Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > europejskie puchary > Porażka AZS Częstochowa w Lille

Porażka AZS Częstochowa w Lille

W pierwszym meczu 1/8 finału Pucharu CEV siatkarze wicemistrza Francji Tourcoing Lille Metropole wygrali z Wkręt-Met Domex AZS Częstochowa 3:2 (25:19, 21:25, 27:25, 20:25, 15:11).

Spotkanie przyciągnęło może 1,5 tys. kibiców. Biorąc po uwagę, że w całej metropolii Lille mieszka ponad milion ludzi, to jednak niewiele. – Nasza drużyna ma na koncie sporo sukcesów, a to dopiero 1/8 finału – tłumaczył nam dziennikarz „Voix du Nord Didier Parsy. – Poza tym dzisiaj jest środa i to też mogło mieć znaczenie.

Atmosfera w hali była jednak gorąca. Drużyny rozegrały pięć emocjonujących setów, a o zwycięstwie Francuzów zadecydował niezwykle wyrównany tie-break.



Gospodarzom nie wyszedł sam początek meczu. Od Brooka Billingsa i Davida McKienzie dostali wówczas dwie efektowne „czapy” i AZS prowadził 4:2. Ale później gra w wykonaniu naszej drużyny wyglądała już dużo gorzej. McKienzie potwierdził, że w przyjęciu nie jest asem. To jego błędy kosztowały akademików stratę kilku punktów. Pojawiły się również problemy w ataku i w tej sytuacji trudno było myśleć o korzystnym wyniku. Wprowadzenie Marcina Kocika (wszedł za McKienziego przy stanie 12:15) pozytywnie wpłynęło na grę częstochowian, ale nie na tyle, żeby odwrócić losy seta.

Wysoka przegrana (19:25) niczego dobrego nie zapowiadała. Na szczęście gracze Edwarda Skorka szybko zapomnieli o tym niepowodzeniu. W drugim secie Kocik wyszedł na boisko w podstawowym składzie i to po jego serwisie Billings zdobył drugi punkt blokiem. Później Amerykanin sam trzy razy efektownie zaserwował i zrobiło się 6:3 dla AZS-u. Gospodarze co prawda szybko się zrewanżowali, ale z czasem nasz zespół znowu zaczął przeważać. Okazało się, że przyciśnięci do muru trudną zagrywką gospodarze nawet we własnej sali potrafią się mylić. Częstochowianie nie wypuścili szansy na zwycięstwo. Grając bardzo dobrze w ataku, doprowadzili do remisu 1:1. Niestety, na wysokim poziomie nie potrafili grać zbyt długo. Na domiar złego nie sprzyjali im również podejmujący kontrowersyjne decyzje sędziowie. Oznaczające stratę punktów dwie żółte kartki dla Philla Eathertona i trenera Edwarda Skorka (interweniując, niemal wtargnął na boisko) nie były przypadkowe.

W trzeciej partii AZS przegrywał od początku, ale w końcówce coś drgnęło. Najpierw asa posłał Kocik, potem dwa razy udało się zatrzymać sprytnie odbijającego dotychczas blok Holendra Joerna Trommela. Częstochowianie objęli prowadzenie 22:21, by po twardej walce przegrać 25:27. Za tę minimalną porażkę srogo się rywalom zrewanżowali. W kolejnej partii graczom Tourcoing nie pomógł nawet głośny doping kibiców, którzy przyszli do hali z bębnem zrobionym z ogromnej beczki po oleju. Gdyby nie sędziowie, Francuzi przegraliby znacznie wyżej niż do 20.

Spośród wszystkich setów tie-break stał na najwyższym poziomie. Drużyny długo grały punkt za punk. Częstochowianie pękli dopiero przy stanie 9:9. Stracili wtedy dwa punkty i… sporą szansę na zwycięstwo. W rewanżu Francuzom będzie trudno, bo teraz zagramy przed naszymi kibicami.

Zaprezentowaliśmy dzisiaj nierówną formę, mieliśmy za dużo wzlotów i upadków – ocenił atakujący Wkręt-Metu Brook Billings. – Gospodarze grali u siebie, a my, zwłaszcza gdy zagrywaliśmy, czuliśmy się nieswojo. Bardzo rozpraszali nas kibice. W ten sposób straciliśmy kilka punktów. Poza tym dużo ostatnio podróżowaliśmy i wyszło w tym meczu zmęczenie.

Tourcoing Lille Metropole – Wkręt-Met AZS Częstochowa 3:2

(25:19, 21:25, 27:25, 20:25, 15:11)

Składy:

Tourcoing: Weick, Bozko, Tolar, Duhagon, Trommel, Montmeat, Paulino(libero) – Capet, Monneraye, Quievreux.

Wkręt-Met: Woicki, McKienzie, Eatherton, Billings, Gierczyński, Jurkiewicz (libero) – Kocik, Patucha, Oczko,

Luciano Paczko Bosko, siatkarz Tourcoing:

Czy trudno było wygrać? Tak, bardzo trudno. Tak jak mówiłem dzień przed meczem, spodziewaliśmy się zaciętego spotkania i takie było. Cieszę się z tego, że jadę do Polski. Byłem już w tym kraju kilka lat temu.


Edward Skorek, trener Wkręt-Met Domeksu:

Nie siedziało nam przyjęcie w tym spotkaniu. Pozwoliliśmy sobie na przestoje. Do tego doszło kilka kontrowersyjnych decyzji sędziów, którzy karali nas kartkami, gdy mieliśmy stuprocentową rację. To źle świadczy o sędziach międzynarodowych. Wpisaliśmy protest do protokołu, ale i tak wszystkiego nam nie pozwolili zapisać. Chłopakom należą się słowa uznania za postawę i walkę do końca. Postaramy się zrewanżować w Częstochowie.


Krzysztof Gierczyński, kapitan Wkręt-Metu:

Bardzo nas wybijały i dekoncentrowały decyzje liniowych i co zaskakujące, sędziów międzynarodowych. Wiedzieliśmy, że trzeba uważać na sędziowanie w Bułgarii czy Turcji, ale na zachodzie Europy? Po trzecim secie mogło być 2:1, ale w końcówce gospodarze byli lepsi. Dobrze rozpoczęliśmy czwartą partię. Myśleliśmy, że to przybije gospodarzy i w tie-breaku będzie łatwiej. Rywale się, niestety, zmobilizowali.

źródło: gazeta.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
europejskie puchary

Więcej artykułów z dnia :
2005-12-14

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2019 Strefa Siatkówki All rights reserved