Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > mistrzostwa świata > Ireneusz Mazur: Powinniśmy zdobyć medal

Ireneusz Mazur: Powinniśmy zdobyć medal

- Może to slogan, który hadko jest powtarzać, jak to dawniej mówiono, jestem jednak zdania, że najistotniejsze będą dwa pierwsze spotkania - z Chinami i Argentyną, oraz ostatnia potyczka w grupie - z Japonią - przekonuje Ireneusz Mazur. - Najtrudniejszy będzie pierwszy i ostatni rywal...

Z pierwszym – bo emocje w zawodnikach będą jeszcze bardzo rozbudzone, nadmiar energii może ich paraliżować. Ale nie powinniśmy się obawiać – mówi Ireneusz Mazur, trener PZU AZS-u Olsztyn, a także były trener reprezentacji Polski

Jak Pana zdaniem wypadną nasi siatkarze na Mistrzostwach Świata w Japonii, osiągnięcie jakiego wyniku leży w ich zasięgu?



Zawsze trudno jest mi oceniać takie rzeczy, jeśli nie bazuję na swojej pracy. Ale myślę, że obecnie większość zawodników naszej reprezentacji jest w najlepszym okresie swojej kariery, zarówno wiekowo, jak i jeżeli chodzi o siatkarską dojrzałość. Dodatkowo mamy kilku młodych siatkarzy, którzy wygrali rywalizację z tymi bardziej doświadczonymi. Umiejętności i możliwości zespołu trenera Lozano są chyba obecnie na optymalnym poziomie. Moim zdaniem na tej podstawie można dojść do jednego wniosku – te mistrzostwa powinny nam przynieść przekroczenie bariery, której do tej pory nie udawało nam się sforsować. Zawsze na wielkich imprezach były piąte, siódme, ósme miejsca, nigdy nie mogliśmy przeskoczyć do strefy medalowej. Teraz, na siatkarskim mundialu w Japonii, powinniśmy stanąć na podium.

Jeśli nie teraz to kiedy, jeśli nie tam, to gdzie? – chciałoby się powiedzieć.

Nie byłbym aż tak radykalny, to jest sportowa rywalizacja, która zawsze może spłatać figla. Wystarczy jedna kontuzja podstawowego gracza i wszystko może się załamać. A potem mamy przed sobą przecież jeszcze Mistrzostwa Europy i Olimpiadę, która jest naszym głównym celem. Jednak Mistrzostwa Świata mogą być dla nas kamieniem milowym – przyczółkiem, który należy zdobyć, by potem móc z niego atakować kolejne pozycje.

Pan pamięta Mistrzostwa Świata w Japonii w 1998 roku, kiedy to właśnie Pan był selekcjonerem reprezentacji narodowej. Jaki jest to kraj, na co nasi siatkarze muszą zwracać uwagę przebywając w dalekiej Azji?

Osiem lat temu byłem tam z grupą zawodników, którzy teraz mają po 28-29 lat. Wtedy to była bardzo młoda drużyna, zajęliśmy miejsce poza pierwszą dziesiątką. Tamte mistrzostwa były początkiem marszu w górę reprezentacji Polski. Średnia wieku siatkarzy wynosiła 21.6 lat. W tej chwili o Kubańczykach mówi się, że są zespołem młodym. W takim razie jaki był nasz zespół? To w kwestii przypomnienia. A na co należy zwracać uwagę? Myślę, że elementy niebezpieczne dla zespołów przybywających z innej strefy czasowej, bo między Europą a Japonią jest 7-8 godzin różnicy, zostały już w pewnym stopniu zniwelowane. Nasza reprezentacja wyjechała na tyle wcześniej, by móc się dobrze zaadaptować do japońskich warunków i „przestawić” organizmy na inną strefę czasową. Nie ma też już niebezpieczeństw, które mogłyby nas zaskoczyć, na przykład w zakresie wyżywienia, zakwaterowania (w Japonii zwykle bardzo trudno o kwaterę większą niż 40 metrów kwadratowych, a zwłaszcza dla rosłych siatkarzy byłyby to warunki bardzo niekomfortowe – przyp. red.) czy warunków treningowych. Japończycy w ostatnich latach organizuje się bardzo wiele imprez, dlatego wiedzą doskonale, jakie są w tym zakresie wymagania ekip z innych krajów. Najważniejsza jest jednak wspomiana już zmiana strefy czasowej, a ten problem w przypadku naszej reprezentacji został rozwiązany. To pozwoli przystąpić naszemu zespołowi do rozgrywek w pełni gotowości mentalnej i psychicznej.

A więc pana zdaniem to był dobry pomysł, by wcześniej niż inne ekipy przyjechać do Japonii – nasza reprezentacja pojawiła się tam jako pierwsza.

Jaki to skutek odniesie to się dopiero okaże. PZPS stara się jednak stworzyć naszej reprezentacji optymalne warunki przygotowań, a trzeba pamiętać, że wcześniejsze wysłanie ekipy do Japonii wiąże się także z pewnymi kosztami. Plan pobytu polskiej ekipy w Japonii został stworzony zgodnie z zaleceniami trenerskimi, na linii sztab szkoleniowy – PZPS mamy bowiem pełną współpracę. Jeśli trenerzy uznali, że właśnie tyle czasu Polacy powinni przebywać w Japonii, do właśnie tyle dostali. Myślę, że jest to obliczone w ten sposób, by możliwości czysto sportowe i fizjologia naszej drużyny, z etapu na etap byłą coraz wyższa, a apogeum osiągnęła w najważniejszym momencie japońskiego turnieju.

W pierwszej fazie grupowej czekają nas mecze z pięcioma drużynami. Niektórzy są dość łatwi do ogrania, inni silniejsi. Które mecze w pierwszej rundzie będą pana zdaniem najważniejsze i najtrudniejsze?

Może zabrzmi to jak slogan, który rzadko jest powtarzać – jak to dawniej mówiono, ale moim zdaniem najistotniejsze będą dwa pierwsze spotkania – z Chinami i Argentyną, oraz ostani mecz w grupie – z Japonią. Najtrudniejsze będzie pierwsze i ostatnie spotkanie. Pierwsze – bo emocje w zawodnikach będą jeszcze bardzo rozbudzone, nadmiar energii może ich paraliżować. Ale nie powinniśmy się obawiać. Czołowi gracze naszego zespołu są już bardzo doświadczeni i powinni oni zadbać o dobrą psychiczną dyspozycję drużyny. A mecz ostatni będzie zapewne decydował o tym, która ekipa przystąpi do następnej fazy z czystym kontem, bo właśnie Polskę i Japonię uważam za dwa najmocniejsze zespoły w grupie A.

Jednak Wojciech Drzyzga, świetny siatkarski fachowiec, uważa, że jeśli zagramy to co potrafimy, to nie z Japonią będziemy walczyć na tych mistrzostwach.

Będziemy walczyć i z Japończykami, i z zespołem Chin, i z Argentyną… To nie jest tak, że pojedziemy tam i większość spotkań będzie dla nas spacerkiem. Trzeba się spodziewać optymalnego przygotowania wszystkich ekip. Nie będzie łatwo nawet z tymi najsłabszymi. Tym bardziej, że zawsze, nawet tym najlepszym, a do takich zaliczam Polaków, może przydarzyć się obniżka formy. Oczywiście im wyższej klasy zespół, tym te wahania powinny być mniejsze, ale jednak w którymś ze spotkań pierwszej rundy dyspozycja naszych zawodników będzie słabsza. Zakładamy, że będzie to w meczu z Egiptem lub z Portoryko – w trzecim lub czwartym meczu – jak to zwykle bywa, a potem znów forma wzrośnie. Ja bym jednak żadnej ekipy nie lekceważył, nie uważam, że pierwsza runda to będzie tylko oczekiwanie na starcia z Rosją czy Serbią i Czarnogórą. Żeby zagrać z tymi zespołami, trzeba najpierw skupić się na pierwszej fazie grupowej i zaprezentować się w niej jak najlepiej.

Na koniec odejdźmy trochę od tematów czysto sportowych i porozmawiajmy może o tym, co niektórzy kibice traktują jako sport ekstremalny – obecnie nasze siatkarki, a potem siatkarze poprzez swoje mecze niemalże „w środku nocy” dają nam znakomity trening we wczesnym wstawaniu.

Taki już los kibiców. Pamiętam mecze w Meksyku (1974 – wówczas Polska wywalczyła mistrzostwo świata – przyp. WP) czy w Montrealu (1976 – Polacy zostali mistrzami olimpijskimi) też trzeba było wstawać bardzo wcześnie, by oglądać sukcesy naszych siatkarzy. Wierzę w to, że i tym razem wczesne ranne godziny będą czasem wielkich emocji w polskich domach. Co prawda te najważniejsze, finałowe spotkania, są zaplanowane na trochę późniejsze godziny, jeżeli można powiedzieć, że taką jest na przykład 6:30, ale w odniesieniu to pierwszych meczów, które będą o piątej rano, będzie już trochę lepiej. Na pewno w czasie siatkarskich Mistrzostw Świata nauczymy się szybko chodzić spać, by potem wstawać rano i oglądać miejmy nadzieję zwycięskie mecze biało-czerwonych.

Ale będzie warto…

Będzie, jestem o tym głęboko przekonany.

Z Ireneuszem Mazurem rozmawiał Grzegorz Wojnarowski – Wirtualna Polska

źródło: wp.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
mistrzostwa świata, reprezentacja Polski mężczyzn

Więcej artykułów z dnia :
2006-11-07

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved