Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > I liga kobiet > Niegościnne bydgoszczanki

Niegościnne bydgoszczanki

fot. archiwum

Jerzy Skrobecki w Bydgoszczy spędził wiele lat swojej trenerskiej kariery. To właśnie z Pałacem w hali przy ulicy Jagiellońskiej świętował zdobycie jedynego jak dotąd w historii klubu tytułu Mistrza Polski.

Po kilku latach przerwy ponownie zawitał do Pałacu Młodzieży, tym razem jednak stanął po przeciwnej stronie barykady prowadząc do boju drużynę TPS Rumia. Owację trenerowi zgotowali kibice bydgoskiego Pałacu, ale siatkarki nie zamierzały już być tak uprzejme i pokonały swoje rywalki 3:1.

 

Wojciech Lalek od momentu, kiedy został szkoleniowcem bydgoskiego Pałacu nie miał okazji cieszyć się z wygranej. Sobotnie spotkanie było dla niego meczem prawdy. Jeżeli marzy o utrzymaniu zespołu w szeregach pierwszej ligi, to mecz z TPS Rumia musiał zostać rozstrzygnięty na korzyść Pałacu w najgorszym wypadku po czterosetowej walce. Plan udało się zrealizować, chociaż bydgoscy kibice przez moment przezywali prawdziwe chwile grozy. Rumianki miały dwukrotnie w czwartej partii piłkę setową w górze, ale nie zdołały jej wykorzystać.



 

Mecz rozpoczął się od wzajemnej wymiany ciosów. Prowadzenie objęło najpierw TPS Rumia po udanym zablokowaniu Naczk , ale kolejne oczka zdobył Pałac i to gospodynie objęły jednopunktowe prowadzenie. Wyrównana walka trwała do stanu 5:5. Dopiero wówczas trzy punkty pod rząd zdobyły przyjezdne. Podopieczne Wojciecha Lalka szybko jednak wyrównały doprowadzając do stanu 12:12. Od tego momentu ponownie zawodniczki z Bydgoszczy przejęły inicjatywę uciekając rywalkom na 16:13. Duża w tym zasługa Naczk, która często zaskakiwała atakami ze środka, oraz Łunkiewicz , która potwierdziła w tym meczu, że do perfekcji opanowała zagrywkę z wyskoku. W sobotę to właśnie ta zawodniczka najbardziej dała się we znaki przyjezdnym psując rywalkom sporo krwi dobrym serwisem.

 

W końcówce rumiankom udało się doprowadzić do remisu 21:21 i 24:24, jednak w decydującym momencie przyjezdnym zabrakło zimnej krwi. Najpierw autowy atak, a po chwili złe rozegranie po stronie gości i miejscowe mogły cieszyć się z pierwszego wygranego seta.

 

Ta wygrana rozprężyła „Pałacanki”, które w drugiej partii zaprezentowały się dużo słabiej. Źle funkcjonowało przyjęcie, a bydgoskie atakujące często nadziewały się na szczelny blok gości. To wszystko sprawiło, że podopieczne Jerzego Skrobeckiego szybko objęły czteropunktowe prowadzenie i w dość krótkim czasie je powiększyły. Trener Lalek widząc nieporadność w szeregach swojego zespołu starał się dokonywać roszad. Na placu gry pojawiły się Weder za Liss, oraz Wojciechowska za Łunkiewicz. Nie przyniosło to jednak żadnego efektu. Wśród gości nie do zatrzymania była Zygmuntowicz , która co rusz wbijała piłkę w pole gry gospodyń. Bydgoszczanki także nie specjalne przeszkadzały rywalkom często psując zagrywkę, lub niedokładnie odbierając podanie przeciwniczek, co w efekcie powodowało że rozegranie było bardzo czytelne. Ostatecznie Pałac przegrał drugiego seta 18:25 i mecz rozpoczął się od nowa. Tym razem jednak miejscowe były w niezbyt komfortowej sytuacji, ponieważ nie mogły pozwolić sobie na kolejne straty.

 

Trzeci set rozpoczął się od bardzo dobrych zagrywek Łunkiewicz, dzięki której Pałac już na początku objął prowadzenie 3:0. Trzy oczka różnicy utrzymywały się w zasadzie przez większość seta. Momentami tylko przyjezdne niwelowały ten dystans do jednego oczka, ale gospodynie dość szybko odpowiadały i powiększały przewagę do wcześniejszego rozmiaru. Bardzo dobrze w tym czasie prezentowały się Cabańska i Frąckowiak, które wielokrotnie albo obijały, albo sprytnie mijały blok przyjezdnych zdobywając punkt. Nadzieje na wygranie partii drużyna z Rumii miała jeszcze przy stanie 18:16, ale wówczas nastąpił moment bardzo dobrej gry gospodyń, które wielokrotnie podbijały wydawałoby się trudne piłki i skutecznie kontratakując dobijały rywalki. Ostatecznie cała partia zakończyła się wygraną 25:18.

 

Czwarty set miał niebagatelne znaczenie dla obu drużyn. Zaczęło się bardzo równo i tak też było przez cały set. Żadnemu z zespołów nie udało się ani na chwilę osiągnąć większej przewagi. Co rusz to jeden to drugi zespół obejmował jednopunktowe prowadzenie, ale nikomu nie udało się wyraźnie odskoczyć na bezpieczny dystans. Dopiero pod koniec partii po ataku Frąckowiak Pałac uzyskał trzy oczka przewagi. Na tablicy pojawił się rezultat 22:19 i wydawało się, że spokojnie doprowadzi do końca meczu. Tym czasem dwa błędy bydgoszczanek i atak z drugiej linii Zygmuntowicz sprawiły, że na tablicy wyświetlił się wynik 22:22. Emocje sięgnęły zenitu. Kilkuosobowa grupa kibiców przyjezdnych starała się jak najgłośniej wesprzeć swoje pupilki dopingiem. Miejscowi nie pozostali jednak dłużni i ostatnie akcje rozgrywane były przy niesamowitej wrzawie. W tak gorącej atmosferze lepiej odnalazły się zawodniczki Wojciecha Lalka, które dwukrotnie wybroniły piłkę setową. Nie wytrzymały nerwowo natomiast siatkarki z Rumii, które najpierw przy stanie 24:25 popełniły błąd czterech odbić, a na koniec dwukrotnie nie dały rady powstrzymać ataków Frąckowiak, która w ten sposób zakończyła jakże emocjonujący pojedynek.

 

Wygrana bydgoszczanek pozwoliła im awansować na dwunaste miejsce w tabeli, jednak sytuacja niewiele się poprawiła, ponieważ swój mecz wygrała także Wisła Kraków. Dużo gorzej wygląda natomiast sytuacja TPS Rumia. Zespół Jerzego Skrobeckiego przegrał mecz o sześć punktów i tym samym niemal skazał się na spadek. Do końca sezonu bowiem coraz mniej meczów, a strata do jedenastego zespołu stale się powiększa. W kolejnym spotkaniu TPS Rumia zagra z SMS Sosnowiec, a więc rywalem znacznie wyżej notowanym. Bydgoszczanki natomiast jadą do Łańcuta na kolejny mecz o „być albo nie być”. Dzisiejsza wygrana powinna jednak uskrzydlić siatkarki znad Brdy, którym zawsze brakowało szczęścia i doświadczenia w nerwowych końcówkach. Tym razem jednak zwyciężyły i przełamały swoja niemoc co może być bardzo ważne w perspektywie kolejnych

meczów.

 

Pałac WSG Bydgoszcz – TPS Rumia 3:1 (26:24, 18:25, 25:18, 28:26)

 

Pałac WSG Bydgoszcz: Naczk, Łunkiewicz, Cabańska, Frąckowiak, Liss, Kamińska oraz Jagodzińska (libero), Wojciechowska, Weder.

 

TPS Rumia: Brodacka, Kucypera, Wrzochol, Gierejkiewicz, Lademan, Zygmuntowicz, Jonak (libero) oraz Hohn I., Meller, Nagadowska, Goździewicz, Dwornicka.

 

Po meczu powiedzieli:

 

Wojciech Lalek, trener Pałacu WSG:

 

To był dla nas bardzo trudny mecz. Spotkały się dwa zespoły znajdujące się w podobnej sytuacji w tabeli. Jednak kolejne spotkania będą podobne do tego. Cieszę się, że udało nam się zwyciężyć. Mówiłem wcześniej, że ta drużyna po serii wcześniejszych porażek potrzebuje wygranej w trudnym meczu, aby uwierzyć w siebie i przełamać swoją niemoc. Mam nadzieję, że to był właśnie ten mecz, który pozwoli dziewczynom uwierzyć we własne siły i nabrać pewności siebie. Jestem zadowolony także z tego, że drużyna wytrzymała nerwowo wobec zbliżającej się wizji konieczności rozegrania tiebreaka, który pewnie by ponownie był przegrany, bo po takiej końcówce zespół mógłby się podłamać lekko .

W drugim secie po wygranej pierwszej partii zawodniczki się nieco zdekoncentrowały. Myślały, że po tym sukcesie kolejne partie będzie łatwiej wygrać i stąd ta porażka. Widziałem, że strat nie da się odrobić, dlatego wpuściłem na parkiety rezerwowe, aby dać odetchnąć pozostałym zawodniczkom przed kolejnymi partiami. To się okazało trafnym posunięciem. Moje podopieczne wytrzymały w końcówce czwartego seta nerwowo i ostatecznie wygrały za trzy punkty. Mam nadzieję, że to spotkanie będzie przełomowe .

 

Jerzy Skrobecki, trener TPS Rumia:

Mecz był bardzo ciekawy i interesujący mimo, że nie spotkały się drużyny z czołówki. Pierwszy set przegraliśmy minimalnie, w drugim zagraliśmy znacznie lepiej i to było widać. Wygraliśmy wysoko i wyrównaliśmy stan pojedynku. W trzeciej partii w nasze szeregi wkradła się dekoncentracja, a w końcówce momentami zaczęło brakować już sił. W czwartej partii natomiast nie popisali się sędziowie, którzy dzisiaj spisywali się fatalnie. My co prawda popełnialiśmy błędy, ale to co momentami wyprawiali panowie arbitrzy to była kpina. Odgwizdanie nam błędu czterech odbić w czwartym secie było już zupełnie wyimaginowane. Takie decyzje zupełnie dekoncentrowały zespół. Pałac natomiast lepiej wytrzymał nerwowo i wygrał czwartego seta. Mogę pochwalić zespół Pałacu, bo trzy punkty mu się należały, gdyż dziewczyny były po prostu lepsze .

Jeżeli chodzi o układ ligi i liczbę drużyn spadających to przyznam się, że to dla mnie jest totalne nieporozumienie. Nie wiem zupełnie czemu ma służyć to, że za kilka lat w pierwszej lidze będzie grało tylko dziesięć zespołów. Chciałbym zaapelować do osób odpowiedzialnych za takie decyzje, aby się zastanowiły jaki ma sens takie zachowanie. Dzisiaj spotkały się dwa zespoły z dolnych rejonów tabeli, a mimo wszystko na meczu byli kibice obu zespołów i stworzyli wspaniałą atmosferę. Nie wiem czy warto jest pozbawiać ich okazji oglądania zespołów z zaplecza LSK. Trzeba się zastanowić czy warto tak postępować, ponieważ docelowo jest to działanie, które zniszczy siatkówkę w mniejszych ośrodkach .

Autor: Jacek Pawłowski

źródło: SportoweFakty.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
I liga kobiet

Tagi przypisane do artykułu:
, , , ,

Więcej artykułów z dnia :
2006-03-12

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2019 Strefa Siatkówki All rights reserved