Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > inne > W starym AZS-ie Częstochowa

W starym AZS-ie Częstochowa

Mało kto wie, że pod szyldem Środowiskowego Klubu Piłki Siatkowej AZS Częstochowa, nadal grają, i to z powodzeniem, młodzi siatkarze. Po tym, jak SSA AZS Częstochowa przejęła od ŚKPS AZS zawodową drużynę seniorów, dwie grupy młodzieży pozostały w "starym" klubie.

Nasza sytuacja jest dość dziwna – mówi Tomasz Pawlikowski, który wraz z Romanem Kurkiem szkoli młodych siatkarzy w AZS-ie. – Przede wszystkim mało kto o nas wie i trudno o jakiekolwiek wsparcie.

W dwóch grupach młodzieżowych AZS-u trenuje 40 chłopców. Młodzicy (rocznik 91 i młodsi) odnieśli ostatnio spory sukces, jakim jest wywalczenie trzeciego miejsca na Śląsku. – Niewiele zabrakło, abyśmy grali w ćwierćfinale mistrzostw Polski, do którego awansowały dwa najlepsze zespoły z makroregionu – mówi Pawlikowski.



Wynik jest rzeczywiście cenny, bo drużyny ze Śląska zdecydowanie dominują w młodzieżowych rozgrywkach. Zawodnicy ze środowiskowego AZS-u czują się jednak zapomniani. – Pierwszy raz w tym roku otrzymaliśmy dotację od miasta – 5 tys. na dwie grupy. Mamy też udostępnione do treningów halę Polonia i salę w TZN, gdzie rozgrywamy mecze – mówi Kurek. – Chętnych do treningów jest jednak znacznie więcej. Rodzice przychodzą do nas i pytają, czy przyjmiemy ich dzieci. Ale jeśli nasza praca ma mieć sens, to na zajęciach nie może być więcej niż 20 dzieci. Gdyby nas było stać na zatrudnienie jeszcze jednego trenera, to co innego.

Siatkarze AZS-u dwa lata temu byli na ósmym miejscu na Śląsku, przed rokiem na piątym. Postęp jest więc systematyczny. Trenerzy podkreślają, że w ich zespole grają chłopcy tylko z Częstochowy i okolic. – Brakuje nam w mieście klubów siatkarskich. Mamy zawodowy AZS, Delic-Pol i na tym koniec – mówią. – Kiedyś siatkówka była w Starcie, Rakowie, przy Politechnice. Była rywalizacja, a o to przecież w sporcie chodzi.

Tomasz Pawlikowski i Roman Kurek liczą na to, że dobra gra ich wychowanków, pozwoli im nie tylko przetrwać, ale rozwinąć szkolenie. – Jesteśmy zawieszeni w próżni. Co roku pod koniec sezonu wypadałoby powiedzieć chłopcom: – Nie przychodzie już, bo nie ma na was pieniędzy – mówi Pawlikowski. – Spółka [SSA AZS – przyp. red.] niby coś obiecuje, ale na razie na tym się kończy. Może po tych sukcesach spojrzą na nas przychylniejszym okiem?

Częstochowa ma dwie sztandarowe dyscypliny: żużel i siatkówkę. Ten pierwszy to sport specyficzny. Trudno w jego przypadku prowadzić masowe szkolenie i propagować tzw. kulturę fizyczną. Co innego siatkówka. Tutaj sukcesy AZS-u można z powodzeniem wykorzystywać do przyciągania młodzieży do sportu. Tym bardziej że dochowaliśmy się prawdziwego środowiska siatkarskiego: instruktorów, trenerów, sędziów. Czego brakuje? Jak zwykle pieniędzy. Dla takich grup jak ta przy starym AZS-ie muszą się one jednak znaleźć. Bo trudno wydać je lepiej. I to nie tylko dlatego, żeby dochować się wreszcie następcy Marcina Nowaka, który od lat jest jedynym rodowitym częstochowianinem w krajowej czołówce siatkarzy.

źródło: gazeta.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
inne, rozgrywki młodzieżowe

Więcej artykułów z dnia :
2006-03-17

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved