Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > mistrzostwa świata > Blefują wszystko wygrywając?

Blefują wszystko wygrywając?

Po wygranych spotkaniacj z Chinami, Argentyną i Egiptem, polscy siatkarze są ostatnią drużyną, która w Japonii nie oddała jeszcze rywalom ani jednego seta. Trener Raul Lozano przypomina piłkarski mundial i prorokuje turniej sensacji.

Swoboda, z jaką Polacy odprawiają kolejnych przeciwników, robi wrażenie, nawet jeśli na prawdziwe wyzwania muszą wciąż czekać. Rywale w grupie „saitamskiej” mają za sobą wyczerpujące maratony złożone z pięciu partii, a wszyscy faworyci grający w Fukuoce, Nagano i Sendai wpadali już w płytsze lub głębsze dołki. Zwycięstwa Polaków z Chinami i Egiptem to jak dotąd najkrótsze spotkania turnieju.

Wyniki na tym etapie pozostają w pewnym sensie bez znaczenia, bo siatkarskie MŚ to zawody przerośnięte ponad zdrowy rozsądek i z niektórych spotkań trudno wyciągać jakiekolwiek wnioski. Rozstrzygające może się okazać co innego. Otóż Polacy przebywali jak dotąd na boisku najkrócej (patrz tabela) spośród wszystkich finalistów, a każdy siatkarz i każdy trener powtarza tutaj do znudzenia, że 11 spotkań w 16 dni to dawka zagrażająca kondycji nawet najlepiej wytrenowanego gracza.



Czegoś takiego nigdy nie przeżyłem, dlatego zawsze chcę schodzić z boiska jak najprędzej – mówi Mariusz Wlazły, którego skurcze podczas meczów – na szczęście nie w Japonii – dopadają najczęściej.

I rzeczywiście, w sobotę atakujący Skry Bełchatów nie chciał trwonić czasu od pierwszej akcji. Zazwyczaj trzeba czekać, zanim się rozbudzi i wejdzie na najwyższe obroty, a teraz rozpoczął od idealnego, mocnego zbicia, by sekundy później oszołomić Argentyńczyków serwisowym asem. To on był bohaterem pierwszego seta, później nieco zwolnił, ale ludzie Lozano wydają się posiadać cechę chroniącą przed poważnymi konsekwencjami nawet wyraźnego kryzysu jednego z nich – wszyscy utrzymują równy, wysoki poziom i wzajemnie się wyręczają w kluczowych momentach.

Zagumny wciąż popełnia znikomą liczbę błędów w rozegraniu, a zagrywki w ogóle jeszcze nie zepsuł, choć wykonywał ją 43 razy, najczęściej w drużynie. Świderski wciąż utrzymuje się w ścisłej czołówce atakujących, skutecznością ustępując jedynie Kubańczykowi Odelvysowi Dominico. Środkowi Kadziewicz i Pliński, nawet jeśli nie zdobywają zatrzęsienia punktów blokiem, to piłek łatwo na swoją stronę siatki nie przepuszczają, wspierając obronę i umożliwiając swobodne zorganizowanie kontrataku.

Inna sprawa, że rywale prezentują chwilami formę piknikową. Argentyna, od lat obecna w ścisłej czołówce najbardziej prestiżowych imprez, wyraźnie osłabła, zresztą 18-letni wystawiający w kadrze to spora osobliwość. Egipcjanie czynią systematyczne postępy, ale tak naprawdę zdumiewa już sama obecność na takim poziomie sportowców, których trudno zagonić na siłownię, zmusić do punktualności etc. Mistrzów z Afryki wyróżniają głównie skrajności: najchudszy na turnieju – ale utalentowany, wzięty do słynnego Sisleya Treviso – Ahmed Abdallah (66 kg przy 198 cm wzrostu), a także zawodnik najgrubszy, czyli Awad Hamdy, obciążający kolana 105 kg, w tym okazałym zaokrągleniem w okolicach pępka.

Polacy sprawiają wrażenie do tego stopnia pewnych siebie i kontrolujących przebieg wydarzeń, że nawet kiedy w sobotę przez niemal całą drugą partię Argentyńczycy utrzymywali przewagę, kiedy prowadzili już 19:15, ich los zdawał się przesądzony. Trener Lozano nawet nie patrzył na boisko. Kucnął, odwrócił się plecami i wbił wzrok w laptopa.

Wszystko było jasne, zawodnicy wiedzieli, jak grać, byli skoncentrowani, a ja analizowałem statystyki i obmyślałem strategię na następnego seta – wyjaśniał potem. – Na MŚ nie wystarczy opracować taktyki przed meczem. Potem trzeba ją modyfikować, reagować na to, co robią rywale, bez ustanku kombinować, jak zaskoczyć ich w następnej partii. Jeśli trener Uriarte wstawia innego rozgrywającego, to musimy się do niego dostosować, a tego zawodnika w ogóle nie znałem. Z Argentyną tak naprawdę rozegrałem trzy mecze, bo każdy set przebiegał zupełnie inaczej i każdy potrzebował osobnego planu – dodał argentyński selekcjoner. Wlazły rzecz jeszcze uszczegółowił, twierdząc, że drużyna zmienia styl także po to, by zmylić następnych przeciwników. Słowem, jeśli im wierzyć, to pierwsza runda siatkarskiego mundialu sprowadza się nie tyle do szukania najkrótszej drogi do wygrywania, co do nieustającego blefowania, by spowodować mętlik w głowach rywali przed decydującą walką o medale.

Czy to w ogóle realne? Uprawiać grę pozorów, a zarazem nie oddawać setów, by nie przedłużać i oszczędzać siły?

Przegrany set może się zdarzyć i tyle. On ma działać jak szczepionka, czyli niewielka dawka szkodliwej substancji, która nie wpędza cię w chorobę, a przeciwnie, uczy organizm, jak się przed nią bronić – tłumaczy trener Lozano. – Znam nadzieje kibiców, więc jak przyjdzie jakieś niepowodzenie, to zaczną popełniać samobójstwa. Ale ja sądzę, że zawodnicy zareagują właściwie. Na nich mimo wszystko nie ciąży taka presja. Pamiętacie futbolowy mundial? Tam wielkich faworytów zniszczyła właśnie presja. W moim kraju piłkarzom ona szkodzi od lat, dlatego ja chcę uwolnić od niej waszych siatkarzy. Jak tonuję nastroje, to nie znaczy, że nie chcę medalu. Wyznaję tylko zasadę: najlepszym meczem ma być ten, który gramy jutro. To nie mój wymysł, to jest w psychologii sportu. I nie przesadzałbym na razie z gratulacjami, trzeba twardo stać na ziemi, bo jedna porażka może zmienić naszą świetną sytuację w bardzo złą.

Zawodnicy jednak coraz chętniej zdradzają entuzjazm. – Włosy mi urosły, ale postanowiłem, że zetnę po złocie – mówi Daniel Pliński. – A jak się tutaj nie uda, musiałbym czekać co najmniej do końca ligi…

autor tekstu: Rafał Stec – Gazeta Wyborcza

źródło: gazeta.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
mistrzostwa świata, reprezentacja Polski mężczyzn

Więcej artykułów z dnia :
2006-11-20

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved