Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Grand Prix > Bezcenny awans podopiecznych Ireneusz Kłosa

Bezcenny awans podopiecznych Ireneusz Kłosa

Odejście trenera Andrzeja Niemczyka, kiepskie morale, kontuzje - problemy, z jakimi polskie siatkarki jechały do Warny na eliminacje Grand Prix, były przytłaczające. Ich awans jest zatem bezcenny.

Polki awansowały po tym, jak wygrały w sobotę decydujący mecz z Azerbejdżanem. Sporo zawdzięczają regulaminowi eliminacji Grand Prix. Zakładał on rywalizację w dwóch czterozespołowych grupach. Zwycięzcy obu grup zdobywali awans od razu. W barażu miały walczyć zespoły nie tylko z drugich, ale i z trzecich miejsc. Takie trzecie miejsce po porażkach 2:3 z Holandią i Azerbejdżanem oraz wygranej 3:1 z Bułgarią zajęły właśnie Polki.

Na dodatek regulamin eliminacji zakładał, że baraż gra się na krzyż, tzn. ekipa z drugiego miejsca mierzy się z tą z trzeciego. Jednakże niekoniecznie z drugiej grupy. Przeciwnika przyznawało bowiem losowanie. Dzięki temu rozwiązaniu trudniej kalkulować, na kogo się trafi.



Polkom dopisało szczęście w losowaniu. Losowały wicemistrzów grup, Turcję lub Azerbejdżan. Wyciągnęły Azerki, z którymi już grały i były blisko zwycięstwa. – Dziewczyny same czuły, że Azerbejdżan był w ich zasięgu, nawet przy formie, którą dziś prezentujemy – mówi trener Ireneusz Kłos.

To pomogło w zwycięstwie, choć znów nie brakowało dramaturgii. W trzecim secie przy stanie 1:1 to Azerki miały piłkę setową w górze. W czwartym goniły Polki co sił i doprowadziły do 20:18. Każdy, kto widział poprzednie mecze Polek, wiedział, że im dłużej trwa mecz, tym gorzej dla nich. Polkom brakuje bowiem sił. – Nie mam zmienniczek, więc tym, które grają, nie mogę pozwolić na odpoczynek. Trenujemy w siódemkę czy ósemkę, więc sił ubywa – tłumaczy Kłos.

Najlepszy przykład – Natalia Bamber, która odpoczywała podczas pierwszego meczu z Azerbejdżanem w środę. To wystarczyło, by już w czwartek zagrała o niebo lepiej niż przed tym krótkim odpoczynkiem. – Padamy z nóg – mówią teraz wszystkie siatkarki, którym organizatorzy eliminacji Grand Prix kazali jeszcze w niedzielę zagrać wybitnie już sparingowy mecz z Włoszkami o…trzecie miejsce w turnieju. Polki, słaniając się na nogach, zgodnie z przewidywaniami gładko przegrały 0:3, podejmując walkę jedynie w pierwszym secie.

Ponieważ w Warnie grały wszystkie czołowe zespoły kontynentu, eliminacje nazwać można „małymi mistrzostwami Europy”. Wyszło na to, że w okrojonym, przetrzebionym kontuzjami składzie Polska jest i tak na trzecim, czwartym miejscu. – To chyba niezły wynik – mówi Kłos, któremu wybitnie dopisało w Warnie szczęście – w regulaminie, losowaniu, grze, we wszystkim. To szczęście spowodowało jednak bardzo poważne zmiany mentalne w głowach siatkarek. Przerwana została bowiem ciągnąca się od kilku miesięcy passa porażek. I choć Polska zaprezentowała się w Warnie kiepsko, taki awans musi podziałać na Złotka. – One uwierzyły, że nawet w okrojonym składzie i z drżącymi rękoma są i tak w stanie wygrać z silnym przeciwnikiem takim jak Azerbejdżan. To bardzo istotna wiedza, na której buduje się wiarę w siebie – mówi Kłos.

Trener Polek był bardzo niespokojny przed wyjazdem do Warny. Obawiał się nie tylko o eliminacje Grand Prix (niepowodzenie mogło odebrać punkty, które teraz można zdobyć w sezonie 2007, poprzedzającym rok olimpijski), ale i o zbliżające się mistrzostwa świata. Teraz nie kryje, że nieco się uspokoił. – Zrobiliśmy krok naprzód, także w odbudowie dobrej atmosfery w kadrze – mówi. – Liczę na to, że wrócą do składu kontuzjowane zawodniczki i że żadna już z kadry nie wypadnie.

Mowa zwłaszcza o Katarzynie Skowrońskiej-Dolacie, która przechodzi w Poznaniu zabieg artroskopii. – Za około dwóch tygodni będę trenować normalnie – mówi nasza czołowa siatkarka. Jej powrót ma ogromne znaczenie, bowiem Kłos ma zamiar przestawić Skowrońską na… prawe skrzydło, gdzie grała za trenera Niemczyka. – Z tego co wiem, będzie grać na tej pozycji także w swym włoskim klubie w Vicenzy. Dlatego chcę, by i u nas była bardziej uniwersalna – mówi trener. – Nie jest to moja ulubiona pozycja, ale skoro trzeba, to trzeba – mówi Katarzyna Skowrońska. Prawe skrzydło to bowiem obecnie newralgiczna pozycja w polskiej kadrze.

Do zdrowia wracają także Maria Liktoras oraz Aleksandra Przybysz. Liktoras leczy chorą łękotkę i wygląda na to, że to leczenie przebiega szybciej, niż zakładano. Nie w pełni sił była też w Warnie pierwsza rozgrywająca Izabela Bełcik. Najtrudniejsza jest sytuacja z utalentowaną Kamilą Frątczak, której powrót przed mundialem nie jest pewny.

Mało prawdopodobne jest, aby do kadry wróciła Małgorzata Glinka. Kłos chce ją jednak wciąż namówić, podobnie jak Annę Barańską z Winiar Kalisz. – Szalenie zależy mi na Ani – mówi trener. – Rozmawiałem z nią przed Warną. Zasłaniała się swoimi problemami z migdałkami, przez które łapie co chwilę infekcje. Wiem jednak, że Ania normalnie trenuje i gra w klubie, więc dlaczego nie miałaby grać w kadrze? Chcę, aby pojawiła się na zgrupowaniu, niezależnie od tego, w jakiej jest formie.

Autorem tekstu jest Radosław Nawrot – Gazeta Wyborcza

źródło: gazeta.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Grand Prix, reprezentacja Polski kobiet

Więcej artykułów z dnia :
2006-10-02

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved