Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > inne > Za trzy lata Łódź może przeżywać Mistrzostwa Europy

Za trzy lata Łódź może przeżywać Mistrzostwa Europy

Żadna inwestycja w historii łódzkiego sportu nie wywołała tak wielu kontrowersji, co budowa wielofunkcyjnej hali widowiskowo-sportowej na obiekcie ŁKS. Oponenci pytali głównie: po co?

Ćwierć wieku temu i wcześniej nikt nie zadawałby takiego pytania. Łódzkie koszykarki brylowały w ekstraklasie. ŁKS miał również koszykarzy na medal. Siatkarki Startu, ŁKS i ChKS przeglądały się w złocie. W Anilanie, czołowej polskiej drużynie szczypiornistów, biegali po parkiecie olimpijczycy. Wspaniałe mecze rozgrywali siatkarze Resursy, a później Wifamy. Młodszym kibicom, wypełniającym po brzegi halę MOSiR, dawniej zwaną Pałacem Sportowym, na meczach Ligi Światowej siatkarzy, pewnie trudno sobie wyobrazić, że takie komplety widzów zasiadały na meczach hokeistów ŁKS i bokserów Gwardii.

A dziś? Amatorsko przebijają piłkę przez siatkę chłopcy i dziewczęta. Męska koszykówka to w zasadzie TKKF. Żeńska toczy heroiczną walkę o przetrwanie i utrzymanie się w elicie. Piłka ręczna istnieje głównie we wspomnieniach kibiców, podobnie jak boks i hokej na lodzie. Dla kogo więc ta hala? Czy Łódź nie zostanie uszczęśliwiona molochem, który będzie straszył przejmującą ciszą pustej widowni?



Hala albo nic

Ale wielka dziura w ziemi! – mówią zdziwieni ogromem przedsięwzięcia kibice, spoglądając z trybuny stadionu lub z okien znajdującej się pod nią od czterdziestu lat hali. Nowa hala będzie miała 135 metrów średnicy, ale żeby ją wybudować, trzeba było zrobić znacznie większą nieckę w podłożu. Wywieziono ponad 20 tysięcy wywrotek ziemi. Hala więc powstaje i pytanie po co, nie ma już sensu. Kluczowe wydaje się stwierdzenie, że gdyby Łódź nie budowała hali, to pieniądze przeznaczone na nią z budżetu centralnego otrzymałoby inne miasto. Nie jest bowiem tak, że Łódź dostała kasę i może ją przeznaczyć na co chce.

Jeśli ktoś zarabiający średnią krajową otrzyma nagle w prezencie luksusowego mercedesa, to można powiedzieć, że ma kłopot jak go utrzymać. Byłoby jednak grubą przesadą twierdzenie, że zrobiono mu krzywdę.

Największa i najnowocześniejsza hala w Polsce przysporzy niemało kłopotów gospodarzom Łodzi, ale chyba nikt rozsądny nie powie: lepiej, żeby powstała np. w Szczecinie.

As w kartach

Wbrew malkontentom, łódzka hala może mieć efektowny start. Sternicy europejskiej siatkówki przyznali bowiem Polsce organizację mistrzostw kontynentu w 2009 roku. Czołowe siatkarki Europy zagrają w Katowicach i Łodzi.

Powstająca hala była największym atutem Łodzi, obok pięknych tradycji i bogatych doświadczeń, płynących z corocznych spotkań Ligi Światowej siatkarzy, odbywających się w naszym mieście – powiedział po ogłoszeniu decyzji CEV wiceprezes PZPS, łodzianin Bogusław Adamski.

Ta hala jest jak znaczony as w kartach. Jeszcze go nie mamy, ale już widać, że rozdający da go właśnie nam. Wreszcie także położenie Łodzi w centrum kraju, na przecięciu autostrad – które również dopiero powstają – przestanie być tylko papierowym argumentem.

Mecze Ligi Światowej, które są w Łodzi wielkimi wydarzeniami rangi wykraczającej daleko poza sferę siatkówki, pokazują, jak bardzo spragnione sportowych spektakli jest miasto.

Przeżyjmy to jeszcze raz

Od lat przecież Łódź jest z dala od szlaków wielkiego sportu. Perspektywa mistrzostw Europy w tym mieście przywołała z dawnych wspomnień zmurszałe obrazy Pucharu Świata siatkarzy, który odbywał się w łódzkiej hali w 1965 roku.

Nie było wówczas w języku polskim słowa marketing, nikt nie szermował słowem promocja. Telewizja może już nie raczkowała, ale była przedszkolakiem. Transmisja z Pałacu Sportowego była wydarzeniem. Bilet na mecz to było najskrytsze marzenia poznającego dopiero sport kibica. Na zawsze zostały mi w pamięci gwiazdy tamtej imprezy. Moim idolem był mierzący 160 cm Japończyk Nekoda, który w wyskoku głową sięgał taśmy i grał z numerem jeden. Rosjanin Bugajenkow, który nosił na głowie specjalną siatkę, aby nie przeszkadzała mu bujna czupryna, posyłał „świece”, zagrywając archaicznym stylem od dołu. Popularność Siwka, Paszkiewicza, Sierszulskiego, Rutkowskiego i młodego tomaszowianina Skorka była wówczas w Łodzi nie mniejsza niż 11 lat później legendarnej paczki trenera Wagnera.

Aż 41 lat przyszło czekać Łodzi na kolejną okazję przeżycia podobnych emocji w mistrzowskiej imprezie. To uzmysławia, że pojawiła się historyczna szansa, której miastu nie wolno zaprzepaścić.

Rzecz bowiem w tym, że hala ma być, ale nie ma pewności, kiedy będzie. Poślizgi to polska specjalność. Niepokoi, że zdarzają się dni, w których na placu budowy nic się nie dzieje. Rośnie cena hali, która miała kosztować 90 milionów złotych, a teraz mówi się już o 140 „bańkach”. To poważne powody do obaw.

Autorem artykułu jest Marek Kondraciuk – Dziennik Łódzki

źródło: Dziennik Łódzki

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
inne

Więcej artykułów z dnia :
2006-10-21

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved