Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Puchar Polski > PP: AZS Politechnika Warszawska – AZS Częstochowa 0:3

PP: AZS Politechnika Warszawska – AZS Częstochowa 0:3

W drugim meczu Pucharu Polski AZS Politechnika Warszawa uległ podopiecznym Arie Corneliusa Brokking`a 0:3. Częstochowianie objęli prowadzenie w tabeli gr. 2.

Początek pierwszego seta, podobnie jak wczoraj, był bardzo wyrównany. Skuteczne ataki Krzysztofa Gierczyńskiego pozwoliły zespołowi z Częstochowy uzyskać trzy punkty przewagi. Kiedy środkowy warszawskiego zespołu – Tomasz Kowalczyk zatrzymał pojedynczym blokiem atak z szóstej strefy popularnego „Gierka”, przewaga drużyny spod Jasnej Góry zmalała do tylko jednego punktu. Jednak as serwisowy Pawła Woickiego dał częstochowianom ponownie trzy „oczka” prowadzenia. Przez kilka kolejnych minut zespoły grały punkt za punkt. Był to zdecydowanie najmniej interesujący fragment pierwszej partii. Na drugą przerwę techniczną zespoły zeszły po ataku Gierczyńskiego, przy wyniku 16:14 dla Częstochowy. Po powrocie na boisko w aut uderzył Malicki, a gracze Wkręt-Met-u zatrzymali blokiem Siebecka. „Inżynierowie” nie zdołali odrobić różnicy, zamiast tego stracili kolejne dwa „oczka”. Na zagrywkę wszedł Grzegorz Łomacz, jednak serwisem w siatkę przyczynił się do zwycięstwa częstochowian w tej partii. Po skutecznej kontrze w wykonaniu Salmona trener Felczak poprosił o czas. Nawet to nie pomogło jego podopiecznym. Seta asem serwisowym zakończył Gierczyński.

Drugą partię od silnego uderzenia rozpoczął Wkręt-Met Domex AZS Częstochowa. Skuteczny atak Salmona, autowe zbicie Malickiego, blok na Siebecku i przechodząca piłka w wykonaniu Billings’a wyprowadziły ekipę Harrego Brooking’a na prowadzenie 4:0. W dalszej fazie seta siatkarze spod Jasnej Góry utrzymywali tę przewagę, dzięki m.in. efektownym atakom Eatherton’a i błędom warszawskich graczy. Podopieczni trenera Felczaka nie poddali się jednak i ze stanu 7:10 doprowadzili do remisu 11:11. Do drugiej przerwy technicznej grali punkt za punkt. Po chwili odpoczynku Siebeck uderzył w aut, żeby za chwilę zrewanżować się asem serwisowym. Przy wyniku 19:19 na rozegraniu w ekipie Częstochowy Woickiego zastąpił Stelmach. Po zmianie tej siatkarze Wkręt-Met-u wykorzystali dwa kontrataki, dodatkowo w polu zagrywki pomylił się Malicki – 19:21. Gracze z Warszawy nie poddali się jednak i po autowym ataku Gierczyńskiego i efektownym bloku Kowalczyka i Siebecka wyrównali. Doprowadzili tym samym do bardzo wyrównanej końcówki. Walczyli o każdą piłkę, dwoili i troili się w obronie, żeby… na koniec popełnić dwa proste błędy. Malicki zaserwował w siatkę, w następnej akcji Siebeck nie skończył ataku, a Riley Salmon nie popełnił już takiej pomyłki. Mocnym zbiciem zdobył dla swojej ekipy drugi punkt przewagi i zakończył seta: 30:32.



Kolejna odsłona zaczęła się szczęśliwie dla zawodników ze stolicy. Autowe zbicie Salmona, siatkarski gwóźdź Jurkiewicza oraz blok Szulca na Gierczyńskim wyprowadziły „Inżynierów” na dwupunktowe prowadzenie. Kiedy po chwili Marcin Malicki wykorzystał kontrę, trener Arie Brooking poprosił o czas. Przerwa ta przyniosła zamierzone skutki. Częstochowianie zaczęli grać przede wszystkim skuteczniej, popełniali mniej niewymuszonych błędów. Nie mogli jednak zniwelować trzypunktowej różnicy. Dodatkowo jeszcze Billings nadział się na blok Siebecka i Jurkiewicza, „Inżynierowie” prowadzili 9:6. Kolejne akcje to obustronne błędy w polu zagrywki i zbicia w wykonaniu środkowych: Gawryszewskiego i jego vis a vis: Kowalczyka. Na tablicy kolejno widnieją wyniki: 14:11, 15:12 i… 15:14. Częstochowianie dzięki pomyłkom po stronie graczy ze stolicy odrobili dwa „oczka”. Mogli doprowadzić do remisu, ale Salmon pomylił się w kontrataku i przy stanie 16:14 zespoły zeszły na drugą przerwę techniczną. Kilka wskazówek udzielonych przez Arie Brooking’a jego graczom poskutkowało, bo wygrali trzy piłki z rzędu i dogonili stołecznych rywali. Przy stanie 19:19 „Inżynierowie” złapali jednak wiatr w żagle i ponownie odskoczyli na trzy „oczka” – prowadzili już 23:20. Przy wyniku 24:22 zawodnicy z Warszawy mieli dwie piłki meczowe. Przy pierwszej szansie zakończenia szczęśliwie trzeciej partii wpadli w siatkę, a w następnej akcji Piotr Szulc nadział się na częstochowski blok. Na tablicy świetlnej widniał remis 24:24. Trener Brooking wprowadził na zagrywkę dziewiętnastoletniego Piotra Nowakowskiego. Młody siatkarz zagrywkę posłał jednak w aut. Kolejną piłkę meczową zespołu J.W. Construction obronili siatkarze spod Jasnej Góry i ich środkowy – Phil Eatherton doprowadził do następnego remisu. Arie Brooking wprowadził na parkiet za Woickiego Stelmacha i kolejny raz ta zmiana okazała się szczęśliwa. Dwie kolejne akcje padły „łupem” częstochowian: kontrataki wykorzystali Billings i Gierczyński i tym samym zakończyli seta (25:27) i cały mecz. Siatkarze Wkręt-Met-u ponownie okazali się lepsi od J.W. Construction AZS Politechniki Warszawskiej. Po wczorajszej wygranej 3:2, tym razem zwyciężyli 3:0.

AZS Politechnika Warszawa – AZS Częstochowa 0:3

(19:25, 30:32, 25:27)

Składy zespołów:

AZS Politechnika: Kowalczyk, Chudik, Jurkiewicz, Siebeck, Szulc, Malicki, Maciejewicz oraz Łomacz, Drzyzga, Wieczorek

AZS Częstochowa: Gawryszewski, Gierczyński, Woicki, Salmon, Billings, Eatherton, Gacek (libero) oraz Nowakowski, Stelmach, Żuk, Patucha

Po meczu powiedzieli:

Wojciech Jurkiewicz (środkowy Politechniki Warszawa):

Patrząc na wynik to dzisiejszym meczu łatwo przegraliśmy z Częstochową ale patrząc po wynikach poszczególnych setów, przegraliśmy w końcówkach. Nie potrafiliśmy skończyć decydujących piłek. Brakowało nam zawodnika, który zdobyłby decydujący punkt. Popełniamy jeszcze spor błędów, jednak jeśli je wyeliminujemy to będziemy naprawdę bardzo groźną drużyną.

Marcin Malicki (atakujący Politechniki Warszawa):

Wynik w pełni nie oddaje tego co działo się dzisiaj na boisku. Podjęliśmy dziś walkę i naprawdę nie było aż tak źle. Zabrakło nam konsekwencji w końcówkach. O przegranej zadecydowały proste nieskończone, czy niepodbite piłki. Dziś po raz kolejny przegraliśmy z Częstochową, jednak mogę zapewnić, że w lidze będziemy z nimi walczyć jak równy z równym.

Pavel Chudik (rozgrywający Politechniki Warszawa):

Dzisiejszy mecz był słabszy od tego, który rozegraliśmy z częstochowianami wczoraj, jednak dwa sety grane na przewagi mogły się różnie potoczyć. Mieliśmy w górze piłkę setową i jeśli udałoby się ją skończyć kto wie jak potoczyłby się ten mecz. Nie można zapominać, że to jest dopiero początek sezonu, brakuje nam jeszcze zgrania. W zespole bardzo odczuwalny był brak Radka Rybaka, choć Marcin Malicki świetnie go zastąpił.

Tomasz Kowalczyk (środkowy Politechniki Warszawa):

Graliśmy nieźle, a skończyło się tak jak zawsze… (śmiech). Częstochowianie przez cały czas mieli przewagę, choć dwa sety przegraliśmy na przewagi. Bardzo dobrze się nam gra ze sobą, choć nadal popełniamy masę błędów, tracąc niepotrzebnie punkty. Nie jesteśmy jeszcze w 100% zgrani, tym bardziej, że w „siódemce”, która jest na boisku występuje aż czterech nowych zawodników. Częstochowianie są bardzo utytułowanym zespołem i cieszę się, iż przyjeżdżając do nas nie dostajemy od nich szybkiego 3:0 lecz gramy z nimi jak równy z równym. Wielkie brawa należą się Marcinowi Malickiemu, który zastąpił kontuzjowanego Radka Rybaka. Marcin trenuje od tego sezonu na nowej pozycji, miał bardzo ciężkie początki, teraz widać że świetnie radzi sobie z piłką. Wielka zasługa w tym Pavla Chudika, który potrafi go znaleźć w odpowiednim momencie.

Krzysztof Gierczyński (kapitan AZS Częstochowa):

Dziś wygraliśmy 3:0. Mimo że wynik wskazuje, że mogło to być łatwe zwycięstwo, wcale tak nie było. Dwa sety skończyły się na przewagi i równie dobrze mogliśmy przegrać. Wczoraj wygraliśmy dość szczęśliwie, dlatego cieszymy się, że w pucharowej inauguracji udało się nam zwyciężyć w Warszawie w dwóch meczach, tym bardziej że zawsze grało się nam tu bardzo ciężko.

Piotr Gacek (libero AZS Częstochowa):

Pierwszy raz od trzech lat udało się nam wygrać w Warszawie 3:0. Wcześniej nasze pojedynki na „Kole” były bardzo zacięte i o tym kto zwycięży musiał zadecydować tie-break. Dziś pokazaliśmy lepszą grę niż wczoraj, mamy bardzo mocny zespół i jeśli chcemy zdobyć Mistrzostwo Polski, musimy takie mecze jak ten wygrywać. Brakuje nam optymalnej formy, jednak nie można zapominać, że liga startuje dopiero w grudniu, do którego mamy jeszcze dwa miesiące. Cieszy dyspozycja w jakiej obecnie się znajdujemy ale z pewnością stać nas na lepszą grę.

Zobacz również:

Wyniki i tabela gr. 2 Pucharu Polski mężczyzn

źródło: inf. prasowa, inf. własna

nadesłał: ,

Więcej artykułów z kategorii :
Puchar Polski

Więcej artykułów z dnia :
2006-10-08

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2019 Strefa Siatkówki All rights reserved