Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > mistrzostwa świata > Bez wyników, bez formy, bez atmosfery

Bez wyników, bez formy, bez atmosfery

Nie ma sensu znęcać się nad siatkarkami, choć szans na medal nie ma. Czy jest pani w formie? - Do szczytowej, niestety, wiele mi brakuje - tak po kompromitującej porażce 0:3 z Włoszkami mówiła Izabela Bełcik. Jaka jest tego przyczyna?

Właściwie to wszystkie jej koleżanki powinny powiedzieć to samo. Trudno nawet wskazać kogoś, kto tej regule się wymyka, bo w meczu z aktualnym mistrzem świata i drużyną, którą Polki potrafiły pokonać w ostatnim finale mistrzostw Europy, zawodziło wszystko. Od przyjęcia (Mariola Zenik miała ok. 40 proc. skuteczności), przez rozegranie, aż po – co za tym idzie – atak.

Do tego dochodzą jeszcze kłopoty zdrowotne. Trener Ireneusz Kłos nie może skorzystać ze zmienniczki Bełcik Katarzyny Skorupy, bo tę dopadł tajemniczy wirus i lekarze zalecili jej antybiotyki. Także atakująca Kamila Frątczak nie jest w pełni sił, narzeka na mięśnie brzucha, choć w meczu z Włoszkami weszła na chwilę na parkiet.



Wygląda na to, że wszystko sprzysięgło się przeciwko Polkom. Te wciąż powtarzają, że jeszcze powalczą o jak najwyższe miejsce, że jeszcze zbiorą się w sobie, ale szans na to nie widać. Po meczu z Włoszkami najpierw same zawodniczki, a później już razem z trenerem zastanawiały się, co zrobić ze słabą grą drużyny. To miało poprawić atmosferę, która jest chyba daleka od ideału.

Nie sądzę, by dziewczyny były bez formy – mówił zdenerwowany trener Kłos. – Po prostu nie możemy dać sobie rady z psychiką.

Ostatnia akcja przegranego 0:3 meczu z Włochami miała wczoraj siłę symbolu: Milena Rosner nie zdołała w banalnych okolicznościach, tzw. sposobem dolnym, przebić piłki na boisko rywalek. To niechlujstwo, pomyłka kardynalna nawet w kategoriach juniorskich, zwieńczyło festiwal pomyłek – od mizernego odbioru zagrywki po rozegranie tak nieprecyzyjne, jakby Izabela Bełcik nie chciała atakującym zadania ułatwić, lecz je uniemożliwić. Tym, którzy wstali dziś w nocy by zobaczyć klęskę z Serbią i Czarnogóra miny polskich zawodniczek powiedziały wszystko…

Dlatego właśnie nie ma sensu się nad siatkarkami znęcać, choć szanse na medal przepadły – one grają tak źle, że ich postawę trudno w ogóle analizować czysto merytorycznie. Jeśli w Japonii sprawiają wrażenie nieobeznanych z abecadłem, a wiadomo, że wcześniej potrafiły konstruować wcale wyrafinowane siatkarskie frazy, to problem musi tkwić głębiej. Nie starczy powiedzieć: Rosner ustępuje Świeniewicz. Ustępować nie znaczy przecież być analfabetką.

Niestety, proces rozpadu reprezentacji (drużyna istnieje już tylko w teorii) uruchomił trener Andrzej Niemczyk, kiedy ją zostawił, zamykając się w hotelowym pokoju w chińskim Ningbo w trakcie turnieju Grand Prix. Złamał własne zasady, bo przecież po zdobyciu pierwszego złota mistrzostw Europy tłumaczył, dlaczego wtedy nawet w razie niepowodzenia do dymisji by się nie podał. – Jestem w trakcie budowy zespołu. Mogę odejść, kiedy jest gotowy, jak w 1977 roku [Niemczyk debiutował jako selekcjoner]. Teraz zrobiłbym krzywdę dziewczynom, które mi zaufały. Traktowałem ME jako etap przygotowań, bo dalekosiężny cel one znają od początku: igrzyska – mówił. Mówił trzy lata temu, lecz jego słowa brzmią jak opis teraźniejszości.

Odejście każdego trenera na pięć minut przed turniejem sezonu byłoby szokiem, ale odejście Niemczyka było traumą. Za nim stoi legenda dwóch złotych medali ME – osiągnięcie bezprecedensowe w całym polskim sporcie zespołowym – jego charyzma inspiruje, wreszcie współżycie z nim jest trudne i jeśli zawodniczki zaciskają zęby, znosząc jego specyficzną osobowość, to poświęcają się w jakimś celu. Wierzą, że warto.

Ireneusz Kłos zastąpić go nie mógł, zwłaszcza że szybko spadły następne ciosy. Dorota Świeniewicz zaczęła – wygłaszanymi publicznie drwinami – konsekwentnie niszczyć i tak już szczątkowy autorytet nowego trenera, a działacze PZPS – z Waldemarem Wspaniałym na czele – postanowili dodatkowo zdołować siatkarki, przekonując, że w żadnym razie nie stać ich na medal, lecz co najwyżej dopchanie się do miejsc 9.-12. Po co? By teraz triumfować, że się nie pomylili? I ewentualnie fetować ósmą pozycję jako sensacyjny sukces?

Wykorzystano teksty Rafała Steca (Gazeta Wyborcza) i Krzysztofa Wanio (Polsat Sport)

źródło: gazeta.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
mistrzostwa świata, reprezentacja Polski kobiet

Więcej artykułów z dnia :
2006-11-09

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved