Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > AZS Częstochowa – Jastrzębski Węgiel 3:0

AZS Częstochowa – Jastrzębski Węgiel 3:0

Wkręt-Met Domex AZS Częstochowa wygrał na własnym parkiecie z Jastrzębskim Węglem 3:0 (27:25, 25:19, 25:21) w zaległym meczu z 6. kolejki Polskiej Ligi Siatkówki.

W tabeli Jastrzębski Węgiel zajmuje trzecią lokatę i wyprzedza czwarty Wkręt-Met Domex o dwa punkty. Częstochowianie mają jednak o jeden rozegrany mecz mniej.

Akademicy na początku rozgrywek przegrali z dwójką wielkich faworytów PLS Skrą Bełchatów i PZU AZS Olsztyn. Dlatego bardzo potrzebowali sukcesu, który pozwoliłby im uwierzyć we własne siły i pokazał, że należy się z nimi liczyć. Dzięki zwycięstwu nasz zespół awansował na czwarte miejsce w tabeli. Jest tuż za drużynami z Jastrzębia i Olsztyna, a ma jeszcze jeden zaległy mecz.



Przed spotkaniem wielkich powodów do optymizmu nie było. Przez ponad dwa tygodnie drużyna nie mogła trenować w komplecie, poza Amerykanie Phill Eatherton i David McKienzie i mieli wyjść na boisko mając za sobą kilkunastogodzinną podróż z Japonii. Zmęczenie mogło, nawet powinno dać o sobie znać, ale obaj spisali się bardzo dobrze. Pierwszy z wyczuciem grał pod siatką i skutecznie zagrywał. Drugi rozegrał najlepszy mecz przed częstochowską publicznością.

Czy jestem zmęczony? Oczywiście. Byłem przed meczem, a teraz jestem jeszcze bardziej – skwitował McKienzie. – Wypiłem Red Bulla i było OK.

Pierwszy set rozpoczął się wyrównanie. Żadnej z drużyn nie udało się objąć wyraźnej przewagi, dopiero przy stanie po 11 atakiem ze skrzydła punkt zdobył Przemysław Michalczyk, a Brook Billings nieczysto trafił w piłkę i jastrzębianie wyszli na dwupunktowe prowadzenie. Prawdziwe emocje zaczęły się w końcówce seta. Goście nie wykorzystali trzech piłek setowych, a sztuka ta udała się częstochowianom za pierwszym razem i wygrali tę partię do 25.

Początek drugiej odsłony meczu miał podobny przebieg jak pierwszej. Do przerwy technicznej walka trwała punkt za punkt. Dopiero po przerwie częstochowianie głownie dzięki dobrej grze McKenziego oraz autowym atakom Michalczyka i Szymańskiego wyszli na prowadzenie 14:9. Gospodarze przewagi tej nie oddali już do końca seta, pewnie wygrywając 25:19.

Trzecia partia to popis gry gospodarzy. Nie do zatrzymania w ataku byli: Gierczyński, McKenzie oraz Billings, a jastrzębianie mieli wyraźne problemy z przedarciem się przez blok Eathertona. Częstochowianie identycznie jak w drugim secie osiągneli pięciopunktową przewagę, którą utrzymali do końca. Mecz zakończył atakiem ze skrzydła kapitan gospodarzy Krzysztof Gierczyński.

Z bardzo dobrej strony zaprezentowali się trzej Amerykanie. McKenzie z Billingsem kończyli prawie wszystkie ataki, ten pierwszy grał świetnie również na przyjęciu, a środkowy Eatherton królował przy siatce nie pozwalając na wiele przyjezdnym. W ekipie Jastrzębskiego Węgla na dobrym poziomie zagrał tylko Plamen Konstantinov, pozostali zawodnicy nie mogą zaliczyć tego spotkania do udanych.

Pokazaliśmy dzisiaj trochę siatkówki, nawet troszkę, bo to na pewno nie było jeszcze to co chcielibyśmy grać – ocenił Paweł Woicki. – Sporo zdziałaliśmy ambicją. Porażka mogłaby nas podłamać, ale wygraliśmy i teraz z meczu na mecz powinno być lepiej. A czeka nas sporo grania.

Goście zaprezentowali się jako szukający wspólnego języka gwiazdozbiór. Zaczęli dobrze, ale im bliżej było końca meczu mieli coraz mniej ochoty do walki i chyba w ogóle grania. Łukasz Kadziewicz zszedł z boiska w trzecim secie. Najwyraźniej urażony decyzją trenera Prielożnego cisnął tabliczką z numerem o boisko. – Na gorąco trudno cokolwiek powiedzieć. Przegraliśmy 3:0, oni byli lepsi i to wszystko – wycisnął z siebie środkowy Jastrzębskiego Węgla.

Dzisiaj każdy z nas zrobił prosty błąd w ważnym momencie. Zwłaszcza w pierwszym secie zachowaliśmy się jak dzieci. Później gospodarze poczuli się pewniej, zaczęli lepiej zagrywać, w ogóle się rozegrali i stało się – skomentował z kolei libero gości Paweł Rusek.

Po meczu powiedzieli:

Igor Prielożny, trener Jastrzębskiego Węgla: Żałujemy pierwszego seta. Przez większość czasu prowadziliśmy i dopiero w końcówce daliśmy sobie wyrwać zwycięstwo. Gdybyśmy go wygrali, to w następnych partiach grałoby nam się łatwiej i nie wiadomo, jakby to się wszystko potoczyło. Wystąpiliśmy w niepełnym składzie. Nie grał Stefanow. Grzesiek Szymański nie był w pełni sił. Musiałem oszczędzać zawodników, bo przed nami jeszcze wiele ważnych meczów. A z Częstochową mamy jeszcze rewanż u nas w Jastrzębiu.

Edward Skorek, trener Wkręt-Metu Domeksu AZS-u: Cieszymy się ze zwycięstwa. Przed tym meczem byliśmy wielką niewiadomą, bo dwóch naszych podstawowych zawodników przebywało w Japonii. Wszystko poszło jednak po naszej myśli. Ważny dla końcowego wyniku był pierwszy set. Popełniliśmy w nim kilka własnych błędów, ale ostatecznie wygraliśmy po walce w końcówce. Jastrzębie nie wykorzystało szansy. Pierwszy set dodał nam wiary, bo od drugiego prowadziliśmy zdecydowanie. Prezentowaliśmy dobry serwis, zagrywkę i blok. Cieszymy się z trzech punktów. Wygraliśmy je w pojedynku z silnym zespołem, który ma w składzie wielkich zawodników.

Andrzej Niemczyk, trener kadry Polski kobiet: Gdyby Jastrzębie wygrało pierwszego seta, to zobaczylibyśmy bardzo ciekawe spotkanie. Gospodarze zachowali jednak w końcówce więcej zimnej krwi i wygrali tę ważną partię. Potem było im znaczne łatwiej. Inaczej kto wie, jak potoczyłyby się dalsze losy. Ogólnie jednak AZS prezentował się lepiej i zasłużenie wygrał.

Wkręt-Met Domex AZS Częstochowa – Jastrzębski Węgiel 3:0 (27:25, 25:19, 25:21)

Składy zespołów:

Wkręt-met: Oczko, McKienzie, Eatherton, Billings, Gierczyński, Jurkiewicz, Gacek (libero) – Patucha, Woicki.

Jastrzębski Węgiel: Laurila, Michalczyk, Pliński, Szymański, Kostantinow, Kadziewicz, Rusek (libero) – Terlecki, Bednaruk, Wika.

źródło: gazeta.pl, inf. własna

nadesłał: , ,

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Więcej artykułów z dnia :
2005-11-30

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved