

MŚ: Volleyball, a co to jest?

Mistrzostwa Świata, już po raz drugi w historii, goszczą w Japonii. Od kilku lat FIVB regularnie organizuje wielkie imprezy w Kraju Kwitnącej Wiśni, nie zważając na to, że zainteresowanie tą imprezą ze strony kibiców jest tam znikome.

Dla światowych władz ważne są Japończycy słono płacą za organizację, przebijając zdecydowanie oferty innych kandydatów. O tym, że siatkówka nie jest sportem nr 1 w Japonii wiadomo nie od dziś, ale skoro kraj ten jest organizatorem Mistrzostw Świata, to społeczność powinna coś na ten temat wiedzieć. Nic jednak mylnego, każdy nagabywany przeze mnie Japończyk w drodze z lotniska do centrum Tokyo bezradnie rozkłada ręce. – Volleybal, a co to jest ? – odpowiadają na zadane im pytanie, czy słyszeli, że są organizatorami mundialu.

Nigdzie nie ma plakatów czy innych banerów reklamujących siatkarski mundial, tym bardziej, że przecież przed kilkoma dniami rywalizację o championat globu zakończyły kobiety i jakiś ślad powinien pozostać. Dopiero tuż pod halą w Saitamie (obrzeża Tokyo) widać sporadyczne plakaty i flagi informujące, że rywalizują najlepsi siatkarze świata.



Mała wiedza Japończyków o tym, że w ich kraju rozgrywany jest turniej MŚ odbija się na frekwencji na meczach. W mogącej pomieścić 25 tys widzów (przy rozsunięciu jeszcze dodatkowych trybun pojemność zwiększa się do 37 tys) Saitama Super Arena, gdzie swoje mecze rozgrywa reprezentacja Polski kibiców jest dosłownie garstka. Na meczu biało-czerwonych z Chinami było według oficjalnego komunikatu 479 widzów. Dopiero na meczu Japończyków z Egiptem liczba widzów wzrosła – 9200. Być może wszystkiemu winny jest system z biletami, które organizatorzy sprzedają jako karty wstępu na cały dzień, a kibice gospodarzy nie raczą oglądać inne drużyny niż tylko swoją. Najtańsza wejściówka kosztuje 500 jenów (13 zł), a najdroższa 15 tys (390 zł). I co ciekawe najtańsze miejsca (szósta kondygnacja hali, widok jak z szóstego piętra wieżowca) świeca pustakami.

Gdyby mistrzostwa rozgrywane były by w naszym kraju można było by być spokojnym o frekwencje, ale na organizację za cztery lata tego turnieju nie mamy już szans, bo zapadła decyzja, że odbędą się one w… Japonii.

W każdym z przewodników turystycznym o Kraju Kwitnącej Wiśni można przeczytać, że Japończycy są niezwykle uprzejmym narodem. Na każdym kroku można liczyć na ich pomoc, która bywa jednak często też bardzo uciążliwa. Przekonali się już o tym polscy siatkarz jak i ja. Po przylocie do Tokio na lotnisku Narita po odbiorze bagaży tuż obok mnie pojawił się siwiejący pan, który oczywiście mówiąc po japońsku podsunął mi wózek na bagaże. Mimo, że go nie potrzebowałem (do stacji metra nie jest daleko, prowadzą tam schody ruchome) ów jegomość tak usilnie podsuwał mi wózek, że musiałem z niego skorzystać i dopiero wówczas odszedł z uśmiechem na twarzy.

Bardzo wielu Japończyków mimo, że nie zna języka angielskiego, poproszenie o pomoc zrobią starają się jak mogą, nawet ”metodą rysunkową” rozwiązać problem. W biurze prasowym pewien jegomość z obsługi bacznie mi się przyglądał i widząc, że często wycieram nos, kicham i od czasu do czasu zażywam leki, zgłosił to jednej z pracowniczce Press office, znającej język angielski, czy abym nie potrzebował pomocy i oczywiście białej maski znanej w Polsce z japońskich komiksów czy filmów rysunkowych dla dzieci. Teraz na każdym kroku mnie pozdrawia i ”językiem migowym” pyta się jak ze zdrowiem.

Jestem pod wrażeniem Japończyków – mówi atakujący polskiej reprezentacji Mariusz Wlazły. – Są bardzo grzeczni i kulturalni. Wszędzie jest czysto, fajnie by było gdyby nie tylko w tym kraju było tak wszystko dopięte na ostatni guzik – twierdzi Wlazły, który nie posmakował jazdy metrem czy kolejką podmiejską, a to szczególnie w godzinach szczytu nie należy do przyjemności (największa tokijska stacja metra Shinjuku obsługuje dziennie około 3 mln. ludzi).

Przy wsiadaniu i wysiadaniu japończycy zapominają o kulturze, ale nikt z nich nie narzeka. Tzw. upychacze – panowie w mundurkach wyposażeni w białe rękawiczki zrobią wszystko, żeby każdy pasażer wsiadł do wagonów. Ścisk panuje niemiłosierny, ale każdy okazuje nawzajem szacunek i na darmo nasłuchiwać narzekań. Jest tylko wymiana ukłonów, może nie aż takich do pasa jak to regularnie odbywa się na ulicy. – Na każdym kroku się kłaniają i jeśli się im nie odkłonisz to robią to z uśmiechem aż wreszcie to zrobisz. Na początku mnie to śmieszyło, ale z czasem coraz bardziej irytuje. Wiem, że są bardzo uprzejmi ale dla mnie to już z tym przesadzają – kończy libero polskiej reprezentacji, Piotr Gacek.

Autorem tekstu jest Rafał Myśliwiec – Super Nowości

źródło: Super Nowości

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
mistrzostwa świata

Więcej artykułów z dnia :
2006-11-20

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved