Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > I liga mężczyzn > Słaba gra siatkarzy z Hajnówki

Słaba gra siatkarzy z Hajnówki

Początek pierwszoligowego sezonu w wykonaniu Pronaru Hajnówka, to jeden bardzo wielki zawód. Siatkarze są przekonani, że potrafią grać dużo lepiej i zastanawiają się, co muszą zrobić, aby to wreszcie udowodnić na parkietach ligowych.

Najprostszym usprawiedliwieniem fatalnej postawy hajnowian w obecnych rozgrywkach mogłaby być rewolucja kadrowa w zespole. Z zawodników odpowiedzialnych za grę w poprzednim sezonie zostali jedynie środkowi oraz libero. No i przyjmujący Adam Aleksandrowicz, ale on – skoro dostał za zadanie poprowadzenie ekipy jako trener – postanowił przyglądać się występom z boku.

Jednak nowy skład udało się zebrać całkiem ciekawy i perspektywiczny. Wydawało się, że Maciej Alancewicz z Olsztyna w parze z Sebastianem Wójcikiem z Chemika Bydgoszcz, wsparci Kamilem Łyczko na libero, są w stanie zapewnić Pronarowi jedno z najlepszych przyjęć w I lidze. Oczekiwania były również takie, że Wójcik, czy Piotr Niemiec – także z Chemika mogą stać się liderem ekipy w ataku. Chociaż podkreślano też to, że teraz siła ofensywna będzie rozkładać się na całą drużynę, a nie jednostki (jak na Macieju Wołoszu w poprzednim sezonie). Jacek Wesołowski, jeden z twórców I-ligowego zespołu w Hajnówce, który współtworzył także obecną ekipę śmiało deklarował: – Chłopaki mogą być objawieniem ligi.



Inauguracja rozgrywek w wykonaniu Pronaru wypadła bardzo dobrze. Podopieczni Aleksandrowicza zbytnio się nie wysilając wygrali 3:0 w Bielsku-Białej. Niestety, później działo się tylko gorzej: 0:3 u siebie z Bzurą Ozorków; 0:3 w Gorzowie Wielkopolskim z GTPS-em, który zamiast bić wszystkich jak popadnie, w trzech spotkaniach pokonał tylko hajnowian (co ciekawe, tam przeszło ostatnio trzech zawodników z Hajnówki). Następnie Pronarowi udało się co prawda u siebie wygrać z beniaminkiem z Poznania, ale dopiero po tie-breaku. Aż w końcu ostatnio przegrał w fatalnym stylu 0:3 w Zduńskiej Woli z rywalem, dla którego były to pierwsze punkty.

W Zduńskiej Woli zaprezentowaliśmy antysiatkówkę – nie ma wątpliwości Wójcik. – Zupełnie nie wiem, co się dzieje. Przyjęcie mamy dobre, a na siatce nie umiemy skończyć piłki.

Oprócz pierwszego meczu i przebłysku z Poznaniem gramy fatalnie. Po prostu stoimy w miejscu, co najlepiej widać w obronie – dodaje Alancewicz. – Wykorzystujemy nasz potencjał w 30, najwyżej 40 proc. Widziałem jak graliśmy przed sezonem, a przecież dostrzegaliśmy błędy i mieliśmy je jeszcze poprawiać. Zaczęła się liga i jest tylko gorzej.

Dlaczego? Zdaniem Aleksandrowicza wychodzi to, że w poprzednim sezonie jego nowi podopieczni nie grali za wiele. Wójcik i Niemiec – a zwłaszcza ten drugi – nie mieli wielkiego udziału w awans Chemika do Polskiej Ligi Siatkówki. Alancewicz długo leczył kontuzję barku. Ponadto w PZU Olsztyn przegrywał rywalizację z czołowymi zawodnikami w kraju i mógł z nimi właściwie tylko trenować, a grywał raczej w rezerwach.

Byli w dobrych ekipach, ale nie grali dużo, a tutaj wymaga się od nich, by ciągnęli naszą grę. Umiejętności mają duże, ale nie wytrzymują tego obciążenia psychicznie – tłumaczy Aleksandrowicz i trochę się dziwi. – Przecież teraz w Hajnówce jest co najwyżej drobna presja na wynik.

Presji faktycznie nie ma, ale musimy sobie to wszystko poukładać w głowach. Fizycznie czujemy się naprawdę dobrze. Finansowo wszystko jest regularnie wypłacane. Musimy pokazać tylko, że umiemy grać – podkreśla przyjmujący Pronaru.

Na zbyt duże oczekiwania narzeka jedynie Alancewicz. – Mam tego dość, wszędzie tylko Alancewicz i Alancewicz. Nie jestem zbawcą tej drużyny. Chcę spokojnie wrócić do gry na wyższym poziomie – mówi. – Musimy wspólnie to pociągnąć, przecież siatkówka to gra zespołowa. To co robię, zależy od kolegów, tak samo i ich gra. Jeżeli chcemy coś osiągnąć to wspólnie, bo skład mamy bardzo dobry.

W połowie meczu z Inotelem Poznań Alancewicz usiadł na ławce. Do gry wrócił Aleksandrowicz. – Najmniejszych pretensji nie mam do Adasia – twierdzi wychowanek AZS-u Olsztyn. – Nie prezentowałem się słabiej od kolegów, ale nie ciągnąłem gry. Adam wszedł na boisko i to zrobił. Nawet ucieszyłem się, że usiadłem, bo może teraz przestanę słyszeć wokół Alancewicz to, i tamto.

Wójcik zastanawia się, czy zespół nie powinien częściej trenować, np. dwa razy dziennie, tylko, że na dobrą sprawę jest to niemożliwe. Większość siatkarzy mieszka w Białymstoku, gdzie studiuje, gra w rozgrywkach uczelnianych. Także ze względu na takie ustępstwa decydowali się na przyjście do Hajnówki. Adam Aleksandrowicz zamierza zmienić co innego. – Muszę być bardziej stanowczy dla zawodników, bardziej trenerem niż kolegą – mówi szkoleniowiec, który w tym roku kończy dopiero 29 lat. – Ale nie będziemy walczyć ze sobą, bo chłopaki czują się naprawdę załamani. Przecież gra tutaj to dla nich przede wszystkim okazja do wybicia się.

Kilka dodatkowych dni przerwy w rozgrywkach bardzo się hajnowianom przyda. Z powodu wyborów samorządowych kolejny mecz rozegrają dopiero w środę. Korzystne jest także to, że rywal – uczniowie Szkoły Mistrzostwa Sportowego ze Spały – nie powinien im sprawić większych trudności. – W środę musimy spokojnie wygrać ze Spałą i zacząć wreszcie grać swoje; to co naprawdę umiemy – mówi Aleksandrowicz, a Wójcik dodaje: – Może być tylko lepiej, bo gorzej już nie.

Autorem tekstu jest Paweł Orpik – Gazeta Wyborcza

źródło: gazeta.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
I liga mężczyzn

Więcej artykułów z dnia :
2006-11-08

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved