Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > reprezentacja Polski kobiet > Natalia Bamber: Zawsze lubiłam grać na środku

Natalia Bamber: Zawsze lubiłam grać na środku

Z małej miejscowości pod Zieloną Górą trafiła do wielkiej siatkówki. Jednak droga do reprezentacji była niełatwa i wciąż taką pozostaje. W Japonii Natalia Bamber powoli wskakuje do podstawowej szóstki naszej drużyny narodowej.

W moim rodzinnym Sulechowie gra się praktycznie tylko w siatkówkę. W szkole podstawowej uprawiałam jeszcze lekkoatletykę. Mój rekord życiowy w skoku wzwyż wynosi 150 cm. Z czasem rozpoczęłam występy w ekipie sulechowskiego Zawiszy. Byłam wysoka, kończąc szkołę podstawową mierzyłam 181 centymetrów. Poza tym, potrafiłam już co nieco, bo moja mama grała kiedyś na poziomie uniwersyteckim. Tata też wiedział o co chodzi, czasem odbijaliśmy we trójkę – opowiada Natalia Bamber. – Brat ma 11 lat i 178 cm wzrostu, może też będzie chciał uprawiać siatkówkę.

Rocznik Natalii z SMS Sosnowiec był drugim – po grupie Oli Przybysz i Mileny Rosner – który błysnął. W 1999 roku zdobył mistrzostw Europy kadetek. Mróz, Barbachowska, Pluta, Skowrońska dziś sporo znaczą w polskiej siatkówce. – Później był jeszcze brąz ME juniorek. Tworzyłyśmy zgraną grupę, naszym trenerem był Zbigniew Krzyżanowski. To dobry szkoleniowiec do młodzieży, nauczył nas myślenia na boisku, radzenia sobie w trudnych sytuacjach, techniki. W 2002 r. powołał mnie do kadry na mistrzostwa świata. Pojechałam do Niemiec i… weszłam w meczu z Australią. Zdobyłam trzy punkty – wspomina zawodniczka.



Trenerzy mówią o niej jako o jednej z najbardziej wszechstronnych zawodniczek. – I dodają, że wszystko umiem, ale nic porządnie (śmiech). Przyzwyczaiłam się już do tego. Na przykład Andrzej Niemczyk ustawiał mnie na treningach na środku, a podczas meczów wchodziłam jako przyjmująca. Miałam wrażenie, że za każdym razem sprawdza, czy odnajdę się w danej sytuacji. Nie grałam jeszcze tylko na rozegraniu i libero. Ale zawsze lubiłam grać na środku.

Po zdobyciu srebrnego medalu na Uniwersjadzie Natalia Bamber pojechała z ekipą Andrzeja Niemczyka na mistrzostwa Europy. – Znalazłam się w drużynie, bo z powodu kontuzji wypadła z niej Masza Liktoras. Czasem w takich momentach ma się uczucie, że jest się kimś „na doczepkę”, ale ja nie miałam z tym problemu. Po to jest nas 13-14, żeby w kryzysowej sytuacji ktoś mógł wskoczyć do zespołu. Na jednym z treningów zbyt ambitnie wystartowałam, poczułam ból w udzie. Okazalo się, że mam krwiaka. Nie mogłam podnieść nogi, żeby założyć skarpetkę. Ale nie zadbałam o to od razu. Nie chciałam zawracać głowy masażyście, uważałam, że dziewczyny z pierwszej szóstki są ważniejsze. W końcu weszłam na boisko – w półfinale z Rosją, na 10 sekund. Nie dotknęłam piłki, ale zagrałam – mówi Natalia Bamber.

Zawsze wysoko wieszam sobie poprzeczkę. Czasem mnie to przerasta. Jak coś mi nie wyjdzie, sama się dręczę. Chcę wszystko zrobić dokładnie. Kiedyś rzeczywiście mogło wyglądać na to, że brak mi pewności. Nie byłam ograna, szczególnie na lewym skrzydle. A tu piłki do ataku sa bardzo różne. Czasem się cofałam, czasem podbiegałam, takie liczenie kroków. Ale dziś nie boję się już, że popełnię błąd. Tylko potrzeba szczęscia…

To dla mnie autorytet – mówi o obecnym trenerze reprezentacji, Ireneuszu Kłosie, zawodniczka. – Tyle wie na temat siatkówki, potrafi to przekazać. Czasem myślałam, żeby wziąć długopis, kartkę i zapisywać wszystkie jego uwagi, bo uciekną. Mam nadzieję, że napisze kiedyś książkę szkoleniową. Siatkówka to całe jego życie. Chciałabym, żeby znów był kiedyś moim trenerem. Na pewno wiele by mnie jeszcze nauczył.

Tekst na podstawie wywiadu Rafała Bały (Przegląd Sportowy)

źródło: Przegląd Sportowy

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
reprezentacja Polski kobiet

Więcej artykułów z dnia :
2006-11-07

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved