Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > mistrzostwa świata > Anna Podolec – bohaterka z rezerwy

Anna Podolec – bohaterka z rezerwy

Polska drużyna traci w mistrzostwach świata sety, ale wygrała z Kenią 3:1 i groźną Koreą Płd. 3:2. Bohaterką reprezentacji Ireneusza Kłosa jest do tej pory rezerwowa, Anna Podolec.

Ania Podolec jest wszechstronną siatkarką. Kiedyś grała jako przyjmująca (wielu trenerom marzy się zawodniczka o tych warunkach fizycznych – 193 cm, która potrafi w dodatku odbierać zagrywkę), później na pozycji środkowej w klubie z Bielska-Białej, ale ostatnio najbardziej odpowiednim dla niej miejscem na boisku jest pozycja po przekątnej z rozgrywającą.

W tym sezonie bardzo poprawiła grę blokiem. Podczas kwalifikacji do Grand Prix w Warnie mur Agata Mróz – Podolec był nie do przejścia dla większości rywalek. Ma bajeczne możliwości ataku. Gdyby nie zwalniała czasem ręki, nie czuła respektu dla gwiazd, które często skaczą do bluku by ją powstrzymać, pewnie mogłaby być porównywana do takich znakomitości jak Barbara Jelić czy Antonina Zetowa. – Myślę, że rośnie nam nowa liderka, która może zastąpić Gosię Glinkę – mówiła o Ani miesiąc temu, podczas turnieju kwalifikacyjnego do Grand Prix, kapitan zespołu Joanna Mirek.



Trener Zbigniew Krzyżanowski odpowiedzialny za start Polek w poprzednim mundialu w Niemczech wziął ją wówczas jako rezerwową, która miała się uczyć od koleżanek. Minęły cztery lata, Anna Podolec znów zaczęła turniej na ławce, wciąż jest jedną z najmłodszych kadrowiczek, za to dojrzałości ma za kilka zawodniczek. Kto wie, jak skończyłaby się środowa pięciosetowa wojna z Koreankami, gdyby nie wejście atakującej z Bielska. Zastąpiła Kamilę Frątczak, która dzień wcześniej w inauguracyjnym pojedynku z Kenią zdobyła najwięcej punktów.

Podolec nie chciała być gorsza i mimo że pojawiła się na boisku dopiero w drugiej partii, statystykami pobiła koleżanki na głowę. 20 skończonych akcji, cztery punkty po bloku, a wszystko to w kluczowych momentach. – Dlaczego wygrałyśmy? Jak to dlaczego? Koncentracja i skupienie – opowiadała Podolec. Chyba wciąż spięta, bo nawet nie zareagowała na uwagę dziennikarzy, że jej gra to wejście smoka. – Weszłam, zdobywałam punkty, ale nie sama, tylko wszystkie dałyśmy radę Koreankom – stwierdziła zawodniczka z Bielska.

Rozgrywająca Izabela Bełcik precyzyjniej podała klucz do sukcesu: – Zaufałam Ani, często do niej grałam i to dało efekt. Wiedziałam, że z wystawami na prawe skrzydło, na trzeci metr, Koreanki mogą sobie nie poradzić.

Trener Ireneusz Kłos może mieć teraz nie lada problem, kogo wystawić na ataku w kolejnym spotkaniu. Poprzedni selekcjoner Andrzej Niemczyk oglądający w Warszawie mecze Polek też nie powiedział, na kogo by postawił, dodał jednak, że Podolec powinna wchodzić na boisko znacznie wcześniej.

Polki, jak to mają ostatnio w zwyczaju, właściwie napędziły kibicom stracha na własne życzenie. Spotkanie z Koreankami, ćwierćfinalistkami poprzednich MŚ, mogły się skończyć w trzech setach. Wystarczyło, że przy stanie 22:21 w drugiej partii Izabela Bełcik zamiast na skrzydło wystawiłaby piłkę na środek siatki i z pewnością byłoby po sprawie. A tak z rozstrzygnięciem trzeba było czekać aż do tie-breaku – dobrze, że w nim nie było aż tak nerwowo.

To jeszcze nie wszystko, co nasz zespół może grać – zapowiedział Kłos. Podkreśla to także Niemczyk: – Boimy się jeszcze grać kombinacyjnie, bo dziewczyny nie są zgrane. Aż trzy z pierwszej szóstki do końca leczyły urazy, trudno wymagać, by od razu rozumiały się bez słów. Z każdym dniem, z każdym meczem będzie coraz lepiej.

źródło: gazeta.pl, Przegląd Sportowy

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
mistrzostwa świata, reprezentacja Polski kobiet

Więcej artykułów z dnia :
2006-11-02

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved