Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > europejskie puchary > Bełchatowska ściana płaczu

Bełchatowska ściana płaczu

Nie milkną echa sukcesu BOT Skry Bełchatów. Mistrzowie Polski, po raz pierwszy w historii klubu, pokonali zespół z Grecji. Olympiakos Pireus w zeszłym sezonie zajął w swoim kraju trzecie miejsce.

W Bełchatowie Olympiakos wystąpił bez Mariosa Giourada i Theodorisa Chatziantoniou. To jednak wciąż znakomita, europejska firma.

Sukces BOT Skry przypadł w najwłaściwszym momencie. Przecież dla bełchatowian był to dopiero czwarty mecz w tym składzie, a pierwszy o punkty. Rok temu BOT Skra, przystępując do rozgrywek Ligi Mistrzów, miała za sobą 20 sparingów i 3 spotkania ekstraklasy.



Widać było jeszcze brak zgrania – uważa Jacek Nawrocki, drugi trener BOT Skry. Zawodnicy dyskutowali z sobą. Naprędce ustalali, jak rozegrać akcje. Ale to, mówiąc żargonowo, wkrótce „zatrybi”.

Podziwiam naszych siatkarzy za niebywałą ambicję – wtrąca Konrad Piechocki, wiceprezes BOT Skry. Tak walczącej Skry dawno nie widziałem. W polu nie było dla nas straconych piłek. To jakieś szaleństwo.

Kluczem do sukcesu był blok. Ten element gry to „konik” argentyńskiego trenera Daniela Castellaniego. W meczu z Olympiakosem śmiało można było mówić o bełchatowskiej „ścianie płaczu”. Gospodarze mieli aż 20 skutecznych bloków, w tym 11 pojedynczych. Grecy tylko trzy punkty zdobyli blokiem. To wymowne. Podobnie jak zepsute zagrywki: BOT Skra 15, a Olympiakos aż 22.

Atakujący Mariusz Wlazły „ustrzelił” 24 punkty. Widać, że „Szampon” wraca do wielkiej formy. Kibiców niepokoi jednak fakt, że reprezentanta Polski znowu złapały skurcze (podobnie jak w meczu Ligi Światowej z USA). Zniesiony został z boiska po czwartym secie. Czyżby to sygnał, że nadmiernie eksploatowany organizm buntuje się?

Według Tassosa Koumplisa, trenera Olympiakosu, kontuzja „Szampona” przyczyniła się do porażki jego drużyny. Kiedy waszego najlepszego atakującego zniesiono z boiska moi zawodnicy uwierzyli, że piąty set sam się wygra. I zapłacili za to karę.

Nie sposób nie wspomnieć o roli Krzysztofa Stelmacha. 39-letni zawodnik wziął na siebie ciężar gry w najważniejszym momencie. Znów łapie wiatr w żagle Piotr Gruszka. Wbrew niektórym opiniom dobrze spisał się Bułgar Jewgienij Iwanow, człowiek od czarnej boiskowej roboty. Miał udane bloki. Potrafił też zaatakować. Ulubieńcem fanów Skry staje się Fin Janne Heikkinen – „Terminator” jak go nazywają. Trzeba też pochwalić za mecz z Olympiakosem Krzysztofa Ignaczaka.

W środę o godz. 20.30 Skrę czeka kolejny mecz, w Belgii z Knack Randstad Roeselare. To zespół słabszy od Olympiakosu, a więc oczekujemy zwycięstwa.

źródło: Dziennik Łódzki

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
europejskie puchary

Więcej artykułów z dnia :
2006-09-29

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved