Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Gwardia Wroclaw – Jastrzębski Węgiel 1:3

Gwardia Wroclaw – Jastrzębski Węgiel 1:3

fot. archiwum

W pierwszym spotkaniu 12. kolejki Polskiej Ligi Siatkówki, Gwardia Wrocław przegrała z Jastrzębskim Węglem 1:3. Pierwsze dwa sety meczu były bardzo zacięte, dwie następne odsłony zdominowali już goście z Jastrzębia.

Na początku pierwszej partii gospodarze zaskoczyli utytułowanego rywala i szybko objęli prowadzenie 4-1. Jednak po kolejnych siedmiu akcjach odgwizdano pierwszą przerwę techniczną, ponieważ Jastrzębski Węgiel osiągnął już osiem punktów, głównie dzięki błędom wrocławian w ataku, 4-8. I kiedy wszyscy w hali Orbita już spisywali tego seta na straty, rozgorzała prawdziwa „walka” po obu stronach siatki. Przede wszystkim dzięki Wojciechowi Szczurowskiemu i Romanowi Gulczyńskiemu , Gwardia zniwelowała cztery punkty straty a na drugą przerwę techniczną zespoły schodziły przy wyniku 16-15, ale już dla miejscowych. Potem gra toczyła się punkt za punkt, do stanu 20-19, kibice mogli podziwiać niesamowite wyczyny wrocławskich atakujących przy bardzo wysokim bloku jastrzębian. Znakomitą partię rozgrywał Szczurowski a potężne zagrywki rywala dobrze przyjmowała trójka gwardzistów w której to wyróżniał się Piotr Poskrobko . Przy stanie 22-20, zdenerwowany takim obrotem sprawy, Ryszard Bosek trener gości, był już po dwóch „czasach” a partia dopiero zaczynała nabierać „rumieńców”. Mimo znakomitej gry Gwardii pierwszy meczbol miało Jastrzębie, 25-24. Ale Gulczyński „przedzierał się” się przez „węglowy” blok w z podziwu godną regularnością. Nieprawdopodobnymi akcjami popisywał się również Pavel Chudik , wspaniale podawał piłki kolegom i świetnie się zachowywał w akcjach sytuacyjnych. Jedna z takich akcji przyniosła obronę drugiego meczbola a za chwilę pomylił się słabo grający w ataku Grzegorz Szymański i był z kolei setbol dla Gwardii, 27-26. Spiker zawodów prawie na stojąco komentował wydarzenia a kibice nie siedzieli na swoich miejscach od dobrych paru chwil. Szymański obronił tego setbola potężnym atakiem i kolejny setbol dla gości po ataku w aut Szczurowskiego, 27-28. Mistrzowie Polski, sprzed dwóch lat, przeważali nad miejscowymi przede wszystkim w zagrywce. Wszyscy, oprócz Jakuba Bednaruka (choć i on próbował), zagrywali niesamowicie trudną zagrywkę w wyskoku. Trener Bosek zapewnie nie mógł uwierzyć jak to możliwe, że do stanu 27-28, jego podopieczni popełnili tylko jeden błąd w zagrywce a Gwardia nadal jest „w grze”. Drugi i ostatni taki błąd w secie popełnił Łukasz Kadziewicz dając wrocławianom 28 punkt i kolejny remis w partii otwierającej. Odsłonę pierwszą, bardzo dramatyczną i piękną dla "oka" kibica, kończy Gwardia blokiem na Szymańskim i skutecznym atakiem Romana Gulczyńskiego. Zaczęło się we Wrocławiu od sensacji, po pierwszym secie 1-0 dla Gwardii.

 

Drugi set to kontynuacja walki „Dawida z Goliatem”, potężne zagrywki Plamena Konstantinova , Przemysława Michalczyka i Daniela Plińskiego a po drugiej stronie siatki Marcin Mierzejewski i koledzy podawali do Pavla Chudika z dużą precyzją. Ten z kolei wykorzystywał dobrze dysponowanych w ataku Szczurowskiego i Gulczyńskiego a swoje „dwa grosze”dorzucali Jakub Markiewicz i Marcin Krupnik . W tym secie jastrzębianie mylili się więcej w zagrywce, ale to było nic w porównaniu z błędami w ataku, do drugiej przerwy technicznej popełnili ich aż cztery a trzy razy dali się jeszcze zablokować. Jak na zespół z wysokimi aspiracjami medalowymi poziom ich gry w ataku był katastrofalny. Widząc ten stan rzeczy Ryszard Bosek „ściągnął„ swego podstawowego atakującego, ale wprowadzony za Szymańskiego, Bułgar Stefanov , grał jeszcze gorzej. Zawodził również Plamen Konstantinov choć dobrze przyjmował zagrywkę. Niesiona dopingiem kibiców, Gwardia, nie była na tyle silna aby „oderwać” się znacznie od słabiej, w tym fragmencie gry, dysponowanego przeciwnika i choć wygrywała przy drugiej przerwie technicznej , to tylko jednym punktem, 16-15. Ale za chwilę było już 18-15, po dwóch kolejnych skutecznych blokach na obu Bułgarach, szczególnie ten drugi, pojedynczy Piotra Poskrobki mógł się podobać zgromadzonym widzom. „Miarka się przebrała” i szkoleniowiec Jastrzębia zmienił Kadziewicza, wszedł Arkadiusz Terlecki oraz powrócił Grzegorz Szymański. To były dobre pomysły Boska, skuteczny blok Terleckiego i ataki Konstatinova i Szymańskiego „uciszyły” trochę Orbitę, 18-18. Zażarty bój trwał w najlepsze a wrocławianie nic sobie nie robili z chwilowych porażek prąc dalej do przod(ka)u. Przykładem był ten moment seta, w którym przy wyniku 21 -23 dla gości, Gulczyński w dwóch kolejnych akcjach doprowadził do remisu 23-23. Znów była dramatyczna końcówka partii. A w niej cały czas jednym punktem prowadzili jastrzębianie i choć trzy razy bronili setbola, ofiarnie grający gospodarze, to siła pretendentów do medali MP tym razem przeważyła na ich stronę. Głównym „aktorem” tej końcówki okazał się reprezentant Bułgarii, Plamen Konstantinov, zdobył on 26 i 27 punkt a ostatnie „oczko” seta gwardziści oddali sami, Szczurowski zaatakował w aut z drugiej linii. Z perspektywy czasu wydaje się, że lepszym rozwiązaniem byłoby „rzucenie” piłki do Gulczyńskiego, któremu wychodziło prawie wszystko w tej partii. 26-28 wygrał ten set „Węgiel” a w całym spotkaniu, remis, 1-1.



 

Nie można powiedzieć, że ta porażka „podcięła” skrzydła gospodarzom, bo cudownie wręcz bronili na początku trzeciej partii, ale Jastrzębski Węgiel wracał do formy, której się obawiają wszystkie zespoły w Polsce. Sam Szymański do pierwszej przerwy technicznej zdobył trzy punkty a potężne zagrywki gości zaczęły odnosić pożądany efekt, 4-8. Jak nie Szymański to Konstatinov, którego chyba szczególnie zahartowały końcówki setów, atakował bezbłędnie zdobywając cztery punkty z rzędu a przecież jeszcze nie „zaczęli”grać znakomici środkowi „Węgla”. Trener Bosek dał chyba dużą swobodę w tym względzie Bednarukowi. Rozgrywający gości grał nieźle, ale niespecjalnie „widział” swych atakujących w pierwszym tempie do połowy trzeciego seta. Konstatinov doprowadził do stanu 12-16 a później przejął „pałeczkę” następny utytułowany zawodnik przyjezdnych Przemysław Michalczyk i dołożył świetną zagrywkę i dwa ataki, 15-19. Stało się jasne dla obserwatorów meczu, że przy tak grającym Jastrzębiu, Gwardia może pełnić raczej role drugoplanowe. Wejście w zespole gospodarzy, Marcina Zająca za Gulczyńskiego, nie przyniosło zwrotu meczu i trener Jacek Grabowski mógł tylko patrzeć jak atomowe zagrywki gości i „włączenie się” do ataku Plińskiego i Terleckiego rozbijają jego zespół. Jeszcze 17-24 i za chwilę wynik 19-25 oznacza tylko jedno „Jastrzębie –reaktywacja”, 1-2 w meczu.

