Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Kolejnej sensacji w meczu Skry z Gwardią już nie było

Kolejnej sensacji w meczu Skry z Gwardią już nie było

Po doświadczeniach przegranego pierwszego meczu z Gwardią, Skra Bełchatów bardzo poważnie potraktowała rywala. W sobotę mistrzowie Polski wygrali 3:0 i prowadzą w play-off 2-1.

Przed meczem zaskoczył wszystkich widok trenera Jacka Grabowskiego poruszającego się o kulach do ławki rezerwowych. – Przynajmniej będzie miał czym wygrażać arbitrom podczas spotkania – można było usłyszeć na trybunach. Na trybunach można było tego dnia we Wrocławiu usłyszeć wiele więcej niż zazwyczaj, bo wizyta Mistrza Polski ściągnęła ok. dwóch tys. widzów do hali Orbita. W wyjściowej szóstce wrocławian pojawił się Maciej Zając, który rozegrał świetny pierwszy mecz w Bełchatowie a Ireneusz Mazur za Krzysztofa Stelmacha wprowadził Michała Chadałę. Trzeba przyznać, że Michał nie zawiódł zaufania swego trenera.

Początek pierwszej partii to popis „bohatera” z Bełchatowa Macieja Zająca, który, w ośmiu akcjach swej drużyny zdobył aż pięć punktów, po drugiej stronie zawodziła tradycyjna „broń” Skry, zagrywka, nawet Mariusz Wlazły nie potrafił „wstrzelić się” w pole gry wrocławian, w efekcie 8-6 dla gospodarzy a nawet 9-6 po bloku na Radosławie Wnuku. Kolejne dwa błędy, tym razem miejscowych, spowodowały, że goście zbliżyli się na jedno „oczko”, 9-8. W następnych akcjach trwała zażarta walka, w której żadna z drużyn nie mogła przełamać rywala. Po stronie Gwardii dobrze atakował Wojciech Szczurowski i Jakub Markiewicz a Skrze dalej nie „szła” zagrywka, ale za to w ataku nie zawodził Mariusz Wlazły, blok na Zającu, oznaczał drugą przerwę techniczną, ale jak się później okazało m.in. tego rodzaju zagranie było zbyt częste, aby gwardziści tego dnia mogli pokonać Mistrzów Polski, 15-16. Po zdobyciu 19.punktu przez Skrę, trener Jacek Grabowski poprosił o pierwszą przerwę na żądanie, aby jeszcze bardziej utrudnić zadanie Mariuszowi Wlazłem na zagrywce, szkoleniowiec wrocławian nie pomylił się w swej ocenie przeciwnika i faktycznie znów Mariusz zagrał w siatkę ( a całym secie popełnił aż trzy takie błędy). Dzięki atakowi Piotra Poskrobko i skutecznej akcji na siatce trójbloku miejscowych na tablicy wyników był stan 20-20. Trener Mazur widocznie pomyślał, że już czas na przypomnienie przedmeczowych ustaleń taktycznych, bowiem wezwał swój team do linii bocznej. Po czasie, niestety dla miejscowych, Jakub Markiewicz pomylił się w zagrywce a kolejny blok na Zającu dopełnia „bessy” Gwardii, 20-22. Co prawda Robert Szczerbaniuk jeszcze chciał „pomóc” gospodarzom zagrywając w aut, ale Mariusz Wlazły nie pozwolił na „rozdawanie” więcej prezentów w tym secie i po jego trzech potężnych atakach gwardziści mogli tylko odprowadzać piłkę wzrokiem. Ach, znów ten Wlazły!!! 22-25 i Skra prowadziła 1-0 w spotkaniu.



Po przegranym pierwszym secie gwardziści znów ruszyli do ataku, sygnał swoim kolegom dał Pavel Chudik zagrywając bezpośrednio w pole gry Skry, potem były jeszcze błędy Wlazłego i Andrzeja Stelmacha. Jedynie Michał Chadała „trzymał” atak Mistrzów Polski, 3-3. Udany blok Krupnika przypieczętował dobry okres gry wrocławian, 6-4. Maciej Zając dalej nie mógł sobie „przypomnieć” dobrej formy z Bełchatowa, zagrywając w aut i będąc blokowany „przyczynił się„ do zmniejszenia przewagi gospodarzy a Mariusz Włazły podchwycił szansę dla gości powodując, że Bełchatów schodził na pierwszą przerwę techniczną prowadząc 8-7. Po przerwie Michał Chadała tym razem wycelował w aut a stan 8-8 „mówił” o wyrównanej grze. Okazało się, że nic bardziej mylnego, za chwilę bowiem siedem kolejnych akcji wygrywają goście a licznie zgromadzona publiczność nie mogła zrozumieć, że stało się tak, przy zagrywce Radosława Wnuka, który grał dobrze, ale akurat zagrywkę ma najsłabszą w drużynie Skry. Cztery błędy własne wrocławian i dwa skuteczne bloki gości przyniosły pokaźną zdobycz punktową, Skra prowadziła już 15-8 i stało się oczywiste, że ten set dla gospodarzy jest już stracony. Nie pomogły brane przerwy przez trenera Grabowskiego, a zmiana rozgrywającego przyniosła odwrotny skutek, bo po błędach właśnie tego zawodnika, Gwardia straciła kolejne dwa punkty, 16-9. Przerwa techniczna niewiele również pomogła a najjaśniejszym punktem w Gwardii, w tym momencie, był as Jakuba Markiewicza, przy którym Wlazły przeskoczył banery reklamowe próbując jeszcze ratować piłkę. 13-20, 16-22 oddają przewagę Mistrza Polski w tym secie. Jeszcze wrocławianom udało się zablokować Wlazłego, ale już za chwilę ten sam zawodnik „obił” niemiłosiernie blok gospodarzy. Drugi set skończył się po skutecznym bloku Andrzeja Stelmacha i Roberta Szczerbaniuka na Piotrze Poskrobko, który atakował z piłki sytuacyjnej, 18-25 a w meczu 2-0 dla Skry Bełchatów.

W trzeciej partii znów gwardziści próbowali „skruszyć” przyjezdnych i udawało im się to do stanu 5-5 (cztery błędy bełchatowian w tym wycinku gry a miejscowych zawodników trzy). Potem atak Wnuka i jedyny as Mistrzów Polski, w tym dniu, w wykonaniu Michała Winiarskiego, poparty za chwilę jego atakiem z drugiej linii i znów przewaga gości stała się faktem, 5-8. Po przerwie różnica wzrosła do pięciu „oczek” dla bełchatowian, 5-10. Ale Gwardia podjęła jeszcze walkę, po wziętej jeszcze przerwie przez szkoleniowca Gwardii i zmianie Zająca na Romana Gulczyńskiego. Między innymi dwa kolejne bloki na Chadale i skutecznym ataku Gulczyńskiego, gospodarze zmniejszyli przewagę gości do jednego punktu, 11-12. Trener Ireneusz Mazur zdążył wziąć już czas a Gulczyńskiego zablokowali Szczerbaniuk i Winiarski, ale Gwardia dalej „trzymała się” rywala, 13-14. Niestety dla miejscowych „obudził się” w tym fragmencie meczu, słabiej dziś dysponowany, Michał Winiarski i po jego ataku i błędzie „Gulczasa” Skra znów prowadziła kilkoma punktami, 13-16. W związku z powyższym, Jacek Grabowski ponownie dał szansę Zającowi a skuteczny atak Macieja Krupnika i błąd pary Stelmach, Wnuk, znów pozwolił Gwardii „wrócić” do gry, 15-16. Zagrywka w aut Zająca i nieudany atak Wlazłego nie podobały się zapewne Raulowi Lozano, który wraz z Alojzym Świderkiem bacznie przyglądali się poczynaniom obu drużyn, bowiem takich zagrań w tym meczu było bardzo dużo. Po dwóch atakach Wlazłego i bloku znów na Zającu, Skra zdołała się oderwać od rywala na trzy punkty, 17-20. W tym momencie Jacek Grabowski kuśtykając poprosił po raz ostatni swych podopiecznych do siebie. Takie działanie przyniosło efekt w postaci punktu zdobytego przez Szczurowskiego, ale w następnej akcji, gdy udało się wykonać jeden z nielicznych wybloków na Mariuszu Wlazłym, Pavel Chudik niestety nie wiedział, że w obronie za nim był Poskrobko i niepotrzebnie dwa razy podbił piłkę, 18-21. Następna akcja była również ciekawa, bowiem po dwukrotnym blokowaniu Chadały, Szczurowski dostał w kontrze piłkę bez bloku, ale była ona zbyt niska, aby mógł skutecznie zakończyć akcję, po drugiej stronie nie miał z tym najmniejszego problemu „kat Gwardii” w ataku, Wlazły i było już 18-22. „Mariuszek”, nie radził sobie tego dnia w zagrywce i w kolejnej akcji „wyrzucił” piłkę w aut, ale Michał Chadała tym razem wbił „gwoździa” w parkiet naprawiając błąd kolegi z drużyny, 19-23. Jeszcze świetny atak Szczurowskiego plus niesamowity blok pojedynczy Piotra Poskrobko na Wlazłym i trener Mazur szybko poprosił o przerwę. Po niej Winiarski atakując „na raty” kończy akcję a zwycięstwo Skry przypieczętował blok na środku siatki Andrzeja Stelmacha i Radosława Wnuka. Mimo ambitnej gry miejscowych zawodników, Mistrz Polski nie dał się zaskoczyć w trzecim meczu, dość pewnie zwyciężając w trzech odsłonach. Gwardia 0, Skra 3. Stan po trzech meczach play off między tymi drużynami to 2-1 dla bełchatowian, jutro kolejne spotkanie obu zespołów.

Kibicom obu drużyn wynik spotkania nie przeszkadzał we wzajemnym poznawaniu się, a przyjaźń bełchatowsko-wrocławska była wyrażana wzajemnymi okrzykami na cześć rywali po meczu. Mało tego, kibice ze Skry przyszli na mecz LSK i gorąco dopingowali siatkarki Gwardii w „boju” z Piastem. Jutro więc, jakikolwiek wynik nie padnie, obie kibicujące strony na pewno będą zadowolone z tego, że razem mogli obok siebie wspaniale dopingować własne zespoły w poszanowaniu różnic barw.


Trener Gwardii Wrocław – Jacek Grabowski:

Gratuluję zwycięstwa, myślę, że nie podlega wątpliwości, to, że było pewne zwycięstwo. Był to mecz pod kontrolą, oczywiście poza pierwszym setem, kiedy to gra układała nam się korzystnie. Na początku rozbudziliśmy w sobie apetyty. Nie zginęliśmy od zagrywki Mariusz Wlazłego, ale polegliśmy w innych elementach. Przegraliśmy to spotkanie, przegraliśmy poszczególne sety. Popełniliśmy więcej błędów od przeciwnika, nie zagraliśmy dobrze zagrywką, tak jak powinniśmy zagrać przeciwko takiemu zespołowi. Zwycięstwo absolutnie zasłużone, także gratuluję. Jutro jest rewanż.

Trener BOT Skry Bełchatów – Ireneusz Mazur :

Tak jak się spodziewaliśmy, że drużyna Jacka Grabowskiego postawi nam wysoko poprzeczkę i tak się stało. Ja już nie będę wspominał o tym pierwszym meczu, który przegraliśmy u nas, z całym szacunkiem dla przeciwnika, ale mięliśmy założenie, żeby oprócz tego, że chcemy pokazać jakiś przyzwoity poziom siatkówki to również chcemy wywieźć dwa zwycięstwa. To jest nasz cel, czy nam się to uda – okaże się. Jesteśmy na dobrej drodze po dzisiejszym spotkaniu. W siatkówce jest tak, że dzisiaj jest taki wynik i taka walka a następnego dnia może być zupełnie inny obraz gry. Jeżeli będziemy na tyle skoncentrowani i zmobilizowani uważni w grze, nie podejmując nadmiernego ryzyka w innych elementach na przykład sytuacyjnych atakach, czy zagrywkach w decydującym momencie, gdy jest jakaś walka na styku to jesteśmy w stanie wygrać, bo dysponujemy trochę większą siła ognia. Ze statystyk wynika, że w tym meczu graliśmy zdecydowanie lepiej w bloku i byliśmy skuteczniejsi w ataku i obronie. To były te kluczowe elementy, które decydowały o losach tego spotkania. Bardzo się cieszę, że wygraliśmy, mamy jeden kroczek do przodu i teraz czeka nas kolejne spotkanie na pewno równie trudne.

Jak oceniają Panowie pracę sędziów?

Jacek Grabowski:

Ja nie oceniam sędziów i nie od tego jestem, miałem zastrzeżenia, moim zdaniem uzasadnione, ale od oceny są inni. Uważam, że wtedy kiedy podniosłem się z ławki mimo trudności, które widać, to wydaje mi się, że miałem rację. Jednak są to kwestie, które nie podlegają mojej ocenie.

Ireneusz Mazur:

Nam, jako szkoleniowcom jest niezręcznie mówić o pracy sędziów. Z reguły każdy z nas się wypowiada, że jest „okej” i myślę, że pozostaje nam poprzestać na takim stwierdzeniu. Ta para, która tutaj sędziuje jest jedną z lepszych w naszym kraju i to jest chyba podniesienie poziomu sędziowania generalnie w naszej lidze. To chyba jest dobry kierunek.

Dlaczego nie zagrał Krzysztof Stelmach?

Ireneusz Mazur:

My rozegraliśmy najwięcej spotkań do tej pory. To jest duże obciążenie dla wszystkich zawodników. Tak jak w pierwszym meczu byłem zmuszony, i to nie wynikało z lekceważenia przeciwnika, postawić na określonych graczy. Wynikało to ze zmęczenia zawodników i z obciążenia, jakie było w poprzednim meczu i krótkiej przerwy. Krzysztof jest już zawodnikiem starszym i doświadczonym i oprócz tego, ze jest w pełnym tego słowa znaczeniu profesjonalistą, to jednak czas trochę wywiera piętno na jego zdrowiu, żeby rozłożyć odpowiednio ciężar gry czy też obciążenia meczu jestem zmuszony do tego, żeby oszczędzać siły, szczególnie takiego gracza jakim jest Stelmach Krzysztof. Ja bardzo się cieszę, ze Witalij Kitkiew jest już coraz sprawniejszy i mam nadzieje, ze już być może na jutro, a jeżeli nie to na najbliższe spotkania będzie przygotowany.

Gwardia Wrocław – Skra Bełchatów 0:3

(22:25, 18:25, 21:25)

Stan rywalizacji play-off: 2:1 dla Skry Bełchatów

Zobacz również

PLS – faza play-off, wyniki i tabela

źródło: inf. własna

nadesłał: ,

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Więcej artykułów z dnia :
2006-03-18

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved