Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > inne > Katarzyna Sokół kandydatką PZPS na sędziego FIVB

Katarzyna Sokół kandydatką PZPS na sędziego FIVB

Polski Związek Piłki Siatkowej skierował do FIVB kandydaturę wrocławianki – Katarzyny Sokół, na kurs międzynarodowego sędziego piłki siatkowej, który jest organizowany w dniach 4-11 września, w Bahrajnie.

Tym samym Katarzyna Sokół będzie pierwszą Polką, która dostanie szansę uzyskania takiego tytułu. – Jestem pierwszą kobietą w Polsce, która zaszła tak daleko, i uważam, że to nie jest mój ostatni krok. Robię to nie tylko dla siebie, ale i dla innych koleżanek, które pójdą moją drogą – mówi.

Aby zostać kandydatem na sędziego międzynarodowego należy być sędzią najwyższej klasy – trzeba mieć klasę państwową oraz sędziować zawody najwyższej ligi w kraju. Ponadto przez trzy lata trzeba być zgłaszanym do CEV przez PZPS. Co roku należy zdawać w języku angielskim egzamin ze znajomości przepisów.



W środowisku sędziowskim jest duża konkurencja i by dostać się na szczyt i prowadzić zawody na olimpiadzie czy na mistrzostwach świata, przez lata trzeba być na arenie międzynarodowej. – Spodziewam się, że w 2007 roku będę mogła prowadzić eliminacje do mistrzostw Europy czy świata, rozgrywki na szczeblu europejskim w kategoriach młodzieżowych. Nie zostanę jednak dopuszczona do Grand Prix czy Ligi Światowej – przewiduje nasza pani arbiter. – Ale jestem cierpliwa. Jestem pierwszą kobietą w Polsce, która zaszła tak daleko, i uważam, że to nie jest mój ostatni krok. Robię to nie tylko dla siebie, ale i dla innych koleżanek, które pójdą moją drogą – dodaje.

Katarzyna Sokół sportem interesuje się od dawna. W młodości grała w koszykówkę, ale warunki fizyczne (zaledwie 165 cm wzrostu) wykluczyły ją z czynnego uprawiania sportu. – Siatkówką zaraził mnie w LO mój nauczyciel WF, a zarazem sędzia międzynarodowy Jacek Hojka. Do ukończenia 18 lat sędziowałam szkolne mecze. W 1992 roku skończyłam kurs podstawowy na sędziego piłki siatkowej i zaczęłam prowadzić zawody na szczeblu okręgowym – opowiada.

Początki przygody Katarzyny Sokół z profesjonalnym sędziowaniem nie były łatwe – osoby, od których zależała obsada meczów, uważały, że kobieta nie poradzi sobie z takim zadaniem. – Widzieli mnie tylko jako pomocną w pisaniu protokołów, a nie na drabince sędziowskiej – mówi Sokół.

Przełomowym momentem dla jej dalszej kariery był wyjazd na sędziowanie turnieju nadziei olimpijskich do Cetniewa. Tam zauważył ją autorytet sędziowski – Adam Żelazny. – Stwierdził, że bardzo dobrze sobie radzę i podejmuję trafne decyzje nawet w trudnych momentach. Jak to się mówi, wpadłam mu w oko, i dalsza kariera uległa przyspieszeniu. Dzięki poparciu ówczesnego szefa Wydziału Sędziowskiego DZPS Jana Cyferta zostałam skierowana na kurs sędziowania na szczeblu centralnym. Po egzaminie mogłam już prowadzić mecze ligowe – relacjonuje Katarzyna Sokół.

Zdaniem arbiter najtrudniejszym przepisem do interpretacji jest ten o pierwszym przyjęciu piłki, gdyż wielu arbitrów ma kłopoty z czytelnością tego odbioru – nie można łapać i rzucać piłki, bo to nie jest piłka ręczna. Przy dużej prędkości piłek dużo kontrowersji wzbudza również dotknięcie piłki w bloku oraz ustalenie, czy piłka miała kontakt z linią podczas upadku na parkiet.

Katarzynie Sokół zdarza się zmienić decyzje sędziego liniowego. – Sędziowie na liniach są miejscowi. Dlatego czasami pomagają miejscowemu zespołowi. Nie mogę do tego dopuszczać. Muszę wtedy ingerować i zmieniać ich decyzję. Zdarzyło się już kiedyś, że zrezygnowałam w trakcie meczu z sędziego liniowego i pozostałam z jednym asystentem – wyjaśnia.

Najtrudniejszymi chwilami są dla niej te, związane z szowinistycznym zachowaniem kibiców. – Pamiętam taki mecz w Ozorkowie z Jaworznem.W ostatnim secie bałaganu narobił mi miejscowy sekretarz zawodów. Bzura zdobyła punkt, którego nie uznałam, i nakazałam powtórzenie akcji. Było to w piątym secie przy stanie 13:12 dla Jaworzna. Po tej sytuacji zawodnicy gospodarzy zamiast skupić się na grze, zaczęli protestować i w efekcie przegrali spotkanie – wspomina Katarzyna Sokół. – W marcu tego roku podczas meczu Nysy z Chemikiem Bydgoszcz ustawiłam bardzo ostry celownik odbicia i odgwizdałam kilka piłek rzuconych. Po meczu kwalifikator mnie pochwalił, że były to trafne decyzje. Kibice byli jednak innego zdania i nie ukrywali niezadowolenia, mimo że AZS Nysa wygrał to spotkanie 3:2. Tydzień później znów pojechałam do Nysy na mecz z Jaworznem, wiedząc, że powitają mnie gwizdy. Ale jak się chce być dobrym sędzią, to trzeba mieć dystans do tego, co się robi. Uważam, że podejmuję słuszne decyzje i swojego zdania nie zmieniam. Jeżeli taką samą opinię wyraża kwalifikator, to trudno tu mówić o pomyłce – dodaje.

Dziś siatkówka to praktycznie całe życie Katarzyny Sokół. – Ukończyłam kierunek bankowość i finanse na Wydziale Gospodarki Narodowej Akademii Ekonomicznej we Wrocławiu i pracuję w tym zawodzie, ale gdyby obowiązki sędziowskie kolidowały z pracą, to gotowa byłabym zmienić pracę, by nadal być przy siatkówce – mówi na koniec.

źródło: Słowo Sportowe, SportoweFakty.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
inne

Więcej artykułów z dnia :
2006-04-30

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2018 Strefa Siatkówki All rights reserved