 

Czwarta partia była ostatnią częścią tego ciekawego spotkania. Jastrzębski Węgiel prowadził po pierwszej przerwie 5-8, grając „swoją” urozmaiconą siatkówkę. Gwardia jeszcze próbowała walczyć i zdobyła kolejne cztery punkty, 9-8, dzięki świetnej grze Chudika i dwóm blokom na Szymańskim. Od stanu 11-11 znów „Węgiel” wytoczył swoje „armaty’ w postaci Konstatinova i Szymańskiego i zrobiło się szybko 12-16 dla przyjezdnych. Jeszcze mały zryw Piotra Poskrobko, atak i wspólny blok z Krupnikiem, 14-17 a później już „odjazd” Jastrzębskiego Węgla na 14-20. Od stanu 16-21, gra punkt za punkt spowodowała nieuchronną wygraną gości. Ostatnie akcje meczu to as serwisowy Michalczyka i „bomba” ze środka Plińskiego, 18-25, taki wynik na tablicy oznaczał trzy punkty dla Jastrzębia, zero dla Gwardii. Szkoda, że nie można dodatkowych „oczek” przyznać za wyraz artystyczny, wtedy miejscowi otrzymaliby co najmniej jeden, za wolę walki i obronę piłek w polu.

 

Gwardia Wrocław – Jastrzębski Węgiel 1-3 (30:28, 26:28, 19:25, 18:25)

 

Składy zespołów:

 

Gwardia Wrocław: Chudik, Poskrobko, Szczurowski, Krupnik, Markiewicz, Gulczyński, Mierzejewski (libero) oraz Zając, Jarząbski, Dutkiewicz,

 

Jastrzębski Węgiel: Pliński, Michalczyk, Bednaruk, Szymański, Kadziewicz, Konstantinov, Rusek(l) oraz Wika, Terlecki, Stefanov

 

 

Po meczu powiedzieli:

 

Ryszard Bosek – trener Jastrzębskiego Węgla:

Chcę powiedzieć, że to był dla mnie bardzo trudny mecz, ponieważ poprzedni mecz na wyjeździe przegraliśmy. Nikt się tego nie spodziewał, ale ci, co się znają na siatkówce wiedzą, że teraz nie ma drużyny przegranej, nie wolno czekać aż drużyna przeciwna przegra, tylko trzeba samemu wygrać mecz. Nasza drużyna grała na wyjeździe jak do tej pory słabo i muszę przyznać, że spodziewaliśmy się słabszej Gwardii. Nasi zawodnicy do spotkania, mówię czysto teoretycznie, przystąpili troszkę mniej skoncentrowani. Gwardia zrobiła dzisiaj bardzo dużo, na nasze szczęście w niektórych momentach byliśmy lepsi, ale trzeba przyznać, że niedużo. Jeżeli mamy walczyć o medale to na pewno powinniśmy być bardziej zorganizowani.

 

Jacek Grabowski – trener Gwardii Wrocław:

Gratuluję zwycięstwa. Oczywiście pozostaje niedosyt, szczególnie jeżeli chodzi o tego drugiego seta, kiedy jeszcze nie przegrywaliśmy. Konstantinov, bardzo dobry zawodnik, praktycznie nie do zatrzymania przez nas, chyba tylko dwie akcje nam się udały. Później dostawał wszystkie piłki sytuacyjne i kończył skutecznie te akcje. Teraz musimy się skupić na przeciwnikach, których będziemy mieć u siebie Politechnika, Piła, bo to są dla nas bardzo ważne spotkania.

 

 

Zobacz również :

Wyniki 12. kolejki oraz tabela PLS

źródło: inf. własna

nadesłał: ,

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
, , ,

Więcej artykułów z dnia :
2006-01-20

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved