Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > europejskie puchary > Mariusz Wlazły: Powinno być coraz lepiej

Mariusz Wlazły: Powinno być coraz lepiej

Pod koniec czwartego seta meczu z Olympiakosem Pireus Wlazłego złapał skurcz. Ból był tak duży, że nie wrócił już na boisko. - Będę badany za dwa tygodnie, już po spotkaniu z Lewskim Sofia w Bełchatowie - mówi zawodnik.

To nie była kontuzja, tylko skurcz mięśnia prawej nogi. Nie ma co robić niepotrzebnej sensacji, bo nic wielkiego się nie stało – mówi atakujący bełachatowskiej Skry.

Kibice pamiętają jeszcze dramatyczną sytuację z meczów z USA w Lidze Światowej, kiedy znoszona Wlazłego z boiska. – Teraz skurcz był nieporównywalnie mniejszy. Wtedy trzymał mnie bardzo długo, a mięśnie były twarde jak kamień i strasznie bolały przy każdym dotknięciu. W środę było znacznie lepiej, bo mogłem normalnie wrócić samochodem do domu. Zresztą w piątym secie lekkie skurcze łapały też Piotrka Gruszkę.



Będę badany dopiero za dwa tygodnie, po meczu z Lewskim Sofia w Bełchatowie. Teraz wszystkie niedobory w organizmie mam uzupełnione, więc nie ma sensu badać krwi – opowiada Mariusz Wlazły. – A treningi to nie to samo co mecz, bo nie ma podczas nich stresu, więc organizm inaczej reaguje. Przed i po spotkaniu z Lewskim będę miał pobraną krew i wtedy okaże się, czego mi brakuje.

To chyba trzeci raz w karierze – mówi o swoich skurczach reprezentant Polski. – Najgorszy był chyba trzy lata temu, kiedy miałem skurcz całego ciała. Przez ostatnie półtora roku byłem tak prowadzony, że niczego mi nie brakowało. Jedynie podczas ostatniego play off miałem delikatny skurcz w Olsztynie. Ale zaraz minął. Później była reprezentacja i teraz mecz z Olympiakosem. Teraz czuję się dobrze. W piątek normalnie ćwiczyłem już na siłowni.

Pierwsze śliwki robaczywki – charakterystycznym dla siebie twierdzeniem Mariusz opisuje mecz Ligi Mistrzow z Olympiakosem. – Gdybyśmy wygrali 3:0 czy 3:1, a była taka szansa, to nawet by mnie skurcz nie złapał. To jest sport, w którym wszystko się może zdarzyć. Nie jesteśmy jeszcze do końca zgrani, stąd biorą się niedokładności. Wspólne treningi to nie wszystko, bo na nich można zatrzymać akcję, powtórzyć. W czasie gry to niemożliwe. Ale powinno być coraz lepiej.

Serwisy Mariusza Wlazłego nie miały już takiej siły, jak choćby w poprzedniej edycji Ligi Mistrzów. – Bo siatka była za wysoka. Gdzieś o dwa centymetry (śmiech). Dlatego w końcówce trzeciego seta trafiłem w taśmę. A tak poważnie, to mieliśmy na zagrywce próbować skrótów. Ja jestem przyzwyczajony do mocnych uderzeń, dlatego trudno mi przyzwyczaić się do takiej zmiany. Poza tym muszę sobie wydeptać swoją ścieżkę. Każda hala ma swoją specyfikę i trzeba się do niej przyzwyczaić. W Energii trenujemy od niedawna, dlatego jeszcze się do niej nie przyzwyczaiłem. Mam już jedno ulubione miejsce, ale to nie wystarczy. Dobrze, że są linie do koszykówki czy piłki ręcznej, bo dzięki nim nie muszę już odmierzać kroków przy zagrywce.

Wypowiedzi zawodnika zebrał Jarosław Bińczyk – Gazeta Wyborcza

źródło: gazeta.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
europejskie puchary, PlusLiga

Więcej artykułów z dnia :
2006-09-30

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved