Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > inne > Liga, Karpol i kadra oczami Agaty Karczmarzewskiej – cz. I

Liga, Karpol i kadra oczami Agaty Karczmarzewskiej – cz. I

Była reprezentantka Polski, obecnie zawodniczka rosyjskiej Tulicy Tuła - Agata Karczmarzewska, w specjalnym wywiadzie dla Strefy Siatkówki, opowiada o aktualnym klubie i konfrontuje ligi, w których przyszło jej grać w swojej karierze.

Katarzyna Marciniak:Grasz w Tulicy Tuła już drugi sezon. Co zdecydowało, że tam zostałaś?

Agata Karczmarzewska:Jest mi tam dobrze. Po zakończeniu sezonu skończył mi się kontrakt, ale przed moim wyjazdem włodarze klubu wspominali, że nie chcą się ze mną rozstawać. Wówczas nie było jeszcze konkretnych rozmów. Odezwali się do mnie w sierpniu, przemyślałam sprawę i zdecydowałam się zostać. Miałam udany sezon. Podobała mi się atmosfera w klubie, a także podejście do zawodniczek i do sportu.



Grałaś już w trzech ligach: polskiej, włoskiej i rosyjskiej. Porównaj zebrane doświadczenia.

Ligi włoska i rosyjska są bardzo do siebie podobne. Polska troszeczkę jeszcze odstaje… Jeśli chodzi o częstotliwość treningów, to najtrudniej jest niewątpliwie w Rosji. Nie są one aż tak strasznie ciężkie, jednak bardzo intensywne, jak cały okres przygotowawczy. Powiem szczerze, że ostatnio tak ciężko trenowałam w reprezentacji juniorek, gdzie jeździłyśmy na dwutygodniowe obozy przygotowawcze grać na plaży. Teraz jestem po obozie, który trwał 35 dni. Trzy razy dziennie trenowałyśmy na piasku, później weszłyśmy na salę. Na razie nie widać jeszcze przełożenia tej pracy na szybkość i dynamikę, ale mam nadzieję, że to przyjdzie.

Nie wiem jak wygląda okres przygotowawczy we Włoszech, bo tam pojechałam bezpośrednio ze zgrupowania na rozgrywki ligowe, ale koleżanki mówiły, że nie było bardzo ciężko i można było to spokojnie ťprzeżyćŤ. Natomiast jeśli chodzi o ligę polska to myślę, że wszystko zmierza w dobrym kierunku. Zmienia się podejście do pracy. Coraz więcej ludzi pracuje z zespołem, to nie jest tylko trener i tyle… Pojawiają się już statystycy, lub duety trenerskie, które ze sobą współpracują. We Włoszech jest to bardzo dobrze zorganizowane. Oprócz statystyka miałyśmy trenera od przygotowania fizycznego, trenera odnowy biologicznej… Było dobre przygotowanie taktyczne. Nasz statystyk obserwował mecze przeciwniczek. Owocowało to bardzo dobrym „rozpracowaniem” drużyny rywalek, a naszym obowiązkiem było wiedzieć, jak każda z zawodniczek gra, np. w którą strefę atakuje. To było na porządku dziennym… W Polsce jeszcze tego nie ma, ale już zaczyna być coraz lepiej. W Rosji oglądamy mecz tylko na video. Tam nie ma, aż tak szczegółowej analizy jak we Włoszech. Gdybym miała porównać, to w serie A było pod tym względem lepiej.

A aspekty organizacyjne?

Również i tutaj polska LSK zaczyna coraz bardziej dorównywać zachodnim standardom.

A jak to wygląda od strony sportowej?

Myślę, że jeszcze trochę trzeba popracować. Zarówno w lidze włoskiej jak i rosyjskiej jest imponujący poziom sportowy. Kiedy grałam we Włoszech, były dwa zespoły, które ciężko było ograć – Perugia i Novara. W Rosji jest to Dynamo Moskwa i Zareche Odincovo. Biorąc pod uwagę tamten sezon, to oba te zespoły były pewne gry w fazie play-off. O pozostałe 6 miejsc walczyło 10 zespołów. Do ostatniego meczu nie było wiadomo kto jeszcze będzie w ósemce…

Była to jakby ligowa rosyjska rewolucja… Kiedyś to była Uralochka i długo, długo nic…

Tak. W ogóle to Uralochka jakby w ubiegłym sezonie odpuściła. Mieli problemy ze składem, później dokupili dwie Kubanki. Potem na stanowisko trenera wrócił Nikołaj Karpol i zmienił oblicze zespołu. Wcześniej przegrywały mecz za meczem, ale w 2 rundzie przegrały chyba tylko raz.

Osoba trenera robi swoje…

W ogóle Karpol to niesamowicie wielki autorytet w Rosji. Jest bardzo szanowanym trenerem.

A co o nim Ty sadzisz?

Ja znałam go wcześniej.

Z meczu z Uralochką w Pile, kiedy wygrywałyście 2:0?

Tak, myśmy wygrywały, to już w ogóle była afera (śmiech).Pamiętam, że w pewnym momencie kibice nie patrzyli na grę, tylko na to jak on się zachowuje. To było naprawdę niespotykane (śmiech). Kiedyś z ciekawości zapytałam dziewczyn jak, one podchodzą do takiego zachowania, bo generalnie nie na każdego to działa. Są osoby, które się zmobilizują, ale są też takie na które podziała to zupełnie odwrotnie. A on ma jedna metodę – tylko krzyczy… Powiedziały, że nic sobie z tego nie robą, przyzwyczaiły się.

Jakie Twoja drużyna ma założenia i cele na ten sezon?

Ten sezon będzie trudniejszy od poprzedniego, gdyż postawiono przed nami wyższe cele. Rok temu byłyśmy beniaminkiem Superligi. Naszym celem było utrzymanie się w lidze. Początek wyszedł nam bardzo dobrze. Zaczęłyśmy grać ponad oczekiwania, na 6 rozegranych spotkań 4 wygrałyśmy. Zwiększyły się apetyty i stawiane przed zespołem zadania. Miałyśmy awansować do fazy play-off i dokonałyśmy tego.. Sezon zakończyłyśmy na 8. miejscu. Przed Rozpoczęciem obecnego sezonu mówi się już o 6 lokacie.

Czyli podnieśli poprzeczkę?

Tak i widzę, że będzie nam bardzo ciężko. Dlatego też tak ważnym dla nas transferem było pozyskanie Asi Mirek, która na pewno będzie mocnym punktem zespołu. Bardzo przyda się nam jej doświadczenie.

Czy gracie w tym sezonie w Pucharze Rosji?

Grałyśmy, ale nie awansowałyśmy dalej (śmiech). Byłyśmy akurat w słabszej formie.

Jak wygląda życie pomeczowe?

Trenujemy tak jak w Polsce. Chociaż są zespoły, które wyjeżdżają na dwutygodniowe obozy do tak zwanych ťbazŤ i stamtąd wyjeżdżają tylko na mecze. W Tule jednak jest pod tym względem zupełnie ťnormalnieŤ, to znaczy mamy czas na odpoczynek i życie rodzinne.

A jak to jest z tymi rosyjskimi odległościami?

Od kiedy wyjechałam do Rosji całkowicie zmieniłam podeście do odległości. Teraz pokonać samochodem dystans 500 km, to naprawdę nie jest dla mnie problem.

Czy to znaczy, że dojeżdżacie na mecze autokarami?

To zależy. Jeśli do pokonania mamy odległość do 500km, to jedziemy autokarem, natomiast na dłuższe trasy ruszamy samolotami. Najgorzej jest z meczem, który gramy w Chabarovsku. Mamy do pokonania 8000km, co daje 9 godzin lotu. Do tego zmienia się strefa czasowa. Różnica wynosi 7 godzin, więc obiad jemy ok. 1.00, kolację nad ranem. Mecz wypada nam zagrać gdzieś około „środka nocy” (śmiech). To chyba najgorszy nasz wyjazd. Jednym słowem – masakra, ale na szczęście przyjeżdżamy tylko dzień przed spotkaniem, gramy mecz i wracamy do domów, żeby nie trafić na tą najgorszą w procesie aklimatyzacji 3 dobę.

W niedzielę zapraszamy do lektury drugiej części wywiadu.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
inne, ligi zagraniczne, reprezentacja Polski kobiet

Więcej artykułów z dnia :
2006-10-27

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved