Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Rosną zarobki w PLS

Rosną zarobki w PLS

Siatkarze PLS nie zarabiają jeszcze miliona na sezon, ale być może już wkrótce będą. Choć do walki o medale jeszcze daleko, a do okresu transferowego jeszcze dalej, niektóre kluby już dziś myślą o wzmocnieniach. Żeby tylko myślały - rozpoczęły rozmowy z zawodnikami, którym kończą się kontrakty.

A kończą się nie byle komu, bo m.in. Andrzejowi Stelmachowi (nieoficjalnie wiadomo, że zarabia około 350 tys. zł), Robertowi Szczerbaniukowi (ok. 400 tys. zł), Michałowi Bąkiewiczowi (blisko 300 tys. zł), Piotrowi Gruszce (około 790 tys. zł), Marcinowi Nowakowi, Wojciechowi Grzybowi (około 300-400 tys. zł) czy Plamenowi Konstantinowowi (600 tys. zł).

Same rozmowy to oczywistość. Problem w wygórowanych wymaganiach siatkarzy. Tym większy, że działacze zaczęli postępować w myśl zasady „pozyskać za wszelką cenę”. Zakulisowo padły pierwsze sumy, na które w nowym sezonie będą mogli liczyć najlepsi. Kwoty jeszcze niesięgające miliona. Na razie.



Siatkówka jest dziś na topie, interesują się nią media, kibice, a przez to i hojni sponsorzy. Sześć, siedem lat temu podobnie było w lidze koszykarzy. Jeden prezes wymuszał na drugim pozyskiwanie gwiazd za coraz większe pieniądze. Kluby długo nie wytrzymały, popadając w tarapaty. Rekordzista – MKS Pruszków – wycofał się z ligi z czteromilionowym długiem. Piłka nożna też doświadczyła tzw. przeinwestowania. Kto pamięta działaczy Widzewa z czasu występów w Lidze Mistrzów? Oferowali piłkarzom po 700 tys. zł (zarabiali po tyle Radosław Michalski i Tomasz Łapiński).

Jeśli do działaczy PLS nie przemawiają przykład koszykarskie i piłkarskie, niech spojrzą na siatkarskie Włochy, gdzie przed laty nie oszczędzano na kontraktach. Wracający stamtąd Polacy z rozrzewnieniem wspominają czasy, kiedy dostawali rocznie po kilkaset tys. euro. Jak to się skończyło? Kluby popadły w długi, kilka zbankrutowało i dopiero wtedy działacze poszli po rozum do głowy. Znamienne, że dziś w Polsce siatkarze zarabiają więcej niż we Włoszech.

Nie chciałbym, żeby tylko pieniądze decydowały o grze w PLS – mówił kiedyś Artur Popko, szef ligi. Niestety, decydują. Klub ma wynik, jeśli ma najlepszych siatkarzy, ci zaś są wtedy, kiedy jest bogaty sponsor. Praca z młodzieżą, nietuzinkowa osobowość trenerska, tradycja klubu – wszystko to ma marginalne znaczenie. Gruszka, Stelmach, Bąkiewicz czy Nowak zawsze wybiorą klub, który daje więcej. Ale do czasu. Jeśli stracą umiar, a szefowie klubów nie opamiętają się i w szaleńczym wyścigu będą proponować coraz wyższe kontrakty, kto wie, czy liga siatkarzy nie podzieli losu koszykarskiej.

źródło: gazeta.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Więcej artykułów z dnia :
2005-11-28

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved