Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > inne > Piotr Dębowski: Ludzie pracujący w telewizji to również kibice

Piotr Dębowski: Ludzie pracujący w telewizji to również kibice

„Cudowna akcja! Brawo, brawo nasi!" - te pełne emocji okrzyki towarzyszą kibicom od kilku lat podczas transmisji meczów reprezentacji Polski. Piotr Dębowski - człowiek, który zna naszych siatkarzy doskonale, towarzyszy im niezmiennie podczas ich licznych wojaży.

Do tej pory to on przybliżał nam świat siatkówki. Tym razem postanowiliśmy pokazać jego. Czy komentator to także kibic? Jak pogodzić osobiste sympatie z obiektywną relacją? O tym wszystkim specjalnie dla Strefy Siatkówki opowiada Piotr Dębowski, komentator siatkówki w TVP.

Anna Więcek: Jak doszło do tego, że zaczął Pan komentować siatkówkę?



Piotr Dębowski: Wszystko zaczęło się bardzo dawno temu, gdy pracowałem w Szczecinie w telewizji i w radio. Komentowałem wtedy różne dyscypliny sportu, ale siatkówka najbardziej mi się podobała. To sport dynamiczny. Ogólnie gry zespołowe są bardziej interesujące. Gdy przeniosłem się do Warszawy, siatkówka jeszcze bardziej wpisała się w moją pracę. Pierwszy mecz polskiej reprezentacji, który komentowałem to było w Katowicach, w 1998 roku, Polacy grali wtedy z Brazylią.

– Można w ogóle komentować siatkówkę, jeśli się jej nie kocha?

Pewnie ktoś by powiedział, że można, tylko pytanie z jakim skutkiem. Jeśli ma to mieć ręce i nogi to miłość do tej dyscypliny jest bardzo wskazana. To nie dotyczy tylko siatkówki, ale wszystkich innych dyscyplin sportowych.

Jest pan chyba najbardziej emocjonalnie podchodzącym do meczów komentatorem, nie przeszkadza to Panu w pracy?

Mnie to nie przeszkadza, być może telewidzom to przeszkadza (śmiech). Zdarzały się takie mecze, gdzie widać było, że sędziowie popełniają fatalne błędy, dlatego jak Polacy grali z Argentyną na przykład, pozwoliłem sobie na użycie sformułowania, że sędzia jest „drukarzem”, tylko raz w swoim życiu tak postąpiłem, ale wtedy tak faktycznie było i nikt nie miał do mnie pretensji, że przesadziłem. Ja zawsze byłem zwolennikiem takiego komentarza, w którym oddaje się również emocje, oczywiście trzeba to odpowiednio wypośrodkować. Dlatego teraz najczęściej robimy tak, że komentujemy we dwójkę z ekspertem, czy to z zawodnikiem czy trenerem, który naprawdę wie o siatkówce bardzo dużo. Wtedy taki ekspresyjny, emocjonalny komentarz dziennikarza w połączeniu z takim wyważonym komentarzem eksperta, daje dosyć dobre efekty.

Z kim najbardziej lubi pan współkomentować?

To trudne pytanie. Mogę powiedzieć, że ze wszystkimi z którymi miałem przyjemność komentować pracowało mi się dobrze. Zawsze się dogadywaliśmy, nie było żadnych problemów. Teraz całą Ligę Światową w Polsce komentowaliśmy wspólnie z Ryszardem Boskiem, z którym współpracuje mi się bardzo dobrze. Po raz pierwszy komentowaliśmy razem mecze podczas ubiegłorocznego finału Ligi Światowej w Belgradzie i Rysiu bardzo fajnie powiedział, gdy poprosiłem go o współkomentowanie „Dobrze, pod jednym warunkiem, że nie będę musiał za dużo mówić” i w ten sposób bardzo dobrze oddał też fakt, że doskonale rozumie role eksperta, ponieważ ekspert ma mówić krótko, zwięźle i na temat.

Ma pan ochotę czasami zakląć?

Mam, nie raz (śmiech), ale muszę się ugryźć w język.

Który z komentowanych meczów wspomina pan najlepiej?

Właściwie to bardzo dobrze wspominam wszystkie wygrane mecze naszych siatkarzy (śmiech). Bardzo dobrze wspominam na przykład mecz z Katowic, kiedy Polacy wygrali z Holendrami podczas kwalifikacji do Igrzysk w Sydney w 2000 roku. To były niezapomniane chwile. Wygraliśmy z Holendrami, którzy przecież kiedyś też zdobywali medale na Igrzyskach, było wiele wspaniałych akcji i wtedy katowicki Spodek oszalał ze szczęścia. Natomiast oczywiście w głowie pozostają również mecze te takie trochę dziwne.

Ma pan doświadczenie w pracy w radio, pytam gdyż często zanika obraz i trzeba przejść na komentarz radiowy?

Tak, jeszcze z czasów szczecińskich. Ja właściwie zaczynałem od radia. Chodzi głównie o to, żeby namalować jakiś obraz, żeby ten kibic, który nagle nic nie widzi mógł sobie wyobrazić co robią zawodnicy, w którym miejscu stoją, co robi trener, czy trwa akcja czy nie. Nie jest to na pewno łatwe, ale trzeba sobie poradzić w takich chwilach.

Woli pan komentować czy prowadzić studio?

Zdecydowanie komentować. Prowadząc studio nie mogę sobie na przykład krzyknąć, a lubię sobie krzyknąć, gdy jest jakaś fajna akcja zakończona efektownym atakiem, żeby oddać dodatkowo jeszcze te emocje, piękno, skuteczność i siłę tej akcji. Natomiast prowadząc studio człowiek musi być bardziej stonowany i bardziej się rozmawia o tym co się stało przed chwilą. Ja lubię przeżywać akcje na bieżąco, na żywo. Podczas prowadzenia studia, w trakcie meczu jestem właściwie tylko kibicem, oglądam mecz, ewentualnie zastanawiam się o czym można było później porozmawiać. Staram się zapamiętać najciekawsze momenty, które później warto omówić.

Ogląda pan później mecze, które pan komentował?

Tak oglądam. Głównie po to, żeby wiedzieć jakie błędy popełniam i żeby te błędy eliminować. Jeszcze się taki nie urodził, który wszystkim dogodzi. Każdy z dziennikarzy ma swoich zwolenników i przeciwników, bo jednemu się podoba taki styl, drugiemu troszeczkę inny. Wiadomo, że człowiek jest taka istotą, która się myli. Dlatego właśnie staram się te błędy eliminować, żeby było ich jak najmniej. A żeby zdać sobie z nich sprawę warto obejrzeć to co się robi. Ja na przykład jak się siebie słyszę to takie mam dziwne odczucia. (śmiech)

Nie ma pan czasem ochoty wejść na boisko?

Może i miałbym ochotę, ale podejrzewam, że jakbym wszedł to zacząłby się kabaret (śmiech). Nam się wydaje, że to tak łatwo jest wyjść na boisko i coś zagrać tak jak byśmy chcieli, żeby zostało zagrane. Myślę, że kibice siatkówki też grają amatorsko w siatkówkę, albo próbują i wiedzą jaka to jest trudna sztuka. Naprawdę trzeba być świetnie przygotowanym technicznie i kondycyjnie. Kilka razy piłkę odbić każdy potrafi, ale z upływem czasu wchodząc w ten sport jest coraz trudniej. Chciałoby się wbiec i pomóc, tylko wiadomo, że jest to nierealne.

Pamięta pan swoją największą wpadkę?

Nie wiem czy to była największa wpadka, ale w każdym razie dosyć słynna. Można ją znaleźć nawet na forach internetowych, jak powiedziałem, że nie rozumiem języka brazylijskiego. Wiadomo, że nie ma takiego języka, ale wtedy w przypływie emocji tak powiedziałem. Zdarzają się takie błędy, gdy człowiek zbuduje już jakieś zdanie, stara się przekazać jakieś myśli i czasami wychodzą z tego jakieś dziwne zbitki słów. Jeśli się to wyciągnie z kontekstu zdania to się okaże, że człowiek plecie naprawdę duże bzdury (śmiech). Jak się posłucha od początku do końca parę zdań to się okazuje, że to nawet ma jakiś sens. Wiadomo, że są specjaliści od wyszukiwania takich gaf i można się przyczepić do każdego słowa tak naprawdę.

Czyta pan opinie w Internecie na swój temat?

Teraz mniej, kiedyś więcej czytałem. Kibice bardzo często podchodzą do mnie podczas meczów, spotykając mnie gdzieś na ulicy. Bardzo często coś wspominają, z jakiegoś wcześniejszego meczu, że coś się podobało, coś się nie podobało. To nie jest tylko tak, że podchodzą ludzie i poklepują po ramieniu i mówią, że super itd. Są również tacy, którzy zgłaszają swoje uwagi. Ja na przykład bardzo cenię sobie takich ludzi, którzy potrafią w taki rzeczowy, spokojny sposób przekazać swoje spostrzeżenia, ponieważ czasami mają po prostu rację i ja potrafię to przyjąć i wyciągnąć z tego wnioski. Natomiast nie podobają mi się chamskie odezwania i na takie komentarze właściwie nie reaguję, bo myślę, że tak naprawdę nie robią tego kibice siatkówki. Kibice siatkówki są bardzo dobrze wychowani, kulturalni, są na poziomie, potrafią się zachować w określonej sytuacji. Jeżeli ktoś jest chamem, to ja mam wrażenie, że to nie jest prawdziwy kibic siatkówki.

A siatkarze przekazują panu uwagi na temat komentowania?

Oczywiście, czasem pogrożą palcem, bo nie podoba im coś co powiedziałem na temat ich gry na przykład. Czasami udzielają takich życzliwych rad, bo wiadomo, że coś inaczej może wyglądać z boku a zupełnie inaczej z pozycji zawodnika, który jest na boisku przy siatce. Nagle się okazuje, że sytuacja odczytana przeze mnie czy kibiców zasiadających na trybunach powinna zostać całkiem inaczej zinterpretowana, o coś zupełnie innego chodziło. Często jest tak, że wiedzą to tylko sami zawodnicy.

Konsultuje się Pan z komentatorami innych stacji?

Tak, jeśli chodzi o ludzi, którzy komentują siatkówkę to jesteśmy ekipą dosyć zgraną. Myślę tutaj o ludziach, którzy pracują w stacjach konkurencyjnych. Znamy się, lubimy, przy okazji jakiś wydarzeń sportowych spotkamy się razem, bawimy, dyskutujemy, przekazujemy jakieś uwagi, co kto zrobił dobrze, co źle. Nie ma z tym żadnych problemów. To jest bardzo fajna grupa ludzi.

Będzie Panu brakowało komentowania podczas mistrzostw świata?

Będzie, ale co ja mogę zrobić. Skończyły się czasy monopolu jednej telewizji, jednego radia czy gazety. Jest teraz duża konkurencja, każdy chce się pokazywać w tym świecie. Siatkówka jest bardzo atrakcyjnym towarem, bardzo atrakcyjną dyscypliną, ma wielu kibiców w tym kraju, Europie i na świecie. Mamy teraz czasy, że trzeba walczyć, mamy równouprawnienie i każdy może starać się o pokazywanie siatkówki. Pewnie, że chciałbym, żeby jak najwięcej siatkówki było w telewizji polskiej. Ale to też nie jest tak, że Polsat przejmuje całą siatkówkę. My też mamy sporo tej siatkówki u siebie, mamy ligę żeńską, przyszłoroczne mistrzostwa Europy mężczyzn i kobiet. Z drugiej strony wszystkiego też nie możemy mieć.

Które narodowości sprawiają panu najwięcej problemów w wymawianiu nazwisk?

Na pewno azjatyckie nacje, czasem mają bardzo skomplikowane nazwiska. Ale nie tylko, to może również dotyczyć zawodników europejskich. Czasem ludzie mają jakieś inne korzenie, urodzili się w jakimś innym kraju a grają gdzieś indziej i wydawałoby się powinienem przeczytać to nazwisko tak a nie inaczej, a później się okazuje, że to całkiem inna wymowa. Tak na przykład jest reprezentantem Stanów Zjednoczonych, Suxho. U nas kiedyś mówiono na niego zupełnie inaczej, ja sam inaczej wymawiałem jego nazwisko podczas chociażby Igrzysk Olimpijskich w Atenach. Teraz jak byliśmy w USA, zapytałem się jak oni mówią na niego i usłyszałem że czytają „Suszo” podczas, gdy my zawsze mówiliśmy „Sakso” „Saszo”. Pytanie polega na tym, czy wymawiać nazwisko tak jak wszyscy wymawiali od lat, czy wymawiać tak jak się powinno wymawiać. Czasem ludzie są tak przyzwyczajeni do wymowy nazwiska, że jak wymówię je inaczej to pomyślą, że to mój błąd albo nie będą wiedzieli o kogo chodzi.

Skąd zatem czerpie Pan wiedzę jak je wymawiać?

Mam taki zwyczaj, że przed meczami podchodzę na przykład do trenera reprezentacji, z którą gramy i proszę żeby mi przeczytał imiona i nazwiska swoich zawodników. I to jest jakby najlepszy sposób na to, aby poznać prawidłowa wymowę.

Jak się układają Pana stosunki z trenerem Lozano po tej małej łódzkiej „sprzeczce”?

Powiem tak, bardzo dobrze. Po tej konferencji, która stała się taka głośna, tydzień później razem polecieliśmy do Japonii, nie było żadnych problemów, przywitaliśmy się tak jak wcześniej, bardzo kulturalnie, potrafimy się do siebie uśmiechać. Jest tak jak było. Wtedy byliśmy podenerwowani. Z tym mikrofonem to jest tak naprawdę tak, że podczas meczów w Łodzi nie było mikrofonu na tyczce. Ja to sprawdziłem. Był tylko mikrofon na kamerze. Ten zamontowany na kamerze to taki mikrofon efektowy, który zbiera wszystko, cały harmider, hałas, szum i tak naprawdę przez taki mikrofon nikt nie usłyszy tego co mówił trener Lozano. Ja wiem, to jest taka sytuacja dosyć stresująca, nerwowa, widocznie trenerowi Lozano, taka bliska obecność kamery po prostu przeszkadza. My to bardzo dobrze rozumiemy i będziemy się starali trzymać taki dystans, żeby go nie denerwować. Zresztą powiedziałem wtedy na tej konferencji w Łodzi, że wystarczy po prostu porozmawiać na taki temat przed meczem i my się zawsze dostosujemy. Ludzie, którzy pracują w telewizji to również kibice i im również bardzo zależy na tym, żeby drużyna wygrywała i jeżeli operator wie o co chodzi, to będzie się starał jeszcze pomóc i trenerowi i drużynie, i będzie miał dodatkową satysfakcję, że również ma swój malutki wkład, że oszuka się w jakiś sposób rywala. Także jeszcze raz podkreślam, nie ma naprawdę problemu, nasze stosunki są naprawdę dobre i nie ma już potrzeby wracać do tego.

A którego z trenerów, którzy pracowali z kadrą w ciągu ostatnich lat ceni pan najbardziej?

Ja wszystkich trenerów, którzy pracowali z kadrą cenię. A dlaczego wszystkich? Dlatego, że po kolei gdy ich poznawałem, to byli ludzie, którzy bardzo mi pomagali w mojej pracy. Począwszy od tego czasu gdy pierwszym trenerem był Ireneusz Mazur, a ja zaczynałem komentować mecze reprezentacji, potem podczas kadencji Waldka Wspaniałego, Ryśka Boska. Każdy z tych trenerów starał mi się podpowiadać i pomagać, zwracali uwagę na to jak należy skomentować daną sytuację, kiedy popełniam błąd a kiedy przeprowadzam dobrą analizę i pomagali w jakimś stopniu w moim rozwoju zawodowym. Dlatego wszystkich bardzo cenie. Znamy się osobiście, mogę powiedzieć, że jesteśmy bardzo dobrymi kolegami.

Czy to że ma pan dobre kontakty z zawodnikami ułatwia czy utrudnia komentowanie?

Na pewno są jakieś ograniczenia, jeśli się zna chłopaków, spędza się z nimi mnóstwo czasu i w hotelach i na meczach, na treningach to czasami ciężko jest skrytykować. Z drugiej strony oni mnie znają i wiedzą, że sam fakt znajomości czy koleżeństwa nie sprawi, że ja nagle przestanę zauważać pewne rzeczy. Staram się być uczciwy i rzetelny wobec nich. Oni pracują, ja pracuję i każdy z nas musi wykonać tę pracę najlepiej jak potrafi. Jeśli ktoś słabiej gra, to ja o tym mówię. Nigdy nie było takich problemów, że mieliby naprawdę wielkie pretensje o to, co powiedziałem podczas jakiegoś meczu. Zdarzały się śmieszne sytuacje, że ktoś mi pogroził palcem, ale to były raczej uwagi zwracane z uśmiechem, natomiast nigdy nie byłem skonfliktowany z jakimś zawodnikiem.

Patrząc obiektywnie na grę reprezentacji myśli pan ze będzie mu dane komentować zdobycie medalu przez Polaków w Pekinie?

Nauczyłem się w swojej pracy jednego, że dopóki nie siedzę w samolocie i nie lecę komentować jakiegoś meczu to tego meczu nie komentuję.

Ale zakładając że siedzi pan w samolocie do Pekinu?

Załóżmy, że lecę, dobrze (śmiech). To by było chyba dla siatkarzy takie spełnienie marzeń sportowych, a dla mnie spełnienie marzenia zawodowego, o którym marzy każdy komentator. Żeby komentować na Igrzyskach Olimpijskich, na których Polacy zdobywają medal. Byłoby to podsumowanie pracy nie tylko mojej, ale wszystkich którzy zajmują się tą dyscypliną. Dziennikarzy jest bardzo dużo, tych radiowych, telewizyjnych i piszących o siatkówce. Są to wspaniali ludzie, którzy trzymają kciuki za tę drużynę i marzą o tym, żeby oni zdobyli w końcu jakiś medal. Czekamy na to od wielu lat. Byłby to niepowtarzalne przeżycie i nie wiem, czy przypadkiem wtedy bym się nie rozkleił, bo mogłoby się coś takiego zdarzyć. Polacy mogą grać o medal na Igrzyskach Olimpijskich, potrzebne jest przede wszystkim zdrowie, wszyscy nasi najlepsi siatkarze muszą być w tym czasie przygotowawczym przede wszystkim w stu procentach zdrowi, a wiadomo, że z tym czasem jest duży problem. Jeśli będą zdrowi, jeżeli będą przygotowani, a na pewno zrobią wszystko żeby się przygotować do tego turnieju. Jeżeli będą mieli trochę szczęścia, szczęście w sporcie naprawdę jest bardzo potrzebne to może się okazać że będą grać o medal. Trzeba w to po prostu wierzyć.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
inne

Więcej artykułów z dnia :
2006-09-25

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved