Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > inne > Dejan Bojović: Chciałbym zagrać w polskim klubie

Dejan Bojović: Chciałbym zagrać w polskim klubie

Jest młody, zdolny a siatkarskiego rzemiosła uczy się od uważanego za najlepszego atakującego świata, Ivana Miljkovića. Sam chciałby aby tacy kibice jak w Polsce byli również w jego kraju. Specjalnie dla Strefy Siatkówki opowiada m.in o pierwszym sezonie poza Serbią.

Anna Więcek: Czujesz się w Polsce jak w domu?

Dejan Bojović: Właściwie to już powinienem (śmiech). Bardzo lubię tutaj przyjeżdżać ponieważ Polacy kochają siatkówkę i zawsze jestem zachwycony mogąc tutaj grać. Druga sprawa, że jakoś tak się składa, że często jestem u Was. Poza tym, że często jako reprezentacja Serbii gramy z wami to teraz dodatkowo jeszcze przyjechałem do was z moim klubem.



Byłeś bardzo zawiedziony, że nie zagracie z nami w przyszłorocznej Lidze Światowej?

Byłem bardzo ale to bardzo zdziwiony, że nie jesteśmy w grupie razem z Polakami (śmiech). To już przecież pewnego rodzaju tradycja! Poważnie jednak mówiąc, szkoda, że nie będzie nam dane znów zagrać przy waszej wspaniałej publiczności, którą ja osobiście zabrałbym najchętniej do nas i wam nie oddał (śmiech). Serbia będzie miała w przyszłym roku bardzo ciężką grupę. Patrząc na grupę Polaków, jestem przekonany, że to wy pojedziecie w przyszłym roku na finały.

Gdy rozmawialiśmy w Łodzi, powiedziałeś, że w kadrze gra na razie Ivan, ale Ty zamierzasz być pierwszym atakującym w klubie. Udało się?

Po części. Rzeczywiście powiedziałem, że zamierzam odgrywać pierwsze skrzypce w lidze greckiej. Potrzebuję chyba jednak trochę czasu. Moim rywalem na pozycji, a zarazem partnerem w drużynie jest pierwszy atakujący greckiej reprezentacji, Nikos Roumeliotis, więc jak sama widzisz znów mam z kim walczyć. Nasz trener zmienia nas jednak bardzo często w trakcie meczów. Jeden wspomaga drugiego i właściwie to ze sobą nie rywalizujemy w dosłownym tego słowa znaczeniu, bo obydwaj wiemy, że sukces rodzi się z zespołowości i wspierania się wzajemnie.

O Ivanie Miljkoviću powiedziałeś, że to najlepszy atakujący świata, jak zatem scharakteryzujesz Nikosa Roumeliotisa?

To świetny zawodnik, ja osobiście również od niego mogę się wiele nauczyć. Tak się składa, że gram z tymi najlepszymi, w kadrze Ivan, w klubie również jeden z najlepszych atakujących. Jestem młodym zawodnikiem, który wciąż się uczy a jak mógłbym nie chcieć uczyć się od tych najlepszych? Gdy wchodzę na boisko zastępując ich wiem, że muszę wykonać swoje zadanie jak najlepiej. To ogromna odpowiedzialność zmieniać w meczach Ivana Miljkovića, czy tutaj w klubie Nikosa. Myślę wtedy jedynie o tym, żeby wykonać swoje zadanie jak najlepiej. Gdybym tak nie myślał nie mógłbym nic zmienić w grze zespołu. Moim zadaniem jest atak, skuteczny, przynoszący punkty, w drugiej kolejności blok i zagrywka.

Pierwszy rok grasz poza Serbią, inna liga, język, jak się w tym odnajdujesz?

Przyznaję, że jest to dla mnie bardzo trudne. Jestem po raz pierwszy w zagranicznym klubie więc wszystko jest dla mnie zupełnie nowe, inne. Po drugie język to również bardzo duży problem dla mnie. Staram się być jak najlepszy na treningach, podczas meczów, udowodnić swoją dobrą dyspozycję. Żeby to nie zabrzmiało, że tylko i wyłącznie narzekam, jestem oczywiście bardzo zadowolony, że mogę grać w Olympiakosie i absolutnie nie żałuję, że się w nim znalazłem. To kolejny krok do przodu w mojej karierze. W przyszłym roku wracam do Włoch, ponieważ zostałem tutaj tylko wypożyczony przez mój klub z Montichiari. Zapewnili mnie jednak, że w przyszłym sezonie na pewno zagram we Włoszech.

Kto najbardziej pomaga Ci w Olympiakosie?

Zdecydowanie Veljko (Petković, serbski rozgrywający – przyp. red.). Znamy się bardzo długo i zawsze mogę na niego liczyć. Cała reszta drużyny również stara się mi jak najbardziej pomagać bo wiedzą, że to dla mnie całkiem nowa sytuacja.

Co możesz powiedzieć o greckich kibicach?

Przede wszystkim, że są bardzo niebezpieczni, niestety… Grecy są ludźmi podchodzącymi do wszystkiego bardzo emocjonalnie, tak samo jest na meczach. Wkładają w doping wszystkie swoje emocje, czasem, zwłaszcza gdy ich drużyna przegrywa również te negatywne. Gdy grają między sobą Iraklis, Olympiakos czy Panathinaikos mecze przypominają spotkania pomiędzy drużynami piłki nożnej. Trybuny wyglądają mniej więcej tak samo. Szczęśliwie my, zawodnicy jeszcze nie ucierpieliśmy, na razie walczą ze sobą wzajemnie, ale wiem, że również my możemy stać się obiektem ich ataków i to już nie brzmi zbyt optymistycznie.

Porozmawiajmy o Tobie, co uważasz za swoją mocną a co za słabą stronę?

Staram się stać bardzo dobrym siatkarzem. Niektórzy mówią, że już nim jestem, ale ja tak nie uważam. Potrzebuję wiele doświadczenia aby stać się takim zawodnikiem. Co mogę powiedzieć o sobie. Chyba przede wszystkim to, że jestem osobą odważną. Nie boję się nowych wyzwań, trudnych meczów, treningów. Uczę się od najlepszych więc nie mam się czego obawiać. Wiem, że nie mogę posiąść całej wiedzy na temat siatkówki więc staram się robić to co do mnie należy jak najlepiej. Wiem również, że mogę udowodnić sam sobie o wiele więcej. Jeśli chodzi o takie typowe siatkarskie umiejętności to uważam, że mógłbym być dużo lepszy w bloku no i może w zagrywce.

Często czytasz opinie na swój temat w Internecie?

Często korzystam z Internetu, teraz w Grecji jest z tym mały problem, ale ogólnie czytam również to co pisze się o mnie, najczęściej nie biorę ich na poważnie. Niektóre są bardzo miłe i budujące, zwłaszcza te pisane przez polskich kibiców (śmiech), czasem jednak pojawiają się również mniej pozytywne. Wiesz, ludzie, którzy lubią innych atakujących przeważnie nie lubią mnie. Ja szanuję wszystkich zawodników i szanuję również ludzi, którzy mają swoje, przy tym różne opinie na nasz temat. Ty czy inni dziennikarze mogą powiedzieć ten i ten zawodnik jest dobry, ten nie. Ja nie mogę tego zrobić. Ja udowadniam swoją wartość na boisku.

W Polsce jesteś porównywany do Mariusza Wlazłego. Jesteście obydwaj młodzi i bardzo zdolni. Co o tym sądzisz?

To bardzo dobre i zarazem bardzo miłe porównanie. Mariusz bardzo wysoko skacze, zdecydowanie wyżej ode mnie. Poza tym Mariusz jest pierwszym atakującym zarówno w reprezentacji Polski jak i w zespole klubowym, ciągle gra. Ja zdecydowanie w kadrze gram mniej, w klubie również „dzielę się” pozycją. Miałem pewne obawy przed przyjściem do polskiego klubu. Tak się składa, że miałem przed tym sezonem propozycję gry w Jastrzębskim Węglu i dużo myślałem o grze w Polsce. Zdecydowałem się na Montichiari, jednak patrząc na waszych kibiców coraz bardziej zastanawiam się czy nie powinienem był się zgodzić i mieć na co dzień tych wspaniałych ludzi na trybunach. Powiedziałem jednak o tym, ponieważ chciałem podkreślić, że miałem możliwość gry przeciwko Mariuszowi tutaj w Polsce. Na razie jestem bardzo ciekawy gry we Włoszech, ale chciałbym również zagrać w Polsce. Teraz poziom jest wyższy we Włoszech, ale gdy skończy mi się kontrakt w Montichiari podejrzewam, że poziom polskiej ligi nie będzie się dużo różnił.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
inne

Więcej artykułów z dnia :
2006-10-18

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2019 Strefa Siatkówki All rights reserved